Wybieram jaja z zerem
Maj 31, 2010
Rozmawiają: Wiktoria Głodowska i Tomasz Bielan, fot. Tomasz Bergmann
Równo przed rokiem razem z Dorotą Wellman w ramach akcji ekologicznej posadziliście po drzewku na Hali Boraczej. Duże urosły przez ten czas?
Następnego dnia już ich nie było. Ktoś je w nocy ukradł. Wykopał i prawdopodobnie posadził we własnym ogródku. Chyba jako swego rodzaju trofeum – drzewko Wellman, drzewko Prokopa. Nie wiadomo, czy śmiać się czy płakać. W każdym razie na tym przykładzie doskonale widać, że możemy ludzi uświadamiać ekologicznie, możemy im sugerować różne rzeczy, ale i tak jedną akcją nie zmienimy ich mentalności. Dlatego mam dużo dystansu i dużo, że tak powiem, zdrowego cynizmu do działań ekologicznych. Być może bywają one nawet pr-owym sukcesem, ale chyba rzadko przynoszą pożądany skutek.
Czyli twoim zdaniem należałoby zaprzestać takich akcji?
Tego nie powiedziałem. Wiecie przecież, że informacja powtórzona po stokroć uprawomocnia się w świadomości opinii publicznej jako fakt. Pozostaje jednak opowiedzieć sobie na pytanie, jakiego rodzaju jest to przekaz. Dla mnie na przykład nie ulega wątpliwości, że ekologię promuje się dzisiaj jako modę. Z tego z kolei korzystają chociażby firmy motoryzacyjne. Niektóre samochody nagle stały się ekologiczne. Nie jestem aż tak naiwny, żeby wierzyć w te wszystkie marketingowe sztuczki typu „blue efficiency” i nowe systemy oszczędzania paliwa, które wprowadzili ostatnio producenci aut. Wiadomo, że na fali zainteresowania ekologią chcą po prostu opchnąć więcej swoich samochodów, a różnica w zużyciu paliwa wersji pseudo-eko jest minimalna.
Rozumiemy, że na pewno sam takim nie jeździsz. Ale czy chociaż stosujesz eko-jazdę?
Za bardzo kocham samochody, żeby wyrzekać się przyjemności płynącej z jazdy, a do tego niestety sprowadza się eko-jazda. Taki mały egoizm. Mam nadzieję, że Matka Ziemia mi go wybaczy.
I nie przemawia do ciebie efekt skali? Gdyby wszyscy jeździli oszczędniej, mogłoby być w atmosferze nawet do 20 proc. spalin mniej.
Jakoś nie wierzę, że uda się przekonać choćby połowę (śmiech). Moim zdaniem to pozorowane działanie, które chwilowo ma uspokoić sumienie. Bo efekt długoterminowy wydaje mi się wątpliwy. Tak naprawdę policzono, że więcej dwutlenku węgla do atmosfery emitują pierdzące krowy niż samochody. Brzmi jak żart, ale są na ten temat oficjalne badania.
Chcielibyśmy poznać twórców takich badań. Ale mniejsza o pierdzące krowy. Samochody nie są odpowiedzialne tylko za emisję dwutlenku węgla…
A macie jakiś pomysł, czym samochody zastąpić? Rowerami? Autami elektrycznymi? A co z utylizacją baterii? Moim zdaniem mamy do czynienia z demonizowaniem zagrożeń, które niesie ze sobą motoryzacja. Przyglądałem się kiedyś statystykom dotyczącym tego zjawiska i doszedłem do wniosku, że nie ma nad czym histeryzować. Uważam, że ekolodzy działają zwykle nie na tych polach, na których ich praca mogłaby przynieść największy efekt.
Zamieniamy się w słuch.
Podoba mi się kierunek, w którym idzie myślenie o energetyce globalnej. Prowadziłem niedawno konferencję STOEN-u i słyszałem wiele interesujących głosów na ten temat. Nie ulega kwestii, że dzisiaj kluczową sprawą dla świata jest przestawianie globalnej produkcji energetycznej na odnawialną. Takie myślenie bardzo mi się podoba. Tutaj rzeczywiście można mieć konkretny wpływ na bilans ekologiczny całej planety. Działania na tym polu, powinny przynieść o wiele lepsze efekty od przekonywania ludzi, żeby wyłączali światło, kiedy wychodzą z łazienki.
W ogóle nie wierzysz w metodę małych kroków, w to że oszczędzanie energii ma sens?
Wmawianie ludziom, że tylko i wyłącznie gaszenie światła, używanie ekologicznych torebek, albo eko-jazda mogą korzystnie wpłynąć na ekologiczny bilans świata jest po prostu demagogią. Jeżeli zsumujemy te wszystkie małe krople, no to pewnie gdzieś tam rzeczywiście uzbiera się może nawet i cała szklanka. I żeby było jasne, uważam, że ta szklanka też oczywiście jest ważna – nie ma natomiast realnego wpływu na kondycję całej planety. Mimo to, używam ekologicznych toreb, mam w domu energooszczędne żarówki, bo wiem, że jeśli takich jak ja będzie więcej, to może to dać pozytywny skutek – nie tyle ekologiczny, co raczej społeczny. Dlatego, kiedy mogę, staram się dawać dobry przykład. Oprócz jazdy samochodem.
Twoim zdaniem facet jeżdżący małym, miejskim, ekonomicznym samochodem
to obciach?
Myślę, że facet bez kompleksów może równie dobrze jeździć na rowerze i na wielbłądzie i czuć się tak samo męsko. Ja jeżdżę dużym autem z konieczności, bo często wożę nim rodzinę. Gdybym kupił drugi samochód, taki „ekologiczny”, to dopiero byłoby – moim zdaniem – działanie bardzo nieekologiczne.
A dlaczego na przykład nie jeździsz rowerem po Warszawie?
Jeżdżę rekreacyjnie. A nie dlatego, że jestem proekologiczny. Nie wyobrażam sobie, że mógłbym jeździć rowerem do pracy. Kierowcy w Warszawie są szczególnie niebezpieczni dla rowerzystów. Nie chcę, żeby moja córka została sierotą przez to, że tata pojechał na rowerze do roboty. Uważam, że to jest nasz wielki problem, że warszawiacy nie mogą masowo przesiąść się na rowery, tak jak na przykład mieszkańcy Kopenhagi. To kwestia infrastruktury. Zamiast promować eko-jazdę, radziłbym ekologom, żeby zajęli się skutecznym lobbowaniem za stworzeniem w Warszawie wygodnej sieci ścieżek rowerowych. Przecież we wspomnianej Kopenhadze można bezkolizyjnie dojechać rowerem w dowolne miejsce, nie czując się zagrożonym przez jakiegoś psychopatę drogowego za kierownicą samochodu.
Warszawa jednak powoli zmienia się na lepsze. Co na przykład sądzisz o
bus-pasach?
Szczerze ich nie cierpię. Ale rozumiem ich istnienie i staram się podchodzić do tego tematu racjonalnie, nie emocjonalnie.
Rozumiemy, że z komunikacji miejskiej nie korzystasz.
Trudno sobie wyobrazić, żebym prowadząc tryb życia, polegający na wiecznym byciu w niedoczasie zdawał się na działanie komunikacji miejskiej. To po pierwsze. A po drugie, codziennie jeżdżę objuczony tonami różnych gratów. Nie dałbym rady autobusem.
Ale z pewnością dałbyś radę zamienić wannę na prysznic. Z dobrze poinformowanych źródeł wiemy, że codziennie rano wylegujesz się w wannie – czyli marnujesz wodę…
Zdziwię was. Wcale nie zużywam do tej kąpieli więcej wody niż osoby, które biorą prysznic. Dokonałem kiedyś z ciekawości takiego porównania. Po dokładnym wyliczeniu okazało się, że do kąpieli w wannie wystarcza mi dokładnie taka sama ilość wody. Nie trzeba po prostu nalewać po brzegi. Macie na mnie jeszcze jakieś inne ekologiczne haki?
(Śmiech). Powiedz, czy wiesz jak kupować jajka.
To chyba bardziej ideologia, niż ekologia. Ale tak, wiem. Nie kupuję jajek oznaczonych „trójką”, bo jestem przeciwko takiemu barbarzyństwu jak klatkowa hodowla kur. Wybieram jaja z zerem – czyli te od kur szczęśliwych.
Jesteśmy pod coraz większym wrażeniem. To teraz sprawa futer. Kupujesz swojej kobiecie?
Ani jej, ani mnie naturalne futra się nie podobają. Sprawa więc rozwiązuje się sama. Poza tym uważam, że zabijanie zwierząt dla futer jest takim samym barbarzyństwem jak klatkowa hodowla kur. I mówię to nie jako zaciekły obrońca praw zwierząt, bo jem przecież mięso. Po prostu sama myśl o tym, że dla przyjemności i próżności jakiejś baby, męczy się lisy, jest obrzydliwa. Nie oznacza to jednak, że na przykład popieram tych, którzy kobiety ubrane w futra, polewają farbą. Każda forma terroryzmu nawet w słusznej sprawie, zawsze źle się kończy. To bardzo głupi pomysł, żeby siłą wymuszać swoje racje. Polecam przestudiować historię Grupy Baader-Meinhoff. Taka lektura przydałaby się szczególnie niektórym tak zwanym walczącym ekologom. Bo to przez nich wielu ludziom słowo „ekolog” kojarzy się ze słowem „oszołom”.
Twoim zdaniem przydałby się w Polsce program telewizyjny, który odkłamywałby takie stereotypy, a przy okazji promował zachowania ekologiczne?
Sam program niczego nie zmieni. Musiałby to być element jakiejś większej całości, spójnej koncepcji. Jakiej, nie wiem. Powiedzmy, że w tej chwili nie potrafię odpowiedzieć. Zadajcie jakieś inne pytanie. Na pewno macie coś o seksie. W każdym wywiadzie musi być coś o seksie…
Niestety, chyba źle się przygotowaliśmy. Mamy jednak pytanie o polskie plaże. Możemy dla podgrzania atmosfery założyć, że chodzi o konkretną plażę nudystów… Leżysz na niej i co cię bardziej denerwuje, niedopałki wciskane w piach, czy dziki seks na wydmach?
Wiadomo, że wstęp na wydmy jest zakazany. Wybór jest więc prosty – bardziej denerwują mnie niedopałki (śmiech). W ogóle sprawa śmiecenia wokół siebie to jakaś nasza polska specjalność. Jako społeczeństwo nie mamy nawyku sprzątania po sobie. Warszawska akcja rozdawania przyrządów do sprzątania psich kup nic nie dała. Nadal żyjemy w obsranym mieście. To jest kwestia jakiejś chorej mentalności. Dzisiaj na przykład jadąc do pracy widziałem gościa, który stojąc na przejściu dla pieszych obok śmietnika, całą zawartość swoich kieszeni wyrzucił na chodnik. Nie wiem ile jeszcze akcji i reklam społecznych trzeba zrobić, żeby takie zachowania wyplenić.
Sam dałeś już twarz wielu takim akcjom. Czy uważasz, że gwiazdy godzą się na takie wykorzystanie swojego wizerunku z przekonania, czy traktują sprawę jako element dobrego PR?
Trudno mi oceniać innych, natomiast nawet jeżeli robią to tylko z troski o własny PR, nie można odmówić temu działaniu szlachetnej intencji. Pobudki nie są ważne, liczy się efekt. Wydaje mi się, że część osób traktuje takie akcje, jako pewien haracz za popularność. Co w tym złego? To akurat bardzo dobry sposób na wykorzystanie popularności. Ja biorę udział w tego typu akcjach z przekonania, ale też nie mam zamiaru nikogo oszukiwać – dobro naszej planety nie spędza mi snu z powiek. Staram się swoją ekologiczną świadomość budować stopniowo. Nie na zasadzie, że noszę lniane ciuchy, zapuszczam włosy i palę eko-zioła. Mam inne priorytety. Walkę o bardziej zielony świat zostawiam ludziom, którzy się temu poświecili bez reszty – misjonarzom ekologicznej nowiny.
A na tle swoich znajomych, uważasz, że jesteś bardziej ekologiczny, czy mniej?
Jestem zupełnie przeciętny.
-
Marcin Prokop* ma 33 lata. Z wykształcenia finansista, z zamiłowania dziennikarz. Pisywał dla „Przekroju”, „Gali”, „Wprost” i „Glamour”. Pracował jako Product Manager w BMG. Przez dwa lata był dyrektorem marketingu wydawnictwa Machina Press, by potem w wieku 23 lat zostać redaktorem naczelnym „Machiny”. Po jej upadku związał się z MTV. Był jurorem w trzeciej edycji „Idola”. Od 2004 roku pojawiał się na antenie TVP. Prowadził m.in. „Młode wilki”, „Prokop i panny” oraz programy w duecie z Dorotą Wellman – „Podróże z żartem” i „Pytanie na śniadanie”. Był redaktorem naczelnym magazynu „Film”. Od września 2007 roku pracuje w TVN, prowadząc wraz z Dorotą „Dzień dobry TVN”. W swoim dorobku ma też „Motoszoł” oraz „Clever – widzisz i wiesz”. Prowadził również programy „Mam talent” oraz , „Turbo ring” i „Automaniak”.
- Podyskutuj na







Prokop używa „energooszczędnych” żarówek? Raczej ekofrajerskich…
Polecam się zapoznać: http://frycz.pl.salon24.pl/144326,swietlowka-kompaktowa-czyli-my-ekofrajerzy