Koła elektrowni można przyczepić do pomostu, kładki, mostu
Czerwiec 28, 2010
Głównym argumentem przeciwko turbinom wodnym jest to, że wymagają one budowania zapór, co nie pozostaje bez wpływu na środowisko. Jest jednak inne rozwiązanie: elektrownia wodna, które pracuje bez piętrzenia rzeki, wykorzystując tylko siłę jej nurtu. Opatentowali ją jako pierwsi na świecie Polacy i nazwali Melody.
Elektrownia Melody to po prostu koła z łopatkami (podobne do kół młyńskich), częściowo zanurzone w wodzie i poruszane siłą nurtu. Instalacja na rzece Krasowa będzie składać się z sześciu modułów, każdy o mocy 10 kilowatów.
Jeśli instalacja będzie pracować zgodnie z założeniami, może zrewolucjonizować energetykę wodną. Po pierwsze – taka elektrownia jest dużo tańsza (w przeliczeniu na kilowat mocy) od klasycznej elektrowni wodnej. W elektrowni klasycznej więcej niż połowa kosztów to budowa progu wodnego i wykup gruntów do zalania. Dzięki temu, że Melody nie wymaga piętrzenia rzeki, może zwrócić się już po pięciu latach.
Po drugie – elektrownie typu Melody będzie można budować wszędzie, jako że nie niszczy środowiska. Więcej – pomaga mu. Napowietrzając wodę tworzy w ten sposób lepsze warunki życia dla flory i fauny rzecznej (przede wszystkim dla ryb) i ułatwia rzece samooczyszczanie.
Po trzecie – można takie elektrownie wznosić dużo szybciej niż zwykłe elektrownie wodne, przy których same formalności budowlane ze względów środowiskowych mogą trwać kilka lat.
Twórcą elektrowni wodnej pracującej bez piętrzenia rzeki jest Paweł Krzysztof Licznerski, pracujący od lat jako konstruktor urządzeń energetycznych. Do niedawna mało kto zastanawiał się nad alternatywnym rozwiązaniem dla klasycznych elektrowni wodnych. Dopiero ostatnie lata przyniosły falę ich krytyki i zarzutów, że więcej z nich szkody w środowisku niż pożytku. Ale większość energetyków dalej chciała budować elektrownie wodne po staremu. Licznerski zgromadził wokół siebie grupę osób, które miały pomóc mu we wdrożeniu i upowszechnieniu jego wynalazku. Jedną z nich był Stanisław Skrzypczak, inżynier budowy maszyn i urządzeń energetycznych, a zarazem właściciel firmy projektowo-doradczej DIIP spod Bielska-Białej, który od lat aktywnie uczestniczy w rozwoju energetyki odnawialnej w Polsce. Jego firma projektowała i wykonywała pierwsze pompy ciepła w naszym kraju. Brała też udział w pierwszym etapie budowy instalacji geotermalnej na Podhalu.
Wadą pomysłu jest mała moc takich elektrowni, ale można to zrekompensować ich znaczną liczbą.
- To rozwiązanie da się stosować dosłownie na każdym potoku, który ma określony roczny przepływ wody – mówi Paweł Krzysztof Licznerski.
Możliwe jest budowanie instalacji z 10 kołami na średniej wielkości polskich rzekach
(plus minus 100 kW zainstalowanej mocy) i z 20 kołami na największych (plus minus 200 kW). Takie instalacje produkowałyby podobną ilość prądu, co wiele wznoszonych dziś u nas tradycyjnych mikroelektrowni wodnych.
Koła elektrowni Melody można przyczepić do pomostu, kładki, a nawet mostu. Ale mogą być też one umieszczane na pływających platformach.
Jacek Krzemiński






Geotermia Podkarpacie, Paweł Krzysztof Licznerski ani Stanisław Skrzypczak nie mają praw do budowy elektrowni „Melody”. Działania podejmowane przez Geotermię Podkarpacie oraz firmę p. Skrzypczaka naruszają prawa właściela zastosowanej technologii. office@melody-hydropower.com