Niemcy i Francuzi sprzeciwiają się planom Connie Hedegaard
Czerwiec 29, 2010
Ambitny plan unii Europejskiej by do 2010 roku zmniejszyć emisję szkodliwych gazów o 20 proc. w porównaniu do roku 1990, jest już w połowie zrealizowany. Ten sukcesy sprawił, że wielu fachowców zachęca ją do wytyczenia wyższych standardów.
Unijna Komisarz do spraw Klimatu, Connie Hedegaard uważa, że realne jest osiągnięcie poziomu 30 proc. redukcji i to bez oglądania się na inne gospodarki, jak Japonia, czy Stany Zjednoczone. Jednak największe kraje Unii, przede wszystkim Niemcy i Francja, nie chcą zgodzić się na tak ambitne plany.
Raport Europejskiej Agencji Środowiska (EEA) wskazuje, że już w 2008 roku poziom emisji spadł o ponad 11 procent. Zajmujący się tematem naukowcy są zdania, że Unia stawia na czyste źródła energii na tyle zdecydowanie, że uda jej się osiągnąć założone cele. Jak przyznaje jednak dyrektor EEA, prof. Jacqueline McGlade, ważnym czynnikiem wspomagającym zmniejszenie emisji był kryzys gospodarczy. „W 2009 roku osiągnięto zapewne jeszcze lepsze wyniki niż w 2008, ale było to spowodowane w dużej mierze recesją. Dlatego tym mocniej musimy walczyć o to, by trend się utrzymał, a Unia Europejska wzmacniała inwestycje w sprzyjające środowisku przedsięwzięcia” – ostrzega McGlade.
Dużym optymizmem może napawać fakt, że po raz pierwszy od 2002 roku spadła ilość szkodliwych gazów emitowanych przez transport lotniczy i morski. Choć tu także sporą rolę odegrał kryzys, już od 2003 roku widać wyraźną tendencję zniżkową w emisji gazów. W 2008 spadek mógłby być jeszcze większy, gdyby nie niższe niż w 2007 temperatury, które spowodowały zwiększone zapotrzebowanie na ogrzewanie.
Niektórzy eksperci uważają, że zmniejszenie emisji nie jest zasługą wprowadzania takich czy innych planów i założeń, lecz wynika z czystej kalkulacji biznesowej. Kary płacone za nadmierną emisję skłaniają firmy do dbania o środowisko. Dlatego przedstawiciele biznesu niechętnie patrzą na plany podwyższenia im poprzeczki. Ostrzegają też, że wiedza o skutkach tak znacznych redukcji jest wciąż zbyt mała i może okazać się, że wprowadzanie wyższych limitów zagrozi bezpieczeństwu energetycznemu poszczególnych państw.
Jacek Krzemiński






Komentarze
Chcesz skomentować?