Myśliwi odmówili strzelania do bobrów
Czerwiec 11, 2010
Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych (ZMiUW) w Szczecinie obwinił bobry o dziurawienie nadodrzańskich wałów. W ostatnich dniach poprosił miejscowe koła myśliwskie Bielik oraz Trop o zastrzelenie 20 osobników tego gatunku. Dostał na to zgodę ze szczecińskiej Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Odstrzał miał zacząć się 7 czerwca. Myśliwi jednak odmówili jego wykonania.
Tłumaczyli, że bobry mają młode, a do tego są przez cały rok pod ochroną. Argumentowali także, że sposobu odstrzału tych zwierząt nie reguluje regulamin łowiecki. Sprawa będzie miała swój happy end, bo po sprzeciwie myśliwych urzędnicy zdecydowali ostatecznie, że bobry nie będą zabijane. Zostaną przesiedlone w inne miejsce.
Zanim to się stało, dyrektor Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych w Szczecinie, Tomasz Płowens, bronił swej decyzji, twierdząc, że bobry podziurawiły wały wzdłuż Odry na odcinku 9 km. Wyryły w nich kilkumetrowe dziury, a co roku straty spowodowane przez te zwierzęta sięgają dziesiątków tysięcy złotych. – Trzeba coś w końcu z tym zrobić, więc choć żal mi bobrów, ważniejsze jest bezpieczeństwo ludzi – tłumaczył Płowens. Dodawał, że zwierzęta tego gatunku rozmnożyły się ponad miarę, nie mając naturalnego wroga – wilka.
Alojzy Pietras, łowczy z koła Bielik, powiedział jednak wprost, że odmówi odstrzału. – Kto wymyślił, by strzelać do bobrów w okresie rozrodczym – oburzał się. – Pan by strzelał do matki z młodymi? I w ogóle na jakiej podstawie mielibyśmy odstrzeliwać bobry, które przecież są cały rok pod ochroną?
Pietras dodawał, że decyzja o odstrzale jest sprzeczna z przepisami i została podjęta, żeby przykryć ludzkie zaniedbania. Przekonywał, że przed ewentualnym odstrzałem konieczne byłyby naukowe badania, a nawet zmiana ustaw.
ZMiUW w takiej sytuacji zdecydował, że zwierzęta zostaną przesiedlone gdzie indziej. Koszt przeniesienia jednej rodziny bobrzej na nowe siedlisko to 8-10 tys. zł. Dlaczego tak dużo, nie wiadomo. Ile bobrów będzie przesiedlonych – jeszcze nie ustalono.
Pracownicy ZMiUW szacują, że na wałach przeciwpowodziowych wzdłuż Odry w okolicach Szczecina, wokół Jeziora Dąbie i Zalewu Szczecińskiego, znajduje się od 300 do 400 bobrzych żeremi.
Badacz bobrów dr Andrzej Czech uważa, że one nie tylko nie zwiększają zagrożenia powodziowego, ale budując liczne tamy, wręcz tę groźbę zmniejszają. Naukowiec przywołuje ironiczny artykuł z niemieckiego tygodnika „Der Spiegel”, gdzie opisano, jak polskie władze winią bobry za skutki powodzi. Czech komentuje, że „jakoś podczas powodzi w Niemczech nikt na to nie wpadł, że winne były właśnie bobry, a jest ich tam sporo”.
PAP, Rzeczpospolita






Komentarze
Chcesz skomentować?