<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Więcej Tlenu &#187; Debata</title>
	<atom:link href="http://wiecejtlenu.pl/kategoria/debata/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://wiecejtlenu.pl</link>
	<description>Teksty, opinie, komentarze</description>
	<lastBuildDate>Fri, 16 Dec 2011 12:51:28 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1.3</generator>
		<item>
		<title>„Nie” dla atomu</title>
		<link>http://wiecejtlenu.pl/2008/04/01/%e2%80%9enie%e2%80%9d-dla-atomu/</link>
		<comments>http://wiecejtlenu.pl/2008/04/01/%e2%80%9enie%e2%80%9d-dla-atomu/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 01 Apr 2008 12:03:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Debata]]></category>
		<category><![CDATA[Polecamy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://wiecejtlenu.nazwa.pl/?p=193</guid>
		<description><![CDATA[Elektrownie jądrowe być może mają sens, ale nie w&#160;Polsce. Przynajmniej na razie. Wywiad z&#160;prof. Jackiem Jagielskim, w&#160;którym przedstawia on mocne strony energetyki atomowej, przeczytałem z&#160;zapartym tchem. Trzeba przyznać, że pan profesor przekonująco i&#160;efektownie umie uzasadnić swoje stanowisko. Jego argumenty zdają się powalać swą logiką, mocą i&#160;zdrowym rozsądkiem. Jednak takie wrażenie mogą robić tylko na tych, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://wiecejtlenu.nazwa.pl/wp-content/istock_nuclear_germany.jpg" height="199" width="300" />Elektrownie jądrowe być może mają sens, ale nie w&nbsp;Polsce. Przynajmniej na razie.</p>
<p><span id="more-193"></span>Wywiad z&nbsp;prof. Jackiem Jagielskim, w&nbsp;którym przedstawia on mocne strony energetyki atomowej, przeczytałem z&nbsp;zapartym tchem. Trzeba przyznać, że pan profesor przekonująco i&nbsp;efektownie umie uzasadnić swoje stanowisko. Jego argumenty zdają się powalać swą logiką, mocą i&nbsp;zdrowym rozsądkiem. Jednak takie wrażenie mogą robić tylko na tych, którzy mają na ten temat wątłą wiedzę. Szkopuł bowiem w&nbsp;tym, że prof. Jagielski nie zawsze jest w&nbsp;swej argumentacji rzetelny.</p>
<p>Trudno wymagać, aby naukowiec zajmujący się atomistyką starał się być obiektywny w&nbsp;kwestiach, które go żywo interesują. Prof. Jagielski, podobnie jak inni orędownicy energetyki jądrowej, twierdzący, że w&nbsp;Polsce jak najszybciej powinniśmy na nią postawić, lekceważąco odnosi się do argumentów przeciwników takiego rozwiązania. Przekonuje na przykład, że energetyka odnawialna jest marną alternatywą dla konwencjonalnej, bo nie dostarczy tyle prądu, by zaopatrzyć weń duże miasta czy fabryki. Tymczasem nikt zajmujący się odnawialnymi źródłami energii nie twierdzi, że mogą one w&nbsp;pełni zastąpić „klasyczne” elektrownie. Jacek Jagielski, co prawda przyznaje, że energia odnawialna może uzupełniać zapotrzebowanie na prąd, najwyraźniej jednak nie wie, że moc niemieckich farm wiatrowych to 2/3 mocy wszystkich polskich elektrowni. Tak, to nie pomyłka. O jakim więc „uzupełnianiu” można mówić w&nbsp;tym przypadku?</p>
<p>Ale i&nbsp;na tego typu argumenty profesor zdaje się mieć gotową odpowiedź. Twierdzi, że energetyka odnawialna jest nieopłacalna, a&nbsp;budowanie wiatraków wymaga olbrzymich państwowych dotacji. Pytam wobec tego: a&nbsp;czy budowa elektrowni atomowej może się obyć bez państwowych dotacji? Na całym świecie elektrownie atomowe są wspomagane z&nbsp;budżetów poszczególnych krajów. Na przykład inwestor budowanego właśnie reaktora jądrowego w&nbsp;fińskim Olkiluoto nie dość, że korzysta z&nbsp;preferencyjnych kredytów, to dodatkowo otrzymuje państwowe subwencje. A to jeszcze wcale nie koniec wydatków na ten projekt z&nbsp;fińskiego budżetu. Z kolei władze Stanów Zjednoczonych obiecały niedawno, że pokryją od 25 do 50 proc. kosztów opóźnień w&nbsp;sześciu nowo budowanych elektrowniach atomowych. To bardzo atrakcyjna forma wsparcia, bo poślizgi przy takich inwestycjach zdarzają się notorycznie i&nbsp;pochłaniają setki milionów dolarów. Sam prezes Państwowej Agencji Atomistyki, prof. Jerzy Niewodniczański, w&nbsp;wywiadzie dla „Gazety Prawnej” (27.03.2008 r.) przyznał, że – by mogły powstać w&nbsp;Polsce elektrownie atomowe &#8211;  potrzebne będą na ten cel preferencyjne, a&nbsp;więc w&nbsp;praktyce dotowane przez państwowy budżet, kredyty.</p>
<p>Wychodzi więc na to, że kiedy nasze wspólne pieniądze miałyby zostać przeznaczone na wspieranie energetyki atomowej, dla prof. Jagielskiego nie byłoby w&nbsp;tym nic dziwnego i&nbsp;zdrożnego, a&nbsp;kiedy z&nbsp;budżetu państwa dotowałoby się wiatraki, to już można by mówić o&nbsp;marnotrawstwie. Tymczasem siłownie jądrowe, dlatego są dotowane, bo to wciąż mało intratny i&nbsp;ryzykowny biznes. O wiele bardziej ryzykowny niż elektrownie korzystające z&nbsp;naturalnych sił przyrody.</p>
<p>Nieprawdą jest też to, że energetyka odnawialna to interes z&nbsp;gruntu nieopłacalny. Otóż powstaje coraz więcej projektów w&nbsp;tej dziedzinie nie wspieranych państwowymi dotacjami. Choćby małe elektrownie wodne w&nbsp;Polsce. Okazuje się, że takie inwestycje zwracają się z&nbsp;nawiązką. I podobnie będzie już wkrótce w&nbsp;przypadku elektrowni wiatrowych, których budowa – dzięki upowszechnieniu i&nbsp;rozwojowi technologii jest realnie coraz tańsza, a&nbsp;prąd coraz droższy. Dlatego są firmy, które już budują wiatraki w&nbsp;naszym kraju, nie oglądając się na państwowe dotacje (choćby japoński Mitsui pod Koszalinem, czy hiszpańska Iberdrola).</p>
<p>Wzniesienie jednego wiatraka o&nbsp;mocy 1 megawata nie kosztuje dziś, tak, jak twierdzi pan profesor, 3,5 mln euro. Tyle kosztowało to dobrych parę lat temu. Dziś cena ustawienia wiatraka w&nbsp;Polsce to 1-1,6 mln euro za&nbsp;1 MW (oddana rok temu farma wiatrowa w&nbsp;Kamieńsku o&nbsp;mocy 30 MW kosztowała 32 mln euro). Duża różnica, prawda? Dla porównania: wybudowanie elektrowni atomowej w&nbsp;przeliczeniu na jeden megawat to dziś ok. 2 mln euro. Próby udowodnienia, że energetyka odnawialna jest gorsza, mniej ekonomiczna od jądrowej nie mają więc racjonalnych podstaw. Warto też dodać, że za&nbsp;naturalne paliwo – wodę, słońce czy wiatr – płacić nie trzeba, w&nbsp;przeciwieństwie do uranu.</p>
<p>Wreszcie do rzeczowego rozpatrzenia pozostaje kwestia elektrowni węglowych, które wedle pana profesora, ale i&nbsp;wielu innych specjalistów, są dużo gorszym biznesem niż „atomówki”. W mojej opinii akurat w&nbsp;Polsce mądrzej byłoby dalej opierać naszą energetykę na węglu, zamiast rozwijać program energetyki jądrowej i&nbsp;to pomimo problemów z&nbsp;emisją szkodliwych gazów (o czym wspomnę w&nbsp;dalszej części tekstu).</p>
<p><img src="http://wiecejtlenu.nazwa.pl/wp-content/uran2.jpg" />Po pierwsze, nie mamy uranu, a&nbsp;węgla, szczególnie brunatnego, tyle, że starczy go nam, przy obecnym wydobyciu (pozwalającym ponadto sporo eksportować), na co najmniej 100 lat. Nasze złoża węgla brunatnego, który jest dużo tańszy w&nbsp;eksploatacji &#8211; bo wydobywany odkrywkowo &#8211; niż kamienny, należą do największych na świecie. Tylko nie eksploatowane jeszcze zasoby koło Legnicy zawierają 15 mld ton (obecne roczne wydobycie tego surowca w&nbsp;naszym kraju to 60 mln ton). Utrzymywanie i&nbsp;rozwój kopalni węglowych zapewni nam większą niezależność energetyczną, niż postawienie na importowany uran, który wcale nie musi wystarczyć na 200 lat, jak twierdzi prof. Jagielski. Wystarczy, że jego zużycie szybko będzie rosnąć (a to jest bardzo prawdopodobne, biorąc pod uwagę obecny renesans energetyki atomowej na świecie), a&nbsp;ten okres może się wielokrotnie skrócić. Niezależność energetyczna, w&nbsp;dobie szybko rosnących cen nośników energii i&nbsp;coraz częstszego wykorzystywania ich jako broni w&nbsp;walce o&nbsp;wpływy polityczne oraz gospodarcze wcale nie jest pustym hasłem. Warto zwrócić uwagę na to, gdzie elektrowni atomowych powstało szczególnie dużo – w&nbsp;Japonii i&nbsp;we Francji, które mają bardzo niewiele własnych zasobów surowców energetycznych.</p>
<p>Po drugie, wszystko wskazuje na to, że uran będzie drożał szybciej niż węgiel. Od 2005 r. jego cena wzrosła czterokrotnie, mimo, że niemal połowa zużywanego uranu pochodziła nie z&nbsp;wydobycia, ale ze&nbsp;starych, wycofywanych głowic rakiet nuklearnych, głównie rosyjskich. Co będzie, jak tych głowic zabraknie?</p>
<p>Prof. Jagielski utrzymuje, że zużycie prądu w&nbsp;Polsce będzie rosnąć i&nbsp;dlatego budowa elektrowni atomowych staje się u&nbsp;nas nieuchronna. Inni twierdzą wręcz, że bez nich zabraknie nam prądu. Obie tezy są wątpliwe. Polski przemysł do wytworzenia tej samej ilości towarów potrzebuje 2,5 raza więcej energii niż zachodnioeuropejski. Innymi słowy jest znacznie bardziej energochłonny. Mnóstwo energii elektrycznej marnują także gospodarstwa domowe. Prąd jednak gwałtownie drożeje, i&nbsp;to zapewne skłoni wreszcie działające w&nbsp;Polsce firmy, ale i&nbsp;prywatnych odbiorców do oszczędzania energii. Zapewne będziemy szli w&nbsp;ślady Japonii i&nbsp;Danii, w&nbsp;których zużycie energii, mimo wzrostu gospodarczego, pozostawało przez lata na tym samym poziomie.</p>
<p>Ale jeśli konsumpcja prądu będzie u&nbsp;nas stale rosnąć, to i&nbsp;tak lepiej przed niedoborami uchronią nas nowe elektrownie węglowe. Dlatego, że ich budowa trwa dużo krócej, niż atomowych i&nbsp;jest od nich od półtora do dwóch razy tańsza (1-1,5 mln euro za&nbsp;jeden megawat). Węgiel to na tyle pewny biznes, że firmy prywatne bez wahania w&nbsp;niego inwestują i&nbsp;to wcale się nie oglądając na wsparcie państwa. Nowe elektrownie na węgiel brunatny, budowane bez „państwowej kroplówki”, powstają choćby w&nbsp;Niemczech.<br />
Tymczasem inwestorami „atomówek” są na ogół albo koncerny państwowe albo monopoliści, którzy ich wysokie koszty przerzucą na klientów, podwyższając ceny prądu. Jednak największym felerem tych inwestycji jest skomplikowana technologicznie, koszmarnie droga i&nbsp;bardzo czasochłonna budowa (co najmniej cztery lata bez wstępnej fazy przygotowań). Na dodatek zwykle się ona przedłuża. Reaktor w&nbsp;fińskim Olkiluoto ma już dwa lata poślizgu. Na dokładkę, reaktory jądrowe zazwyczaj kosztują dużo drożej niż w&nbsp;pierwotnych założeniach. W Indiach koszt postawienia ostatnich dziesięciu nowych reaktorów był 10 razy wyższy od planowanych wcześniej wydatków na ten cel. Zwolennicy elektrowni atomowych odpierają ten argument stwierdzeniem, że koszt produkcji prądu w&nbsp;elektrowni atomowej jest niższy aniżeli w&nbsp;węglowych. Na ten temat są jednak bardzo różne dane. Wszystko zależy od tego, kto i&nbsp;jak liczy.</p>
<p>Dane o&nbsp;kosztach produkcji prądu, na które powołuje się prof. Jagielski nie dość, że są już nieaktualne, to w&nbsp;dodatku wysnute z&nbsp;wydatków elektrowni na węgiel kamienny, czyli dużo droższych od tych opalanych węglem brunatnym. Poza tym nie uwzględniają gigantycznych kosztów likwidacji siłowni atomowych. Zresztą one na ogół nie są brane pod uwagę przy porównywaniu kosztów w&nbsp;energetyce jądrowej i&nbsp;konwencjonalnej. Brytyjski urząd państwowy, Nuclear Decommissioning Authority, oszacował koszty rozbiórki wszystkich reaktorów jądrowych w&nbsp;tym kraju, na – bagatela – przeszło 70 mld funtów. Likwidacja malutkiej (jej moc zainstalowana to ledwie 70 MW) elektrowni atomowej w&nbsp;Brennilis we&nbsp;Francji pochłonęła dotąd 480 mln euro, a&nbsp;jeszcze nie wszystko zostało zrobione. W USA średni koszt rozbiórki jednego reaktora ocenia się na 300 mln dolarów.</p>
<p>Komisja Europejska podała w&nbsp;styczniu 2007 roku szacunkowe koszty produkcji energii z&nbsp;różnych paliw. Z tych danych wynika, że  koszt produkcji energii z&nbsp;węgla jest nieco niższy do kosztu wytwarzania prądu z&nbsp;energii atomowej. I tak będzie też w&nbsp;najbliższej przyszłości. Potwierdza to częściowo studium porównawcze OECD z&nbsp;2005 r., wskazujące, że w&nbsp;krajach, które mają duże zasoby węgla (np. w&nbsp;USA i&nbsp;Korei Płd.), w&nbsp;najbliższych latach taniej będzie produkować go z&nbsp;tego surowca niż z&nbsp;uranu. Bo choć w&nbsp;tym drugim przypadku o&nbsp;wiele mniej trzeba wydać na paliwo, to więcej na tzw. koszty operacyjne i&nbsp;utrzymanie (droższe systemy bezpieczeństwa!). Gdyby jednak wziąć pod uwagę wydatki na likwidację elektrowni atomowej, to mogłoby się okazać, że „atomówki” produkują prąd jeszcze drożej niż „węglówki”. Na dodatek energetyka atomowa – jak napisałem wyżej &#8211; często korzysta z&nbsp;państwowych subsydiów i&nbsp;preferencyjnych kredytów. Gdyby dać je inwestorom elektrowni węglowych mogłoby się okazać, że porównanie ich kosztów wypadłoby jeszcze bardziej na korzyść tych pierwszych.</p>
<p>Kardynalną wadą „węglówek” jest to, że trują. Ale w&nbsp;Polsce obowiązują już surowe w&nbsp;tym względzie normy unijne (w tym roku np. zaostrzone zostały drastycznie krajowe limity emisji odpowiadającego za&nbsp;kwaśne deszcze dwutlenku siarki; podobne obostrzenia mają dotknąć równie szkodliwe tlenki azotu). Pozostają więc setki ton dwutlenku węgla, wyrzucanych przez kominy elektrowni węglowych, a&nbsp;to przecież ten gaz najbardziej – obok metanu – odpowiada za&nbsp;efekt cieplarniany. W reaktorach jądrowych jego emisja jest nieporównanie mniejsza. Rozwiązanie tego problemu są trzy.</p>
<p>Pierwsze &#8211; to zwiększanie wydajności bloków na węgiel (te polskie są dziś w&nbsp;większości mało efektywne), tak, żeby z&nbsp;danej ilości paliwa wytworzyć więcej energii niż teraz. Drugie &#8211; to zgazowywanie węgla, technologia, nad którą trwają właśnie intensywne prace badawcze. Trzecie &#8211; to tzw. elektrownie bezemisyjne, w&nbsp;których CO2 jest w&nbsp;całości wyłapywany i&nbsp;unieszkodliwiany. Pierwsza taka siłownia już powstaje, buduje ją w&nbsp;Schwarze Pumpe w&nbsp;Niemczech szwedzki koncern Vattenfall, który podobne instalacje planuje także w&nbsp;Polsce.</p>
<p>By były opłacalne, elektrownie jądrowe muszą być duże. To z&nbsp;kolei oznacza, że nie wystarczą im lokalni odbiorcy, muszą one przesyłać prąd daleko. Przesył zaś oznacza, szczególnie w&nbsp;Polsce, gdzie sieć jest w&nbsp;marnym stanie, straty energii. Im dalszy, tym większe. Im dalszy, tym większe też ryzyko wyłączeń prądu w&nbsp;okresach największego poboru prądu, co jest następstwem przeciążenia sieci. Dlatego, zdaniem prof. Krzysztofa Żmijewskiego, byłego prezesa Polskich Sieci Elektroenergetycznych, zamiast budować wielkie elektrownie atomowe lepiej stawiać na tzw. energetykę rozproszoną, czyli małe, pracujące na lokalne potrzeby bloki, np. na węgiel albo na produkowany na miejscu biogaz.</p>
<p><img src="http://wiecejtlenu.nazwa.pl/wp-content/chernobyl1.jpg" />Główną wadą elektrowni atomowych jest jednak ciągle to, że są one wciąż potencjalnie niebezpieczniejsze od konwencjonalnych i&nbsp;odnawialnych. I to z&nbsp;kilku powodów. Po pierwsze, u&nbsp;ludzi żyjących w&nbsp;pobliżu elektrowni jądrowych, np. koło Sellafield w&nbsp;Wielkiej Brytanii, zaobserwowano dużo większy niż średni poziom zachorowań na nowotwory (przede wszystkim na leukemię, będącej rodzajem raka krwi), mimo, że nie stwierdzono tam podwyższonego promieniowania radioaktywnego. Choć właściciele reaktorów zaprzeczają, by istniał między jednym, a&nbsp;drugim związek, nie można go wykluczyć. Tym bardziej, że  naukowcy jeszcze tego zjawiska nie wyjaśnili. Po drugie, nie możemy zapomnieć ani o&nbsp;Czarnobylu, ani o&nbsp;katastrofie w&nbsp;elektrowni na Three Mile Island przed 30 laty. Wprawdzie poziom bezpieczeństwa reaktorów jądrowych w&nbsp;ostatnich dekadach niezwykle się poprawił i&nbsp;ryzyko groźnej dla otoczenia awarii we&nbsp;współcześnie budowanych blokach jest znikome, to jednak wciąż występuje (bo przecież nie wszystkie okoliczności da się przewidzieć). Wystarczy przypomnieć zeszłoroczny incydent w&nbsp;nowoczesnej, największej na świecie elektrowni atomowej w&nbsp;japońskim Kashiwazaki, w&nbsp;której po trzęsieniu ziemi doszło do pożaru i&nbsp;niewielkiego wycieku radioaktywnego. Z tego powodu elektrownię zamknięto.</p>
<p>Równie złą stroną „atomówek” są odpady. Teoretycznie istnieją bezpieczne sposoby ich składowania, ale w&nbsp;praktyce bywa różnie. Należy też przyjąć, że kraje uchodzące dziś za&nbsp;stabilne za&nbsp;jakiś czas mogą przestać nimi być i&nbsp;składowane tam odpady jądrowe, świetnie nadające się do wyprodukowania tzw. brudnej bomby – równie niebezpiecznej, co głowica nuklearna – trafią w&nbsp;niepowołane ręce.</p>
<p>To wszystko nie znaczy jednak, że na „atomie” należy postawić krzyżyk. Profesor Jagielski wspomina, że powstały już prototypy reaktorów, które zamiast uzyskiwać energię z&nbsp;rozszczepiania jąder atomowych będą czerpać ją z&nbsp;ich syntezy. Owa synteza ma tę zaletę, że nie powstają w&nbsp;jej wyniku odpady i&nbsp;nie trzeba do niej używać pierwiastków radioaktywnych. Jestem gorącym zwolennikiem tej metody produkcji energii. I choć nieprędko doczekamy się wprowadzenia tej technologii w&nbsp;życie, to uważam, że bardziej nam się opłaci inwestowanie w&nbsp;jej rozwój, niż budowa elektrowni atomowych starego typu.</p>
<p>Mariusz Krzemiński</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://wiecejtlenu.pl/2008/04/01/%e2%80%9enie%e2%80%9d-dla-atomu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>32</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ekologom powinno zależeć na rozwoju energetyki jądrowej</title>
		<link>http://wiecejtlenu.pl/2008/02/27/ekologom-powinno-zalezec-na-rozwoju-energetyki-jadrowej/</link>
		<comments>http://wiecejtlenu.pl/2008/02/27/ekologom-powinno-zalezec-na-rozwoju-energetyki-jadrowej/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 27 Feb 2008 14:56:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Debata]]></category>
		<category><![CDATA[Polecamy]]></category>
		<category><![CDATA[Środowisko]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://wiecejtlenu.nazwa.pl/?p=170</guid>
		<description><![CDATA[Wywiad z&#160;prof. Jackiem Jagielskim* Jak pan się zapatruje na sceptyczne stanowisko ministra środowiska w&#160;sprawie budowy w&#160;Polsce elektrowni atomowej? Chciałbym, żeby najpierw minister środowiska obronił tezę, że w&#160;Polsce korzystniejszym dla środowiska i&#160;dla gospodarki rozwiązaniem jest budowa kolejnych elektrowni opalanych węglem. To demagogia. Nikt tego nie postuluje. Tak? To proszę mi zdradzić, jaką mamy inną realną alternatywę [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://wiecejtlenu.nazwa.pl/wp-content/jj-wyw.jpg" /><u>Wywiad z&nbsp;prof. Jackiem Jagielskim*</u></p>
<p><strong>Jak pan się zapatruje na sceptyczne stanowisko ministra środowiska w&nbsp;sprawie budowy w&nbsp;Polsce elektrowni atomowej?</strong></p>
<p>Chciałbym, żeby najpierw minister środowiska obronił tezę, że w&nbsp;Polsce korzystniejszym dla środowiska i&nbsp;dla gospodarki rozwiązaniem jest budowa kolejnych elektrowni opalanych węglem.<span id="more-170"></span><strong><br />
To demagogia. Nikt tego nie postuluje.</strong></p>
<p>Tak? To proszę mi zdradzić, jaką mamy inną realną alternatywę dla energetyki jądrowej? Powiem panu szczerze, demagogię uprawiają ci, którzy występują przeciwko budowie elektrowni atomowej. Jeśli ktoś uważa, że przy pomocy wiatraków, bądź jakichkolwiek innych elektrowni na energię odnawialną, jest w&nbsp;stanie zapewnić prąd dla dużych miast, kolei państwowych i&nbsp;hut, to ja mu gratuluję dobrego samopoczucia. Zamiast mówić o&nbsp;cudach, lepiej usiąść i&nbsp;spokojnie policzyć. Na razie większość technologii przekształcania energii odnawialnych w&nbsp;elektryczność ma ujemny współczynnik opłacalności.</p>
<p><strong>To nie jest prawda. Niemcy potrafią dobrze zarabiać na elektrowniach wiatrowych. </strong></p>
<p>Wspaniale. A czy wziął pan pod uwagę, ile do każdego wiatraka dopłaca Unia Europejska lub rząd Niemiec? I ile wiatraków byłoby zbudowanych gdyby tych dotacji nie było? Wiatrak o&nbsp;mocy jednego megawata kosztuje około 3.5 miliona euro. Typowa elektrownia ma moc około 1000 MW, a&nbsp;taka ilość energii z&nbsp;elektrowni wiatrowych oznacza inwestycję na poziomie 3.5 miliarda euro. To tanio? Ile wiatraków musielibyśmy w&nbsp;Polsce postawić, żeby zapewnić energię Warszawie? Czy ktoś to policzył? Ale nie o&nbsp;to chodzi. Nie ma złych i&nbsp;dobrych technologii, są technologie dobrze lub niewłaściwie stosowane. Elektrownie wiatrowe mogą być jedynie uzupełniającym źródłem energii. Zależność energii pochodzącej z&nbsp;wiatru, słońca czy wody od warunków atmosferycznych ogranicza ich udział do 10, może 20 procent mocy potrzebnej w&nbsp;kraju. Dlatego musimy szukać alternatywnych źródeł energii niezależnych od pogody.</p>
<p><strong>Ale elektrownia jądrowa także nie rozwiąże naszych problemów. Szacuje się, że jest w&nbsp;stanie pokryć tylko od 3 do 7 procent krajowego zapotrzebowania na energię. </strong></p>
<p>Co z&nbsp;tego? Powinniśmy mieć więcej niż jedną taką elektrownię. Przecież zapotrzebowanie na prąd ciągle rośnie. Jak mamy je zaspokajać? Zawsze będziemy spalać węgiel? Przecież jego pokłady w&nbsp;końcu się wyczerpią. Proszę mi też powiedzieć, jak poradzimy sobie z&nbsp;ograniczaniem emisji dwutlenku węgla. I naprawdę, wybijmy sobie w&nbsp;końcu z&nbsp;głowy marzenia o&nbsp;tym, że Polska będzie potentatem w&nbsp;produkcji energii słonecznej. Ile u&nbsp;nas można uzyskać energii z&nbsp;nasłonecznienia metra kwadratowego powierzchni? Średnio w&nbsp;ciągu roku będą to pojedyncze waty. Czyli dla Warszawy trzeba by zapełnić bateriami słonecznymi obszar kilkuset kilometrów kwadratowych. Baterie słoneczne są doskonałym źródłem energii do zasilania linii transmisyjnych w&nbsp;Australii. W Polsce energii słonecznej możemy używać co najwyżej do podgrzewania wody, a&nbsp;nie do zasilania kolei państwowych. Śmiech na sali. Podobnie rzecz się ma z&nbsp;energią wiatrową. Tymczasem elektrownia atomowa jest niewielkim, czystym i&nbsp;przewidywalnym źródłem energii działającym przez 60 lat. Jeśli Francuzom opłaca się energetyka jądrowa, dlaczego ma się nie opłacić nam.</p>
<p><strong>Francja ma własne złoża uranu.</strong></p>
<p>Największe zasoby uranu mają Australia, Kanada i&nbsp;Stany Zjednoczone. I sprzedają uran na wolnym rynku. Nie róbmy z&nbsp;tego problemu. Tym bardziej, że ten surowiec możemy kupować od naszych sojuszników, a&nbsp;ropę i&nbsp;gaz importujemy przecież z&nbsp;państw daleko mniej przewidywalnych i&nbsp;nie koniecznie nam przychylnych. Kilogram uranu kosztuje w&nbsp;tej chwili około 100 dolarów. Elektrownia jądrowa zużywa dziennie około stu kilogramów paliwa. Tymczasem w&nbsp;tak zwanych reaktorach powielających zużycie uranu jest niższe o&nbsp;połowę, niż w&nbsp;obecnie stosowanych reaktorach lekkowodnych. W efekcie możemy mieć pewność, że w&nbsp;ciągu 200 najbliższych lat z&nbsp;całą pewnością nie zabraknie nam paliwa jądrowego. A w&nbsp;dalszej perspektywie powstaną reaktory oparte na syntezie jądrowej, w&nbsp;których paliwo będzie uzyskiwane z&nbsp;wody a&nbsp;produktem reakcji będzie hel, czysty gaz szlachetny. Już dziś budowane są prototypy takich urządzeń: ITER we&nbsp;Francji albo W7-X w&nbsp;Niemczech. Trzeba pamiętać, że ogromną zaletą energetyki jądrowej jest niski udział paliwa w&nbsp;kosztach pozyskania energii.</p>
<p><strong>Przecież uran będzie drożał tak samo jak inne surowce. </strong></p>
<p>Tylko, że podwojenie ceny uranu spowoduje wzrost ceny energii o&nbsp;7 procent. A taki sam wzrost cen paliw kopalnych spowoduje wzrost cen prądu o&nbsp;70 procent. I jakie oszczędności na transporcie! Elektrociepłownia na Siekierkach potrzebuje dziennie pewnie dwa pociągi węgla. Przecież żeby dowieść te miliony ton węgla do elektrowni w&nbsp;całej Polsce, zużywa się ogromną ilość energii. A tym samym emituje gazy cieplarniane. Naprawdę, ekologom powinno zależeć na rozwoju energetyki jądrowej.</p>
<p><strong>Ale skoro jest tak pięknie, to dlaczego Anglicy, Szwedzi, Niemcy, Włosi zamykają swoje elektrownie atomowe? Dlaczego Austriacy wstrzymali otwarcie nowej elektrowni?</strong></p>
<p>A na Litwie na przykład protestują przeciwko zamknięciu elektrowni atomowej. Ale wróćmy do obaw. Rozumiem, że wiele osób obawia się energii jądrowej. Proszę jednak zwrócić uwagę, jak manipuluje się opinią publiczną w&nbsp;tej sprawie. Po katastrofie czarnobylskiej wskutek promieniowania zginęło 47 osób. Dokładnie tyle. Tymczasem bez trudu znajdzie pan dziennikarzy, którzy piszą o&nbsp;tysiącach ofiar śmiertelnych i&nbsp;o dziesiątkach tysięcy dzieci, które zachorowały na raka tarczycy. Ale Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej wskazuje, że rzeczywisty efekt katastrofy to najwyżej kilkuprocentowy wzrost zachorowań na raka tarczycy, około 10 dzieci zmarło z&nbsp;tego powodu. Warto wiedzieć, że dawka promieniowania w&nbsp;obszarach najbardziej skażonych była mniejsza od tej, którą otrzymują mieszkańcy niektórych regionów Indii, Chin, Brazylii czy Iranu w&nbsp;czasie 20 lat. Okazuje się jednak, że bzdury w&nbsp;gazetach wystarczą, żeby ludzie uwierzyli w&nbsp;każde niebezpieczeństwo. A jak politykom brakuje głosów, to próbują przypodobać się obywatelom i&nbsp;zamykają elektrownie. Zapewniam pana, że w&nbsp;końcu jednak pójdą po rozum do głowy. Nie będą mieli wyjścia.</p>
<p><strong>Ale przecież nie można powiedzieć, że za&nbsp;wszystkimi zamknięciami fabryk stoją tylko doraźne interesy polityczne.</strong></p>
<p>Oczywiście. Część reaktorów po prostu się wygasza, bo zwyczajnie przyszedł na nie czas. Druga generacja reaktorów ma już prawie 50 lat i&nbsp;powoli dożywa do swojej emerytury. A to w&nbsp;niczym nie zmienia faktów. Energia jądrowa jest tania, bezpieczna, przewidywalna i&nbsp;nie podlega szaleństwom cenowym, wywoływanym przez państwa OPEC (Organizacja Krajów Eksportujących Ropę Naftową – przyp. red.).</p>
<p><strong>Już pierwsza kwestia jest dyskusyjna. Energia jądrowa jest może i&nbsp;tania, ale budowa elektrowni jest horrendalnie droga. </strong></p>
<p>Nie powiem panu dokładnie, jakie koszty wchodzą w&nbsp;grę. Mówi się, że nowa elektrownia w&nbsp;Ignalinie o&nbsp;mocy 3200 MW ma kosztować około 5-6 mld euro. Taka moc w&nbsp;technologii wiatraków wymaga inwestycji na poziomie 11 mld euro. Proszę też policzyć ile kosztuje budowa analogicznej elektrowni opalanej węglem, plus koszty wydobycia węgla, transportu, 30 lat emisji gazów cieplarnianych, zanieczyszczenie środowiska. Nie wiadomo przecież, jak będą rosły koszty emisji dwutlenku węgla. Według amerykańskich danych z&nbsp;2005 roku koszt produkcji jednej kilowatogodziny w&nbsp;elektrowni jądrowej wynosił wtedy 1,7 centa, w&nbsp;elektrowni opalanej węglem 2,21, opalanej gazem 7,51, a&nbsp;opalanej ropą 8,09. Energia jądrowa była już wtedy najtańsza. I najczystsza.</p>
<p><strong>Ale horrendalnie drogie jest przetwarzanie zużytego paliwa jądrowego…</strong></p>
<p>Te koszty uwzględniają przetwarzanie paliwa! A w&nbsp;dużej mierze są one efektem szaleństwa ekologów! Ich działania doprowadziły do tego, że obowiązkowe przetwarzanie jest znacznie głębsze, a&nbsp;to znaczy, że też znacznie droższe, niż mogłoby być.</p>
<p><strong>Co to znaczy „szaleństwo ekologów”?</strong></p>
<p>A mniej więcej to, że w&nbsp;dawnej kopalni uranu, nie można dzisiaj złożyć zużytego surowca, bo nie pozwalają na to ekolodzy. Nie zgadzają się na złożenie odpadów, które są mniej aktywne, niż ruda, którą wydobyto z&nbsp;tej kopalni. I to jest szaleństwo! Oni się przykuwają łańcuchami, do czego się da, nie po to, żeby działać na rzecz ochrony środowiska, ale żeby zdobyć pieniądze na swoją działalność. Zwykle jak dostaną dotacje, to nagle bez problemu godzą się na wszystko.</p>
<p><strong>Proszę, nie wrzucać wszystkich do jednego worka. Generalizując, stosuje pan tę samą broń, której często używają niektóre organizacje ekologiczne.</strong></p>
<p>Być może. Podam więc inny przykład. Po zjednoczeniu Niemiec, fachowcy z&nbsp;Zachodu odkryli w&nbsp;dawnym NRD kopalnię soli, w&nbsp;której poustawiane były znaki z&nbsp;promieniotwórczą koniczynką. Sprawę postanowiono zbadać i&nbsp;po jakimś czasie odkryto, przykrytą ciężkim wiekiem dziurę, z&nbsp;której naprawdę nieźle promieniowało. Okazało się, że to było dzikie składowisko odpadów radioaktywnych. W pełni naturalne (śmiech). Co mieli enerdowcy radioaktywnego to na taczki i&nbsp;fru… do dziury. Oczywiście zrobiła się z&nbsp;tego afera. Powstało kilka programów badawczych, mających wyjaśnić, czym grozi taki sposób składowania.</p>
<p><strong>I co się okazało?</strong></p>
<p>Wyniki były zdumiewające. Zagrożenie było znikome. Kopalnia soli ma to do siebie, że jest najbardziej suchym miejscem pod ziemią. A głównym niebezpieczeństwem składowania odpadów radioaktywnych w&nbsp;ziemi, jest to, że zaleje je woda. Tymczasem w&nbsp;dawnej kopalni soli, taki obrót rzeczy jest najmniej prawdopodobny. W ten sposób padł pewien mit. Problem w&nbsp;tym, że podobnych mitów jest więcej.</p>
<p><strong>Nie sposób przewidzieć trzęsienia ziemi, ruchy górotworów, a&nbsp;izotopy promieniotwórcze żyją nawet pół miliona lat…</strong></p>
<p>Właśnie. Jeśli przyjąć tę logikę, to okaże się, że niebywale niebezpieczny jest fotel, na którym pan siedzi.</p>
<p><strong>Ten fotel jest radioaktywny? </strong></p>
<p>Nie jest. I o&nbsp;to chodzi. Jeżeli izotop należy do krótko żyjących, to silnie promieniuje, ale za&nbsp;to stosunkowo niedługo. A im jest dłużej żyjący, tym z&nbsp;oczywistych powodów jest mniej aktywny. Żelazo ma nieskończony okres półrozpadu, dlatego w&nbsp;ogóle nie jest aktywne. Reasumując: izotopy, których się tak boimy, mające bardzo długi okres rozpadu, są aktywne w&nbsp;stopniu minimalnym – często poniżej progu wykrywania. Argument, że za&nbsp;sto tysięcy lat, w&nbsp;wyniku trzęsienia ziemi zalane zostaną długo rozkładające się odpady radioaktywne, nie bardzo ma sens.</p>
<p><strong>Dobrze, ale są także i&nbsp;groźne odpady. </strong></p>
<p>Oczywiście, ale mówimy wtedy o&nbsp;izotopach stosunkowo krótko żyjących. Ale właśnie dzięki temu możemy skutecznie kontrolować ich składowanie. Przecież i&nbsp;tak po wypaleniu, pręt z&nbsp;reaktora wrzuca się do basenu, w&nbsp;którym leży nawet pięć lat. Chodzi o&nbsp;to, żeby go wystudzić. Taki pręt potrafi miesiącami leżeć w&nbsp;wodzie i&nbsp;wciąż być ciepły. A do tego świeci na niebiesko. Produkty rozszczepienia mają prędkość większą, niż prędkość światła w&nbsp;wodzie. Bardzo fajnie to wygląda.</p>
<p><strong>OK, załatwiliśmy izotopy bardzo długo i&nbsp;bardzo krótko żyjące. A co ze&nbsp;średniakami?</strong></p>
<p>Czyli na przykład jodem i&nbsp;cezem. Z nimi mieliśmy do czynienia w&nbsp;Czarnobylu. Okres półrozpadu jodu131 to 8 dni. Groźny jest tylko w&nbsp;wypadku katastrofy. W przypadku cezu mówimy o&nbsp;perspektywie 30 lat. Jednak aktywność takich izotopów w&nbsp;czasie ciągle spada. Skuteczna kontrola składowania wypalonego paliwa w&nbsp;perspektywie kilkudziesięciu czy stu lat jest jak najbardziej możliwa. Nigdy dotąd nie było z&nbsp;tym problemów. Powiedzmy jasno, nie chodzi o&nbsp;to, żeby lekceważyć problem składowania. On istnieje. Ale wiadomo jak go rozwiązać.</p>
<p><strong>Składowane odpady będą jednak nadal promieniować.</strong></p>
<p>Trochę. I tu dotknął pan kolejnego mitu. Mówi się, że każde promieniowanie jest szkodliwe. Bzdura. Takie myślenie wzięło się z&nbsp;lat 50-tych, kiedy na ziemi promieniowania było naprawdę dużo. Setki razy więcej niż po awarii w&nbsp;Czarnobylu. Mało kto o&nbsp;tym wie. To był efekt częstych próbnych wybuchów broni jądrowej. Zagrożenie było rzeczywiste. Do tego stopnia, że w&nbsp;szczycie zimnej wojny Amerykanie dogadali się z&nbsp;Rosjanami, co do zakazu wybuchów jądrowych w&nbsp;atmosferze. Wówczas dla uproszczenia stosowano liniowe modelowanie skutków promieniowania. Przyjęto założenie: „dwa razy więcej promieniowania = podwójna szkodliwość”. Kiedy poziom radioaktywności spadł i&nbsp;zaczęto robić poważniejsze badania, okazało się, że ta zależność wcale nie jest liniowa. Przeciwnie, niski poziom promieniowania nie tylko nie szkodzi, ale nawet leczy. W Polsce jest sanatorium w&nbsp;Kowarach. Sześć lat temu w&nbsp;sztolni zabytkowej kopalni uranu i&nbsp;żelaza otworzono inhalatorium radonowe. Z tego co wiem, leczy się tam nie tylko choroby płuc, ale i&nbsp;nadciśnienie, schorzenia stawów, a&nbsp;nawet skóry.</p>
<p><strong>Przekonuje pan, że jesteśmy w&nbsp;stanie poradzić sobie ze&nbsp;zużytym paliwem jądrowym. Dzięki temu możemy bezpiecznie zastąpić węgiel uranem. Ale już z&nbsp;ropą to się nie uda. </strong></p>
<p>Ma pan rację, ale jednak nie do końca. Dowcip polega na tym, że następne generacje reaktorów będą mogły być wykorzystywane także do produkcji wodoru. A to niewątpliwie bardzo atrakcyjne paliwo.</p>
<p><strong>Tylko, że to sprawa skomplikowana technologicznie…</strong></p>
<p>Bez przesady. Jedynym ograniczeniem jest dostępność wodoru. Prototypy samochodów napędzanych tym paliwem powstały już jakiś czas temu <em>(u nas piszemy o&nbsp;wykorzystaniu wodoru do napędzania samochodów wyścigowych, tzw. Formuły Zero)</em>. W ogóle uważam, że Polska powinna zacząć inwestować w&nbsp;rozwój technologii, która pozwoliłaby wykorzystać nasze – coraz mniej opłacalne &#8211; kopalnie węgla kamiennego do produkowania w&nbsp;nich wodoru.</p>
<p><strong>Wodór robiony z&nbsp;węgla pod ziemią?</strong></p>
<p>Właśnie tak. Czy pan wie, że w&nbsp;czasie II wojny światowej Niemcy napędzali samochody syntetycznym paliwem, zrobionym z&nbsp;węgla? Proszę sobie wyobrazić, jaka to korzyść dla kraju. Przerabiamy węgiel na paliwo i&nbsp;uniezależniamy się od dostawców ropy.</p>
<p><strong>Ciężko polemizować z&nbsp;fachowcem, ale samochody na wodór to naprawdę pieśń przyszłości.</strong></p>
<p>Bez przesady. Kiedy ceny ropy podskoczą do ponad 150 dolarów za&nbsp;baryłkę, zacznie się opłacać jeździć na wodorze.</p>
<p><strong>Ile jest miejsc na świecie, w&nbsp;których produkuje się wodór w&nbsp;starych kopalniach węgla kamiennego?</strong></p>
<p>Nie słyszałem o&nbsp;takich.</p>
<p><strong>No właśnie. Dlaczego mamy inwestować w&nbsp;technologie niesprawdzoną nigdzie na świecie?</strong></p>
<p>A dlaczego mamy zawsze być na końcu? Zawsze w&nbsp;ogonie? W niczym nie możemy być liderem? W dobie elektrowni jądrowych chłodzonych gazem, czyli reaktorów czwartej generacji, można będzie parę, z&nbsp;nagrzanej w&nbsp;reaktorach wody, pompować do nieczynnych kopalni węgla i&nbsp;tam produkować wodór. A nie ma wątpliwości, że w&nbsp;kopalniach można składować dwutlenek węgla. Dlaczego tego nie spróbować?</p>
<p><strong>Bo to nie jest rozwiązanie na dziś. </strong></p>
<p>Ale już dziś trzeba zacząć! Każdy kolejny etap technologiczny w&nbsp;energetyce jądrowej zajmuje około 20, 30 lat. Mówimy więc o&nbsp;rozwiązaniu, gotowym do zastosowania dopiero w&nbsp;połowie XXI wieku. Ale proszę mi wierzyć, już dziś jest ostatni moment, kiedy możemy dołączyć do tych prac. Jeśli dziś nie włączymy się w&nbsp;nurt najnowszych badań, to przez następne dziesięciolecia nie dołączymy do światowej czołówki.</p>
<p><strong>A czym dzisiaj się zajmuje światowa czołówka?</strong></p>
<p>Takie kraje jak Francja, Niemcy, Japonia, Stany, Korea, Chiny, Rosja, Włochy inwestują już w&nbsp;kolejną generację reaktorów. Już wspominałem o&nbsp;prototypach reaktorów wykorzystujących zjawiska syntezy jądrowej. Krótko mówiąc, kiedy skończą się paliwa kopalne, dzięki syntezie jądrowej paliwem stanie się woda. Nasz Instytut Problemów Jądrowych bierze udział w&nbsp;takich projektach. Chcemy na przykład uczestniczyć w&nbsp;budowie reaktora W7-X, który stanie w&nbsp;Niemczech, w&nbsp;Greifswaldzie. Dostaliśmy nawet pieniądze z&nbsp;budżetu. Ale zważmy proporcje. Niemcy wykładają na ten projekt 3 miliardy euro, a&nbsp;Polska półtora miliona złotych.</p>
<p><strong>Nie stać nas na więcej? </strong></p>
<p>Ja uważam, że nie stać nas na to, żeby nie było nas stać. To nie są żarty. Jak widać w&nbsp;rozsądnych krajach są rozsądni ludzie, gotowi inwestować w&nbsp;naprawdę daleką przyszłość. Niektórym trudno w&nbsp;to uwierzyć, ale ta przyszłość kiedyś jednak nadejdzie. U nas nikt poważnie nie myśli o&nbsp;inwestowaniu w&nbsp;naukę. Proszę sobie wyobrazić, że prawie w&nbsp;ogóle nie jesteśmy obecni w&nbsp;zakrojonych na wielką skalę badaniach nad reaktorami trzeciej i&nbsp;czwartej generacji.</p>
<p><strong>A czy chociaż kształcimy kadry pod zapowiadany przez premiera Pawlaka przyszły reaktor?</strong></p>
<p>Nie. I to jest bardzo poważny błąd. Od energetyki atomowej nie da uciec. Powtarzam, nie ma innej technologii, która zapewni moim wnukom prąd w&nbsp;gniazdkach. Powinniśmy nie tylko budować elektrownie, ale też włączyć się w&nbsp;najnowsze projekty badawcze, najlepiej w&nbsp;duże europejskie programy. Musimy inwestować w&nbsp;badania i&nbsp;w ludzi.</p>
<p><strong>Uważa pan, że dzisiaj poziom atomistyki w&nbsp;Polsce byłby wyższy, gdyby nie decyzja o&nbsp;wstrzymaniu budowy elektrowni w&nbsp;Żarnowcu?</strong></p>
<p>To nie ulega wątpliwości. Wstrzymanie inwestycji w&nbsp;Żarnowcu było kolosalnym błędem z&nbsp;trzech powodów. Po pierwsze, mielibyśmy elektrownię. W planach miał w&nbsp;niej stanąć reaktor lekko-wodny, czyli chłodzony wodą. Takie reaktory są dziś najbardziej rozpowszechnione, uznaje się je za&nbsp;bezpieczne i&nbsp;funkcjonują bez zarzutu w&nbsp;wielu miejscach na świecie. Po drugie, nie zmarnowalibyśmy tych ogromnych pieniędzy, utopionych w&nbsp;samych przygotowaniach do budowy. Po trzecie, zyskalibyśmy niezbędne doświadczenie. O tym, że północ kraju byłaby zabezpieczona energetycznie nawet nie wspominam. Tajemnicą poliszynela jest to, że głównym powodem przerwania inwestycji w&nbsp;Żarnowcu była polityka. Władza postanowiła pokazać obywatelom, że nie tylko ich bije pałkami, ale także dba o&nbsp;ich zdrowie.</p>
<p><strong>Elektrowni planowanej w&nbsp;Żarnowcu nie groziła taka awaria jak w&nbsp;Czarnobylu?</strong></p>
<p>Oczywiście, że nie! Nie przypadkiem większość reaktorów na świecie to reaktory lekkowodne. A takie miały być reaktory w&nbsp;Żarnowcu. Ten typ w&nbsp;momencie awarii spowodowanej utratą chłodziwa, sam się wygasza. W reaktorze czarnobylskim spowalniaczem był grafit. W momencie utraty chłodziwa w&nbsp;reaktorze tego typu, moc zamiast się zmniejszać, rośnie. I tak się stało w&nbsp;Czarnobylu. Amerykanie odważyli się zbudować tylko jeden taki reaktor. Do tego postawili go w&nbsp;najbardziej odludnej części Stanów.</p>
<p><strong>Po co Rosjanom była elektrownia oparta na tak ryzykownej technologii?</strong></p>
<p>Po pierwsze, stosunkowo łatwo zbudować reaktor dużej mocy w&nbsp;technologii grafitowej. Wykorzystuje tańsze, bo niskowzbogacone paliwo. Wreszcie, taki reaktor wydajnie produkuje pluton, wykorzystywany w&nbsp;głowicach jądrowych.</p>
<p><strong>Ile takich reaktorów powstało?</strong></p>
<p>Siedemnaście, ale część już nie działa. Na przykład Litwini mają zamknąć Ignalino i&nbsp;zbudować w&nbsp;tym miejscu nową elektrownię.</p>
<p><strong>Dałby pan głowę, że nowe reaktory będą bezpieczniejsze?</strong></p>
<p>W tej chwili współczynnik awaryjności elektrowni jądrowych kształtuje się na poziomie jednej awarii na 10 tysięcy reaktoro-lat. A mówimy o&nbsp;reaktorach starszej, tzw. drugiej, generacji. Każda następna generacja będzie 10 razy bezpieczniejsza. Proszę zwrócić uwagę, że jak na razie mieliśmy tylko dwie poważne awarie w&nbsp;elektrowniach jądrowych. Przy czym tylko ta czarnobylska była tak spektakularna. Zapewniam pana, że technologia wytwarzania prądu w&nbsp;elektrowniach atomowych jest dalece bardziej bezpieczna, niż w&nbsp;elektrowniach innego typu.</p>
<p><strong>Podejdźmy do sprawy inaczej. Załóżmy, że wybucha wojna rakietowa. Jak się zachowa elektrownia atomowa trafiona rakietą?</strong></p>
<p>Elektrownie są projektowane tak, aby wytrzymać upadek samolotu pasażerskiego. Rozumiem, że o&nbsp;trafieniu rakietą z&nbsp;głowicą jądrową nie rozmawiamy. Kwestia promieniowania elektrowni schodzi wtedy na dalszy plan…</p>
<p><strong>Jasne. Ale powiedzmy, że mamy do czynienia ze&nbsp;zniszczeniem elektrowni przez rakietę konwencjonalną.</strong></p>
<p>Nikt takich prób nie robił, więc nie wiadomo. Wiele zależy od tego, czy zawaliłby się budynek i&nbsp;czy doszłoby do rozszczelnienia reaktora. Ale nawet jeśli, to promieniowanie byłoby o&nbsp;wiele mniejsze, niż po awarii w&nbsp;Czarnobylu. Wtedy od promieniowania zginęło 47 osób. Tyle ginie na polskich drogach w&nbsp;jeden weekend. Ale czy chce pan z&nbsp;tego powodu zakazać ruchu samochodowego?</p>
<p><strong>Rozmawiał Arkadiusz Bartosiak</strong></p>
<p>&#8211;</p>
<p><u>*Prof. dr hab. Jacek Jagielski</u> jest pracownikiem naukowym Instytutu Problemów Jądrowych i&nbsp;Instytutu Technologii Materiałów Elektronicznych. Zajmuje się badaniami wpływu promieniowania na materiały oraz między innymi syntezą związków chemicznych poprzez implantację jonów. Opublikował ponad 150 prac w&nbsp;zagranicznych czasopismach naukowych. Angażuje się w&nbsp;projekty, których celem jest popularyzacja nauki.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://wiecejtlenu.pl/2008/02/27/ekologom-powinno-zalezec-na-rozwoju-energetyki-jadrowej/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>13</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

