Samorządy nie dbają o komunikację publiczną
Lipiec 28, 2010
Korki, korki, korki… Nasze aglomeracje z roku na rok są coraz bardziej zakorkowane. Według raportu Najwyższej Izby Kontroli dzieje się tak, bo Polacy niechętnie korzystają z komunikacji miejskiej. A dlaczego nie korzystają? Bo zwykle jest zatłoczona i często źle zorganizowana.
Do takich wniosków doszła NIK, badając, co władze największych aglomeracji w Polsce robią, by zaradzić korkom i usprawnić komunikację. Kontrola Izby objęła osiem miast: Warszawę, Wrocław, Gdańsk, Poznań, Bydgoszcz, Kraków, Szczecin i Lublin. Wynika z niej, że inwestycje drogowe w tych ośrodkach nie nadążają za wzmagającym się ruchem samochodowym (liczba samochodów w kontrolowanych miastach wzrosła w ostatnich dziesięciu latach od 120 do 150 proc.).
Wszystkie badane aglomeracje planowały przedsięwzięcia zwiększające przepustowość ulic oraz opracowywały metody zachęcające mieszkańców do korzystania z komunikacji zbiorowej. Większości tych planów jednak nie zrealizowały, mimo, że wydały na ten cel ogromne pieniądze: tylko w ciągu pierwszego półrocza 2009 ponad 6,5 mld zł, a w latach 2004 – 2009 niemal 30 mld zł.
Zdaniem NIK, wbrew przyjętym przez władze badanych miast założeniom, w żadnym z nich komunikacja miejska nie jest atrakcyjną alternatywą dla poruszania się własnym autem. Jedynie w Krakowie z transportu zbiorowego korzysta dziś o połowę więcej osób niż w 2003 roku. W Gdańsku, Lublinie i Szczecinie liczba ta spadła. W pozostałych miastach wzrost był nieznaczny. Transport szynowy – szczególnie ważny w dużych aglomeracjach – jest w fatalnej kondycji. Oferowane pasażerom tramwaje są przestarzałe i wyeksploatowane: blisko 75 proc. z nich ma ponad 20 lat (w Szczecinie i Gdańsku niemal wszystkie: 149 na 153 i 190 na 204), stan torowisk i trakcji jest coraz gorszy, a długość i gęstość linii zmniejsza się lub pozostaje bez zmian.
Tylko Warszawa i Poznań rozpoczęły budowę parkingów typu „Parkuj i jedź”, zachęcających do korzystania z komunikacji miejskiej. Nowoczesne zintegrowane systemy zarządzania ruchem zaczęto wprowadzać z opóźnieniami w Krakowie, częściowo w Warszawie i Poznaniu. W pozostałych miastach są one w fazie projektów. Jedynie w Warszawie i Krakowie utworzono osobne „buspasy”, dzięki którym autobusy miejskie omijają korki.
Nawet tak niedrogie, a skuteczne i atrakcyjne rozwiązania, jak ścieżki rowerowe w żadnym z kontrolowanych miast nie tworzą ani jednego nieprzerwanego ciągu komunikacyjnego, czyli takiego, który np. łączy jeden kraniec miasta z drugim.
Tyle NIK. Nic dodać, nic ująć. Czy pozostaje nam jedynie się załamać?
Jacek Krzemiński












Komentarze
Chcesz skomentować?