Jak zapobiegać powodziom? Wsłuchajmy się w przyrodę
Maj 20, 2010
Polskę znowu nawiedziła tak zwana „powódź stulecia”. Klimatolodzy ostrzegają jednak, że wraz z ocieplaniem klimatu takie kataklizmy mogą u nas przytrafiać się coraz częściej. Przecież to nie przypadek, że od poprzedniej „powodzi stulecia” upłynął nie wiek, a zaledwie 13 lat.
Dołącz na Facebooku do grupy Naturalne metody walki z powodzią. Jestem za!
Po raz kolejny okazuje się dobitnie, że nasza strategia zapobiegania i walki z powodziami po prostu nie działa. A to oznacza, że trzeba ja znacząco poprawić. Zamiast całą energię wkłądać w planowanie nowych wielkich zbiorników retencyjnych, które nota bene dziwnym trafem nie mogą wciąż powstać, lepiej pójdźmy wreszcie po rozum do głowy i… wsłuchajmy się w przyrodę.
Najpierw zastanówmy się nad tym co robimy źle. To pozwoli nam wyciągnąć mądre wnioski na przyszłość. Oto sześć „głównych polskich grzechów powodziowych”:
1.
W dalszym ciągu w wielu miejscach naszego kraju władze samorządowe pozwalają na zabudowywanie naturalnych terenów zalewowych (tzn. takich, na które rzeka „od zawsze” wylewa po śnieżnej zimie czy większych opadach). To nie tylko zabieranie rzece jej naturalnych terenów, ale to właśnie najbardziej potęguje straty powodziowe.
Na domiar złego zabudowania i ogrodzenia na terenach zalewowych hamują przepływ wody, działając jak tamy, co lokalnie dodatkowo podnosi falę powodziową.
2.
W zbiornikach przeciwpowodziowych może się zmieścić tylko niewielka część spływających po wiosennych roztopach, czy większych deszczach wód. Tej zimy w śniegu, który spadł w całej Polsce, zgromadzone były 30 mld metry sześcienne wody, a pojemność naszych zbiorników przeciwpowodziowych to ledwie 1 mld metrów sześciennych. Tymczasem przyjął się nie tylko u nas pogląd, że skutecznym sposobem na zapobieganie powodziom jest właśnie budowa dużych zbiorników retencyjnych i wałów wzdłuż rzek.
Te metody jednak zawodzą. A czasem nawet zamiast zmniejszać ryzyko powodziowe, zwiększa je. Tak jest w przypadku źle wytyczonych wałów przeciwpowodziowych, które zwykle odcinają rzekę od jej naturalnych terenów zalewowych i przyspieszają spływ wody (nie ma się ona gdzie rozlać tak, jak kiedyś).
Podobny skutek ma „prostowanie” rzek, co także jeszcze u nas się zdarza. Wyprostowaną, czyli skanalizowaną rzeką, pozbawioną meandrów i terenów zalewowych, woda spływa szybciej, jak rynną. To dlatego w Niemczech za grube miliardy euro robi się coś, co nazywa się renaturyzacją Renu.
Niemcy najpierw rzeki uregulowali, a po latach poszli jednak po rozum do głowy i chcą ten proces odwrócić. Bądźmy mądrzejsi o błędy sąsiadów.
3.
W Polsce i wielu innych krajach coraz więcej ziemi pokrywa się betonem i asfaltem. Powszechne jest u nas wykładanie kostką nie tylko podjazdów, ale wręcz całych podwórek. Woda w tych miejscach nie ma gdzie wsiąkać i spływa do studzienek kanalizacyjnych, strumieni i rzek. To przyspiesza odpływ wód po opadach i w pewnej mierze zwiększa ryzyko powodzi.
4.
Lasy zajmują tylko 29 proc. powierzchni Polski. W Europie to średnio 32 proc., a wyższy wskaźnik lesistości niż my mają nawet Niemcy, dużo ludniejsze i bardziej zurbanizowane od naszego kraju. Tymczasem las jest naturalnym magazynem wody. Ściółka chłonie ją jak gąbka, dlatego metr kwadratowy gleby leśnej magazynuje 17 razy więcej wody niż 1 mkw. gleby pastwiskowej.
Szczególnie ważna jest ochrona lasów i zalesianie w górach, bo tam jest najwięcej opadów i woda z nich najszybciej spływa do rzek. Niestety, w polskich górach wciąż w wielu miejscach prowadzi się normalną gospodarkę leśną, która ogranicza zdolności lasu do magazynowania wody (np. po tak zwanym zrębie zupełnym woda zmagazynowana w glebie leśnej dużo szybciej odparowuje).
Osuwanie się wielkich połaci gleby, co teraz obserwujemy w polskich górach, to właśnie efekt złej gospodarki leśnej.
5.
Świetnym magazynem wody, ograniczającym jej spływ po opadach do rzek, są torfowiska, bagna, tereny podmokłe. Ich ochronę upowszechniła u nas sieć obszarów chronionych NATURA 2000, która objęła w Polsce w dużej mierze właśnie doliny rzek i mokradła. Jednak wciąż są w naszym kraju tereny podmokłe i torfowiska, które nie podlegają żadnej ochronie i niejednokrotnie są niszczone. Np. przez gospodarczą eksploatację torfu.
6.
Ciągle zbyt wolno rozwija się u nas tzw. mała retencja, czyli budowanie maleńkich zbiorników wodnych, jazów i lokalnych spiętrzeń. Wiążą się z tym bez porównania mniejsze koszty i szkody dla środowiska niż w przypadku wielkich tam. Jeśli rozwijalibyśmy tę metodę na masową skalę, efekty w postaci zmniejszania fali powodziowej byłyby podobne, jak w przypadku dużych zbiorników, których jest u nas mniej niż w Europie Zachodniej. Dzięki małej retencji mielibyśmy też łagodniejsze susze.
Z powyższej listy jasno wynika, co trzeba robić, żeby zmniejszać ryzyko i łagodzić skutki powodzi w Polsce.
Po pierwsze przydałby się ustawowo wprowadzony, rygorystyczny zakaz budowania na terenach zalewowych.
Po drugie powinniśmy całkowicie zrezygnować z prostowania rzek, a wały przeciwpowodziowe budować tylko w szczególnych przypadkach i odpowiednich miejscach.
Po trzecie przydałaby się kampania edukacyjna, uświadamiająca Polakom, że betonując całe podwórka, zwiększają ryzyko powodziowe.
Po czwarte należałoby zwiększyć tempo zalesiania w Polsce. Mamy kilka milionów hektarów zbyt słabych dla rolnictwa, niezagospodarowanych gruntów, na których śmiało można by zasadzić las.
Po piąte, drzewostany górskie w całości powinny być zaklasyfikowane do tzw. lasów ochronnych (o funkcji wodochronnej), w których nie prowadzi się regularnego, gospodarczego wyrębu.
Po szóste, powinniśmy objąć ochroną tereny podmokłe tam, gdzie tylko się da.
Po siódme, państwo i samorządy powinny wdrożyć na masowa skalę programy małej retencji. To nie jest bardzo kosztowny i trudny projekt, na dodatek jego wdrożenie dałoby wiele innych korzyści.
Obawiam się jednak, że ten rząd i kolejny skupią się na doraźnym usuwaniu skutków powodzi i nadal nie będą podejmować działań skuteczniejszych w dalszej perspektywie. Niestety strategie długofalowe nie sprzedają się dobrze w kampaniach wyborczych. I bynajmniej nie jest to uwaga do aktualnie rządzących, ale do nas wszystkich – do wybierających. Bo rządy mamy takie na jakie sami zasługujemy.
Dlatego pójdźmy po rozum do głowy, wsłuchajmy się w przyrodę i wymuśmy na politykach wdrożenie długofalowej anty-powodziowej strategii dla Polski.
Jacek Krzemiński
-
- Podyskutuj na






Wszystko ładnie, pięknie.
tylko gdzie w tym wszystkim miejsce dla ludzi?
zbiór pobożnych życzeń i bełkotu
Tam gdzie teraz, jak przyjdzie woda, to pod wodą….
Czas ekologów w tym kraju się skończył.
Nastał czas dla inżynierów.
Nad Biebrzą jakoś nigdy nie ma powodzi, nie ma też wałów, zapór, zbiorników,
polderów… są za to starorzecza, rozlewiska, podmokłe łąki, torfowiska, lasy
łęgowe. Wystarczy pomyśleć kto zarobi te 10 mld PLN, które musimy wszyscy
przeznaczyć na odbudowę tegorocznej powodzi na południu Polski, gdzie rzeki są
regulowane, budowane są wały, zbiorniki, wykopywany jest torf na „ziemię
ogrodową”, gdzie nasadzane są sztuczne plantacje leśne, gdzie rządzą
hydrolodzy i leśnicy w dobrze pojętym wspólnym interesie wraz z
samorządowcami. Palce lizać!
zgadzam sie z postulatem, jednakze ciagnie on nieco subiektyna ocena na rzecz przyrody niekontrolowanej, jakby powrot do puszczy na lodce i zamieszkanie w domku na palach a skowronek i bobr niech sobie hasaja.
„Po szóste, powinniśmy objąć ochroną tereny podmokłe tam, gdzie tylko się da.” – czyli od Tatr do morza?
„Ekologia zajmuje się badaniem powiązań między organizmami żywymi a środowiskiem abiotycznym (układy biologiczne istnieją w sieci powiązań między sobą i otaczającym je środowiskiem), opartych na różnego rodzaju interakcjach. Odkrywanie tych zjawisk dokonywało się od starożytności, ale ekologia jako samodzielna nauka rozwinęła się w zasadzie w XIX w. Ekologia nie jest nauką obojętną wobec egzystencji przyrody i człowieka, dlatego często w potocznych dyskusjach utożsamiana bywa z sozologią i filozofią. Ekologia najogólniej jest nauką o porządku i nieporządku w przyrodzie oraz konsekwencjach wynikających dla istnienia biosfery i człowieka.” cyt. Wikipedia.org
A tak przy okazji: energia odnawialna i idea wiatrakow – tez zle, bo psuje krajobraz?
zyj dobrze i daj zyc innym kolego.
To po prostu inny sposób myślenia. Nazwanie bełkotem czegoś, czego nie rozumiesz, jest tyleż łatwe co bezsensowne.
Natura nie poddaje się technologii i prognozom, Znacznie łatwiej ją opisuje teoria chaosu. Zamiast z nią walczyć rzeczywiście lepiej się z nią zaprzyjaźnić.
Jednak „biały człowiek” gloryfikuje umysł, analizę, planowanie, liniową logikę i nie zauważa, ze przyroda jest jednym wielkim systemem, którego nie da się zmusić, żeby działał zgodnie z naszymi życzeniami.
Nie mamy wyjścia (jako załoga statku kosmicznego Ziemia) – albo zaczniemy o nasz statek dbać jak o przyjaciela, albo nasz statek się nas pozbędzie jako największego zagrożenia, którym – nie czarujmy się – jesteśmy coraz bardziej.
I można to też nazwać new-age-owym bełkotem. Tak będzie łatwiej intelektualnie i emocjonalnie niż przyznać, ze nie wszystko rozumiemy. nie wszystko potrafimy zaplanować i wiele z naszych oświeconych pomysłów zamiast poprawiać sytuację – pogarsza ją. Wtedy kiedy chcemy gwałcić naturę zamiast z nią współdziałać.
Wiele mądrych przypowieści mówi o tym, że drzewo które wygina się na wietrze przetrwa wichurę, natomiast to, które się jej opiera, zostanie złamane albo wyrwane z korzeniami…
Właśnie w trosce o ludzi – to do jednego z przedmówców – należy zabronić budowania na terenach zalewowych, bo jak nie dziś, to za 10 lat poziom wody osiągnie np. 10 m zamiast dzisiejszych 8 – i tak zaleje.
Przyrody tak do końca ujarzmić się nie da, nawet dinozaury wyginęły…. ;-))
Zgadzam się z wnioskami z małym wyjątkiem…..
oczywiście powinno się zabronić budowania na terenach zalewowych ale nie zwalnia to nas z konieczności ochrony tych domostw które zostały już wybudowane….
nie można karać mieszkańców osiedla wybudowanego na terasie zalewowej za decyzje odgórne…skoro ktoś dostał pozwolenie na wybudowanie osiedla…..mieszkańcy dostali na te mieszkania przydziały to nie można teraz odmówić im prawa do ochrony dobytku….
u nas nadal pozwala się betonować parkingi przy supermarketach a wystarczyła by ażurowa kostka….taka która pozwala na retencję wody….
Hmmm. W naturze jest tak – że różne jej podmioty ciągle walczą ze sobą. Jeżeli chcesz mieć swoje miejsce, musisz zastąpić organizmy żyjące w danym miejscu sobą. Jeżeli „przegniesz”, to system się zdestabilizuje…a zmiana warunków w naturalny sposób wytłumaczy ci, że robisz źle.
Wszystko „pięknie”, wszystko „ładnie”.
Ekolodzy na to odpowiadają, że trzeba się wsłuchiwać w naturę…jednak jak sami zauważacie jest ona chaotyczna (zresztą dla przykładu : jak na szafce zapełnionej porcelaną na siłę dostawisz kolejny talerzyk, to po prostu coś musi upaść i się rozbić…i to jest ten chaos – że nie UMIEMY przewidzieć co spadnie). Skoro więc nie da się jej przewidzieć…to po co się w nią wsłuchiwać? Przecież nawet jeżeli człowiek nie zachwieje ekosystemu w danym miejscu, to może zostać on zachwiany z dowolnego innego powodu … naturalnego jakbyście to powiedzieli (np. mały wirusek z taaaaakimi zębami). Efekt będzie ten sam.
Ekolodzy – porzućcie więc wszelką nadzieje, że wasze mądre rozważania cokolwiek znaczą. Porzućcie nadzieje, że natura doceni wasze starania. Nie bądźcie nadęci i pewni siebie. W praktyce – dla natury (takiej jaką ją rozumiecie) najlepiej żeby was w ogóle nie było. Może zatem czas pomyśleć o samobójstwie dla dobra ukochanej przyrody? Nie będziecie wytwarzać śmieci, CO2. Nie będziecie nic murować, ani ocieplać. Sam zysk. A może wybić 80% dwunożnych ssaków? Czyż naturze nie podobałoby się to? Wzorce macie świetne. Hitler i Stalin byliby dumni gdyby ktoś poszedł w ich ślady.
Żarty żartami…ale prawda jest taka, że wśród was jest wielu pożytecznych …. żeby nikogo za bardzo nie obrazić … matołków, którzy na usługach swoich szefów koszących niezłą kasę na tych wszystkich akcjach, protestach etc. robicie wiele krzywdy waszym braciom i siostrom dwunożnym. Nie mówcie, mi tylko, że cała ta machina ekologiczna działa od tak…z dobrego serca…charytatywnie.
Polecam wam również skecz na temat ekologii, nieżyjącego już Georga Carina. Na youtube znajdziecie. Pośmiejemy się razem.
Ja też coś polecę. Nie pomnę skąd to pochodzi, nie zacytuję dokładnie, ale dziękuję autorowi.
Kiedy już zrąbiemy ostatnie drzewo, zatrujemy ostatnią rzekę i zabijemy ostatnią rybę – przekonamy się, że nie można jeść pieniędzy.
Człowiek, nawet niszcząc, betonując, wycinając, wałując itd. nie postępuje dziwnie. Działa zgodnie z prawami natury. Każdy gatunek rozpycha się egoistycznie łokciami w swoim środowisku na tyle na ile może. Ale – obrazowo mówiąc – jeśli przegnie, dostaje w tyłek. Są różne mechanizmy kontroli: pasożyty, drapieżniki, choroby, warunki środowiska, dostępność zasobów, nawet autoagresja przy zbytnim przegęszczeniu. To, że akurat człowiek nauczył się wyłączać, omijać, niwelować te czynnik – a także to, że ma coraz lepsze narzędzia do rozpychania się na Ziemi, wprowadziło nas w stan egocentrycznego błogostanu. I strasznie się dziwimy, kiedy dostajemy w tyłek, i uważamy to za wybitnie niesprawiedliwy domiar losu. A to po prostu…. natura rzeczy.
Jeśli robimy rzeczy – z punktu widzenia obojętnie płynącej wody – durne (wycinamy lasy, robimy rynny z rzek, budujemy na terasie zalewowej), to przynajmniej nie dziamgajmy. Chcącemu nie dzieje się krzywda.
nigdy gdzie w kraju gdzie są 40 leni emeryci biorący emeryturkę a w UK zmywający garki nie będzie dobrze.
DOBRY EKOLOG TO MARTWY EKOLOG!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Dlaczego żadnego ekologa nie było do noszenia worków na wał w Brzezince?
Czyżby się bali ? Napewno tak bo ludzie tam pracujący by ich łopatami ZA……LI!!!!!!!!!!!!!!!!
Pomysły ciekawe ale zejdźmy na ziemię i znormalizujmy je tak aby nie dotyczyły jedynie „dzieci kwiatów” albo ekologów, tak więc:
1) zgoda, obiema rękami głosujemy za
2)
a] budowanie zbiorników retencyjnych i tam jest wskazane, będzie ich kilka, spełnią swoją rolę a poza tym było już wspomniane, że dzięki temu zmniejszy się straty przy suszy – więc ekoludki same to potwierdzają.
b] tworzenie lokalnych zlewisk jest również wskazane
c] rzeki prostujemy tam gdzie jest to potrzebne (naprawdę są czasami takie sytuacje, że lepiej zmienić bieg rzeki). Rzeka powinna meandrować.
d] rzeki powinny być, o ile jej bieg tego wymaga, regulowane z pomocą koszy wypełnianych kamieniami lub z pomocą faszyny (gęsto sadzonej leszczyny)
e] dużo, dużo, progów wodnych – takich do 1,5m, szczególnie w górnych biegach rzek
3) Czy wy normalni jesteście czy was powaliło? Może mam jeszcze trawnik zaorać, żeby lepiej wsiąkało?
4) 3 x Tak, sadzimy drzewka a dzięki temu unikamy osuwisk i tworzenia się dużych zlewni. Dobra uwaga.
5) Pozostawienie naturalnych zlewisk, depresji i terenów zalewowych wiąże się z punktem 1, ale po co mieszać projekt Natura z ochroną przeciwpowodziową? To tylko zbieżność lokalizacji, akurat torfowiska są na terenach zalewowych i nic poza tym. Nie ma powodów aby łączyć te dwie inicjatywy, poza tym wygląda to na motyw autopromocji ekoludków – coś w stylu „my też mamy swoje projekty które wam pomogą” – czyli jak znowu wyciągnąć kasę na prywatne inicjatywy.
6) jak w punkcie 2 e), robimy progi a jak się da to i lokalne zlewisko jest wskazane. Tu dodam, że jakbym teraz spotkał tych sk… z Gaja, którzy zablokowali budowę progów w mojej okolicy to bym im kamień u szyi uwiązał i do tej wody rzucił. Niech szukają tych pstrągów tęczowych (bo od 20 lat ich tu nie ma, ani jednego!).
Na koniec proponuję aby wszystkie organizacje ekoludków się spotkały, ci co źle robili niech się w piersi biją a ostatni niech działają ale z rozumem. Przede wszystkim jest ważne dobro wspólne, nie tylko żabki czy ptaszka. Czasami lepiej postawić wał a czasami lepiej pozwolić rzece aby się rozlała – zależy od miejsca i biegu rzeki. Może warto promować naturalną regulację z pomocą faszyny i kamiennych koszy (zastępują jakby głazy). Warto też robić lokalne zlewiska, ale nie można protestować przeciwko zbiornikom retencyjnym, bo dzięki nim możemy nie tylko chronić się przed falą ale również wybudować elektrownie wodne.
W znacznej mierze zgadzam się z urealnioną wersją Yeti (z tym, że bezpośrednio nie mam pretensji do ekologów, a raczej do władz wojewódzkich za fatalny stan wałów we wschodniej części Krakowa.
Choć do pomysłów dorzuciłbym również długoterminowe zachęcanie do przesiedlania się z terenów zalewowych wzdłuż rzek. (w celu ograniczania przyszłych szkód: oczywiście za uczciwym odszkodowaniem).
Z tym, że miejscami pozwolenie na „naturalizacje” rzek przyniosłoby niepomiernie większe koszty niż korzyści. Nie wyobrażam sobie przenoszenia elektrociepłowni, czy oczyszczalni Ścieków (a takowe leżą na terenach zagrożonych zalaniem m.in w Krakowie i w Warszawie) , czy wielkich zakładów przemysłowych. W wielu miejscach nad rzekami zlokalizowane są zabytkowe, cenne architektonicznie obiekty, i całe dzielnice . W przypadku wielkich osiedli położonych w zalewowych lokalizacji „przeprowadzka” również będzie niezwykle kosztowna ( i możliwa jedynie w długim okresie). (więc i tu wały, kanały , zbiorniki retencyjne większej skali.)
Ekolodzy, czemu teraz nie przykuliscie się do drzew, żeby ich bronic przed wodą?
Ta cała ekologiczna gadka to bełkot. Od lat przekonujecie mnie że kraj nie może prowadzic zadnych inwestycji rozwojowych bo komus z ekologów to się nie podoba. A może chodzi o to, żeby odpowiednio zaplacic odpowiedniej osobie? Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze.
Najgorsze będzie to, jeśli za jakiś czas sprawa ucichnie i kolejny rząd czy prezydent nie zrobi nic (ani ekologicznego ani inzynieryjnego) aby zapobiec skutkom powodzi w przyszłości. Powodzie stulecia są ostatnio co około 10 lat, a kadencja trwa 5 lat, więc sprawa zginie w toku codziennej przepychanki, a potem kolejny rząd powie że miał i tak za mało czasu i to poprzedni rząd zawinił ze nic nie zrobił.
U nas beton trzyma się dobrze. Wybudujcie wysokie wały – przyjdzie jeszcze wyższa woda. Czy to tak trudno zrozumieć?
jak już niekturzy tutaj pisalimusimy chronić domostwa już wybudowane jednak na przyszłość zakazać budowy na terenach zalewowych narazie umacniać wały zalesiać nieurzytki a może by tak zachować większość drzew i podnieść wały narazie innej rady nie ma
Org. ekologów to są org mafijne nastawione na wyszarpywanie pieniędzy od Państwa i inwestorów -należy zdelegalizować jak najszybciej
mnie się to podoba. inny punkt widzenia i do mnie przemawia.
Prawda jest taka, że ekologom zawsze coś będzie nie odpowiadać. Jak w Koninie na kominy elektrowni weszli to kilka dni później z kumplem przy głośnej rozmowie troche im „jechaliśmy”. Jakas kobitka usłyszała podeszła, przywitała się. Okazało się że… „greenpeace”. No to pięknie. Rozpoczęła się rozmowa. Z rozmowy wniosek jest jeden. Babka z greenpeace, zapowiedziała, że ekolodzy nic NIE MAJĄ przeciwko elektrowni atomowej. A jak przyszło co do czego ostatnio. Czy atomówka będzie w wlkp czy w Żarnowcu? „Ekolodzy zapowiadają protesty przeciwko budowaniu elektrowni atomowej w Polsce”.
Jesteś ekologiem? Wolisz przyrodę od ludzi? Ok. Każdy ma swoje zdanie, ale nie wykluczajcie siebie nawzajem w tym co mówicie.
Politycy łatwo zwalają winę za powódz na bobry,dzikiw i ekologów a swojej winy nie widzą wcale.
To niedorzecznosć i brak samokrytyki.
Z przyrodą jeszcze nikt t nie wygrał i.
jeśli politycy i urzędnicy tego nie pojmą-że z przyroda należy współgrać a nie walczyć to będzie zalewac nas ciągle a i inne kataklizmy nas dopadną.
Dlatego ludziska poszerzajcie choryzonty myślowe i uczcie sie, żebyście byli mądrzejsi od polityków wciskających wam kit!
Niechciało mi się czytać, bo zadługie. HA HA HA HA HA…….HI HI HI HI HI…….
Tylko nie miejcie do mnie pretensji. OK.
SORY ZA TEN ŚMIECH, HA HA HA HA……HI HI HI HI HI…..