Top

Energia z wodoru: polski patent leży w szufladzie

Marzec 5, 2010

Wodór to paliwo przyszłości i – co najważniejsze – paliwo niewyczerpalne. Niestety, Polska w przeciwieństwie do krajów zachodnich w ogóle nie inwestuje w opracowanie i wdrażanie technologii wodorowych. Dwaj polscy naukowcy, którzy są gotowi bezpłatnie udostępnić państwu swój patent od lat odbijają się u nas od muru obojętności.

Właściciele patentu to prof. Wiesław Ciechanowicz (emerytowany pracownik naukowy Instytutu Badań Systemowych PAN, który wcześniej pracował w Instytucie Badań Jądrowych w Świerku i norweskim Institutt for Atomenergi) oraz prof. Stefan Szczukowski z Wydziału Kształtowania Środowiska i Rolnictwa Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, który od lat zajmuje się wykorzystaniem wierzby do celów energetycznych.

Ich pomysł obejmuje metodę produkcji metanolu z roślin energetycznych i węgla, który potem w ogniwach paliwowych byłby zamieniany w wodór. To właśnie metanol jest dziś uznawany za najlepszy, najbardziej opłacalny surowiec do produkcji paliwa wodorowego. Najtańszy metanol jest dziś wytwarzany z węgla, ale ze względu na emisję CO2 przy jego rozkładzie w ogniwie paliwowym warto do produkcji wykorzystać także rośliny energetyczne, które są tzw. zeroemisyjnym źródłem energii. Gdy rośliny rosną, pochłaniają dwutlenek węgla i dlatego ich spalanie jest uznawane za neutralne dla klimatu.

– By polska wieś dźwignęła się ekonomicznie, przestała być uzależniona od dotacji oraz transferów z budżetu i zaczęła zbliżać się poziomem dochodów i życia do mieszkańców miast, nasze rolnictwo musi zacząć produkować nie tylko żywność, ale i surowce energetyczne – mówi prof. Ciechanowicz.

Dziś w Polsce rośliny energetyczne są spalane w elektrowniach. Ale to bardzo mało wydajny sposób wykorzystania drzemiącego w nich potencjału energetycznego. Podczas spalania w klasycznych elektrowniach najwyżej 25 proc. energii z biomasy przetwarza się na prąd, reszta się marnuje. Dużo wydajniejsza byłaby produkcja z nich biogazu albo metanolu do ogniw wodorowych. Gdybyśmy rozwinęli w Polsce uprawę roślin energetycznych, służących do wytwarzania biogazu i metanolu, osiągnęlibyśmy naraz kilka celów:

- tysiące ludzi w małych miejscowościach dostałyby nowe, atrakcyjne miejsca pracy, nie tylko przy uprawie roślin energetycznych, ale także przy produkcji biogazu i metanolu. Roślin energetycznych nie opłaca się wozić dalej niż 30-40 km, więc biogazownie i biorafinerie musiałyby powstawać na terenach wiejskich. Polska wieś zmodernizowałaby się i wzbogaciła przy tej okazji.

- zmniejszylibyśmy emisję dwutlenku węgla, która dziś w dużej mierze pochodzi ze spalania paliw

- uniezależnilibyśmy się w sporym stopniu od importu gazu i ropy z Rosji oraz krajów arabskich

Prof. Ciechanowicz i prof. Szczukowski doprowadzili do utworzenia konsorcjum „Bioenergia na rzecz Rozwoju Polskiej Wsi”, w którego skład weszły między innymi: Instytut Badań Systemowych PAN, Uniwersytet Warmińsko Mazurski, Instytut Chemicznej Przeróbki Węgla w Zabrzu i Politechnika Gdańska. Choćby to daje gwarancję, że patent Ciechanowicza i Szczukowskiego to nie mrzonki, ale realne osiągnięcie naukowe, które powinno się spróbować wykorzystać.

Osiem lat temu prof. Ciechanowicz zorganizował w naszym kraju międzynarodową konferencję, poświęconą produkcji metanolu z węgla i biomasy. Wzięli w niej udział m.in. przedstawiciele koncernu Daimler Chrysler, rządu Australii i amerykańskiej jednostki badawczej, Gas Technology Institute. Uczestnicy spotkania deklarowali, że wezmą udział w takim przedsięwzięciu w Polsce i zaangażują się w nie finansowo pod warunkiem jednak poparcia polskich władz, które potrzebne byłoby przynajmniej w pierwszym etapie całego projektu. Chodzi o to, że technologie wodorowe są ciągle bardzo drogie i by uczynić produkcję paliwa wodorowego opłacalną, potrzebne są początkowo ulgi podatkowe.

Przedstawiciele konsorcjum „Bioenergia na rzecz Rozwoju Polskiej Wsi” napisali więc list do ówczesnego premiera, Leszka Millera, który – choć apel był podpisany przez ponad stu naukowców (wielu z Polskiej Akademii Nauk) – zupełnie go zignorował.

– Sprawą zainteresował się Józef Oleksy, ówczesny marszałek Sejmu – opowiada prof. Ciechanowicz. – Dzięki niemu przedstawiliśmy naszą koncepcję ówczesnemu ministrowi środowiska oraz przewodniczącemu Komitetu Badań Naukowych, profesorowi Michałowi Kleiberowi.

Michał Kleiber poprosił o opracowanie projektu programu badawczego. Taki projekt, z udziałem ponad 100 naukowców (w tym 20 profesorów), powstał. Poparło go Ministerstwo Gospodarki. Jeden z oceniających projekt pracowników KBN uznał jednak, że technologia produkcji metanolu oparta o patent Ciechanowicza i Szczukowskiego będzie nieopłacalna. W ten sposób zamknęła się szansa na udział Komitetu Badań Naukowych w omawianym projekcie badawczym.

- Z podobnym sposobem rozumowania spotkałem się w latach 60., gdy zajmowałem się wykorzystaniem komputerów do bezpośredniego sterowania reaktorami jądrowymi – opowiada prof. Ciechanowicz. – Podczas sympozjum naukowego w norweskim Sandefjordzie we wrześniu 1968 roku wygłosiłem referat na ten temat. Przedstawiciel znanej międzynarodowej firmy zapoczątkował dyskusję, stwierdzając, że bezpośrednie sterowanie reaktora przez komputer się nie opłaca. Wtedy wstał prof. Lech Kowarski, współtwórca energetyki jądrowej we Francji i członek Europejskiej Agencji Atomowej, pan wtedy po siedemdziesiątce i powiedział donośnym głosem: „Ludzie, chciałbym przypomnieć, że nie dlatego zastąpiono konia automobilem, że automobil był tańszy od konia”. Argument o opłacalności w przypadku zaawansowanych technologii jest niedorzeczny. I tak prędzej czy później będziemy musieli stopniowo zmniejszać zużycie paliw kopalnych i zastępować je nowymi źródłami energii, bezpieczniejszymi dla klimatu. Nawet, jeśli początkowo będą one droższe.

Energia wiatru też jest na razie droższa od tej z węgla, pierwsze elektrownie wiatrowe nie byłyby opłacalne bez dotacji do ich budowy, a mimo to w UE od lat energetyka wiatrowa rozwija się w zawrotnym tempie. Rozwija się też u nas, ale w dużej mierze dlatego, że do jej wsparcia przymusiła nas Unia Europejska.

Czy podobnie musi być z wodorem, który wydaje się być dziś najbardziej przyszłościowym paliwem? Na badania możliwości wykorzystania tego paliwa UE łoży już setki milionów euro, a kraje, które zainwestują jako pierwsze w technologie wodorowe najbardziej na tym skorzystają.

Te argumenty nie trafiają do kolejnych ekip rządzących w Polsce. Profesorom Ciechanowiczowi i Szczukowskiemu do dziś nie udało się przekonać administracji do wsparcia realizacji ich pomysłu. Gdy premierem był Kazimierz Marcinkiewicz, jego ludzie odesłali obydwu profesorów do Jarosława Kaczyńskiego, jako „bardziej decyzyjnego”. Kaczyński skierował ich z kolei do ówczesnego ministra rolnictwa, Andrzeja Leppera, który kompletnie nie zrozumiał o co chodzi.

Potem profesorowie próbowali dotrzeć do premiera Donalda Tuska. Ponoć jego współpracownicy powiedzieli im, że dla Tuska jedyne sensowne rozwiązanie to energetyka jądrowa. I na tym się skończyło.

- Chce się u nas postawić na energię jądrową, a Polska będzie musiała kupować zarówno technologie elektrowni, jak i paliwo jądrowe – kwituje prof. Ciechanowicz. – Drugą preferowaną technologią są elektrownie węglowe z instalacjami do wychwytywania i magazynowania dwutlenku węgla, mimo krytyki tej technologii ze strony wielu naukowców. Profesor Petrys z Akademii Górniczo Hutniczej twierdzi, że CO2 wtłoczone pod ziemię, do złóż geologicznych „rozłazi się” w różnych kierunkach. Jeśli przedostanie się do wody, spowoduje jej zakwaszenie, bo CO2 z wodą tworzy kwas węglowy. To byłoby dla nas zabójcze.

Prof. Ciechanowicz ma mocne argumenty i poczucie misji. W czasie wojny walczył w AK. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że jego dzisiejsza walka przypomina swą beznadziejnością tamtą.

Jacek Krzemiński

Komentarze

Chcesz skomentować?





Anti-Spam Protection by WP-SpamFree

Bottom