Top

Puszcza Białowieska – akt III

Luty 10, 2010

Konsekwentnie opowiadamy się za poszerzeniem terenów Białowieskiego Barku Narodowego, tak by objął swym obszarem całą Puszczę Białowieską, czemu zdecydowanie sprzeciwiają się leśnicy – naszym zdaniem działając na szkodę nie tylko przyrody, ale i całego kraju.

Kilka dni temu leśnik Bartek Szpojda przysłał do nas polemikę z tekstem Jacka Krzemińskiego, gruntownie nie zgadzając się z argumentacją na rzecz poszerzenia parku i zarzucając nam, że publikowane przez nasz portal teksty niszczą dialog między leśnikami a przyrodnikami. Dzisiaj odpowiadamy na te zarzuty i odnosimy się do argumentów, użytych w nadesłanej do nas polemice.

Tutaj można znaleźć tekst Jacka Krzemińskiego.

Tutaj polemikę Pana Szpojdy.

Poniżej publikujemy odpowiedź naszego dziennikarza:

Pan Bartek Szpojda polemizując z moim tekstem pisze, że w sprawie powiększenia Białowieskiego Parku Narodowego potrzebny jest kompromis ze wszystkimi zainteresowanymi. Jeśli tak, to zakładam się o 10 ekologicznych skrzynek ekologicznej wódki, że Puszcza Białowieska nie będzie objęta w całości parkiem narodowym przez co najmniej kolejne 10 lat.

O potrzebie objęcia całej puszczy ochroną w formie parku narodowego mówi się od co najmniej lat 20. A od kilkunastu władze państwa obstają przy opinii, że nie da się tego zrobić bez zgody miejscowej społeczności i leśników. Tylko, że na tę zgodę – jak pokazują dotychczasowe doświadczenia – możemy się nigdy nie doczekać.

Puszcza Białowieska to największy przyrodniczy skarb Polski, nasz przyrodniczy Wawel, którego zazdrości nam wiele innych krajów w Europie. Powtórzę więc: ta puszcza nie należy do mieszkańców puszczańskich gmin, ale do nas wszystkich. I to my wszyscy powinniśmy decydować o jej losie.

W latach 90. udało się za sprawą Pracowni na rzecz Wszystkich Istot zebrać kilkaset tysięcy podpisów pod petycją domagającą się powiększenia Białowieskiego Parku Narodowego (opowiadali się za tym m.in. dwaj nasi nobliści Czesław Miłosz i Wisława Szymborska). Osób, które podpisały się pod tym apelem, jest dużo więcej niż wszystkich mieszkańców puszczańskich gmin. Dlaczego ich rząd nie chce posłuchać? Dlaczego nie założy, że są grupy interesów, którym powiększenie parku nie jest na rękę, i że to one są w dużej mierze odpowiedzialne za postawę lokalnej społeczności, manipulując nią? Gdybyśmy np. w kwestii Tatr robili wszystko, czego żąda większość tamtejszych górali, to już dawno nie byłoby czego tam chronić.

Panie Bartku – 100 mln zł dla paru gmin to nie są wielkie pieniądze? Pan raczy żartować. Myślę, że takimi pieniędzmi nie pogardziłyby europejskie metropolie. Te środki mają iść m.in. właśnie na infrastrukturę techniczną dla puszczańskich gmin. To źle? Czy to nie podniesie tych miejsc cywilizacyjnie, nie przyciągnie do nich inwestycji turystycznych? Pan Szpojda pisze, że ten region ma inne potrzeby. Jakie? Państwo ma tam zbudować drugi COP z licznymi fabrykami?

Prawda jest taka, że inwestorzy nie garną się do wschodniej Polski, ale przyczyną tego nie jest ochrona przyrody. Ale mogą to zmienić inwestycje właśnie w infrastrukturę techniczną, które przyciągną inwestycje turystyczne. A turystyka może dać więcej miejsc pracy niż fabryki mebli i tartaki, i to lepiej płatnych miejsc. Dowodem niech będzie Park Narodowy Ujście Warty, którego utworzenia domagała się tamtejsza lokalna społeczność (sic!). Bo nie dała sobie wmówić, że to jej zaszkodzi. Może dlatego, że tamten park w zasadzie nie obejmuje lasów i nie godzi w interesy leśników?

Dalej Pan Szpojda sugeruje, że mam niewielkie pojęcie o profesji leśnika, że powielam stereotypy na jej temat. Tak się jednak składa, że jeszcze w liceum poważnie rozważałem studiowanie leśnictwa, bo pasjonowałem się dendrologią i kochałem las. Zaraził mnie tą pasją Zygmunt Braur, założyciel jednego z największych prywatnych arboretów w Polsce. Leśnik, którego wtedy poznałem, odradził mi wtedy takie studia, mówiąc: „Większość leśników zamiast drzew widzi kubiki drewna. To nie jest miejsce dla ciebie. Zginiesz w układach”. Potem miałem okazję poznać wielu „ludzi lasu” i to dlatego 10 lat temu napisałem w „Rzeczpospolitej” ciepły i pochlebny reportaż o leśnikach pt. „Stopy odwykły”. To wtedy poznałem wspaniałego leśnika, Jerzego Honowskiego, byłego nadleśniczego w Kamienicy i Limanowej, który wywalczył utworzenie Gorczańskiego Parku Narodowego. Walczył o to spierając się także z… leśnikami. To Jerzy Honowski opowiadał mi, jak bardzo rabunkową gospodarkę leśną prowadzono po II wojnie światowej w polskich lasach, że przy okazji zniszczono wiele cennych drzewostanów.

Tak się składa, że to leśnik z Piecek sprawił, że nie powstał Mazurski Park Narodowy, który miał chronić m.in. tamtejsze lasy, jedne z najpiękniejszych w kraju. To leśnicy przez lata blokowali powiększenie Bieszczadzkiego Parku Narodowego i zgodzili się na to dopiero gdy wycięli już co starsze, cenniejsze drzewostany. Dziś stosują obstrukcję wobec planów powiększenia Białowieskiego Parku Narodowego. No bo przecież tam jest tyle dębu i jesiona, czyli drewna, które jest bardzo drogie, ale nie ma go za wiele w polskich lasach.

To jest ta racjonalna gospodarka Lasów Państwowych, o której pisze Pan Szpojda? Owszem, Lasy Państwowe (LP) nadzoruje minister środowiska, ale jakoś tak dziwnie się dotąd składało, że często tym ministrem albo jego zastępcą od ochrony przyrody był właśnie leśnik. Co do tego czy gospodarka LP jest racjonalna, ma wątpliwości nawet wielu leśników, w tym znany leśnik, dziś polityk PiS, Piotr Cybulski, z którym przegadałem wiele godzin.

Co to znaczy racjonalna gospodarka? Banki, które doprowadziły do dzisiejszego kryzysu, też ponoć prowadziły racjonalną gospodarkę, chcąc maksymalizować przychody i zysk. Od racjonalnej gospodarki wolałbym odpowiedzialną i zrównoważoną, bo Lasom Państwowym dalej zdarza się niszczyć cenne, naturalne drzewostany. Wprawdzie ta instytucja w ostatnich latach „zielenieje”, prowadzi coraz bardziej proekologiczną gospodarkę leśną, nie nastawia się już wyłącznie na produkcję drewna, pozwala, żeby w wielu kompleksach leśnych ograniczać wyrąb, ma w swoich szeregach wielu ludzi pomagających ochronie przyrody, to ciągle jednak dają w niej o sobie znać przyzwyczajenia z czasów PRL. Na stuletnich świerkach pojawił się szkodnik? Wszystkie wyciąć! Nieważne, że gnieżdżą się tam rzadkie gatunki dzięciołów, a las bez człowieka prędzej czy później sam sobie poradzi. Nawet gdy obumrze, to się potem odrodzi. Sęk w tym, że bez udziału człowieka może być z niego mniej drewna. I może o to też chodzi?

Nie wiem, o jakich nieścisłościach w moim artykule, pisze Pan Szpojda, wspominając o dochodowości nadleśnictw. Bo nie wymienia konkretnie o co chodzi, a jego stwierdzenia w niczym nie przeczą temu, co napisałem.

Nie twierdzę, jak przypisuje mi Pan Szpojda, że leśnicy powinni zostawić sprawy przyrody przyrodnikom. Bo wielu leśników – tak jak wspomniany przez Pana Bartka, Adam Loret, pierwszy dyrektor naczelny LP – wspiera dziś czynnie ideę ochrony przyrody. Ale śmiem twierdzić, że są oni wciąż w swej grupie zawodowej w mniejszości. Leśnik musi przede wszystkim wykonać plan cięć i z tego jest rozliczany. A to jest często sprzeczne z interesem ochrony przyrody.

To, że w Polsce gros terenów chronionych w sieci Natura 2000 to tereny leśne nie jest zasługą Lasów Państwowych, ale naszego zacofania cywilizacyjnego, dzięki któremu mamy jeszcze sporo dzikiej przyrody. Bo po prostu nie zdążyliśmy jej zniszczyć, jak Holendrzy czy Brytyjczycy. Prawie żadna w tym zasługa leśników, którzy przez dziesiątki lat – nauczeni „niemiecką szkołą leśną” – wyrzynali naturalne drzewostany i w ich miejsce wprowadzali sosnowe i świerkowe monokultury. Laikowi i taki las może wydać się cenny przyrodniczo, bo przecież są w nim i sarny, i dziki, a nawet wilki. Ale tylko laikowi. Dziś te monokultury nawet z czysto gospodarczego punkty widzenia okazują się pomyłką, bo są bardziej zagrożone chorobami, plagami szkodników i masowym wymieraniem niż zróżnicowane wiekowo i gatunkowo naturalne drzewostany. To dlatego umiera, stojąc, duża część lasów w Beskidach.

Chciałbym sensownego i rzeczowego dialogu z leśnikami. Wiem, że w kwestii ochrony przyrody jest on możliwy, bo przecież to leśnicy walnie przyczynili się do wprowadzenia ochrony gatunkowej wilka i rysia w Polsce, pomagając w ogólnokrajowej inwentaryzacji tych zwierząt. Nie rozumiem tylko dlaczego akurat w kwestii Puszczy Białowieskiej tak bardzo się zawzięli.

Polemika Pana Szpojdy utwierdza mnie w przekonaniu, że to dla nich sprawa ambicjonalna. Bo gdyby leśnicy zgodzili się na objęcie całej puszczy parkiem narodowym, to tak, jakby przyznali, że puszczę trzeba było przed nimi ochronić. Że byli dla niej zagrożeniem. A oni przecież wierzą, że ich praca jest pożyteczna i ma sens. W większości przypadków nie bezpodstawnie. Przecież potrzebujemy drewna, uwielbiamy posiedzieć przy trzaskającym ogniu kominka, bardzo podobają się nam drewniane domy, wolimy podłogę z parkietu niż z tworzywa sztucznego.

Jacek Krzemiński

fot. wiecejtlenu.pl – wszystkie zdjęcia wykonano w Białowieskim Parku Narodowym

-
Podyskutuj na

Komentarze

2 komentarze do tekstu: “Puszcza Białowieska – akt III”

  1. vanessa on Marzec 16th, 2010 5:35 pm

    aj jak tak mozna zeby chcieli scinac bartka nie mogw w to uwierzyc ,ale to są ich słowa o żal.pl nie http://www.żal.pl wy żale wy …. mało wam tego lepsza jest wirtualna polska .
    Zapraszamy sznownych internetowców na strone wirtualna polska.wita Kasia Smola załorzycielka Wirtualnej Polski!!!!!!!

  2. Bartek on Maj 5th, 2010 9:24 am

    Witam!
    Brak czasu powoduje pewne opóźnienia w rozmowie. Ale znów coś skrobnę.

    Ja optymista nie jestem i sadzę, że nie 10 lat, ale o wiele dłużej.
    Jeśli turystyka jest tak dochodowa dla mieszkańców Białowieży i okolic, to czemu płoną zajazdy a drwale straszą ekologów? Z chęci rozwoju turystycznego? Ujście Warty, jak Pan słusznie zauważył, to w większości woda. Proszę wskazać inne możliwości korzystania z jej zasobów (z zyskiem) przez mieszkańców. Wedkarstwo?
    Piotr Cybulski, leśnik i poseł, krytykuje LP z różnych przyczyn, głównie politycznych.
    Gratuluje chęci zostania leśnikiem. Zawsze mozna czegoś sie nauczyć, nawet pożytecznego. A uklady? Są były i będą. Dlatego ja też w LP nie pracuję. A o widzeniu świata przez pryzmat kubików nie słyszałem, mimo pieciu lat studiów. Wierzy mi Pan, każdy widzi świat jak chce. I zawód także (sam podał Pan przykłady „dobrych” leśników).
    Co do podpisywania petycji, zostawmy tą sprawę. Ostatnie wydarzenia pokazały, że nie znaczą one wiele.
    Fakt, 100 mln. zł to sporo. Ale dla jednego, a nie dla kilku. Proszę spojrzeć w budżety gmin powiatu Hajnowskiego.

    Po weekendzie majowym wymyśliłem cos jeszcze – społeczne funkcje lasu. Nie każdy bowiem szuka tam tego samego. A postawa ekologiczna, ochronną, dyskryminuje pewne grupy. Leśna zresztą też.

    A racjonalna gospodarka nie kojarzy mi się z zyskiem za wszelką cenę. Nie zapominajmy, że LP finansują się same. Zobaczymy co stanie się w momencie, gdy Parki Narodowe zostaną zmuszone do tego samego. Polecam zainteresowanie sie tematem zmian w Ustawie o finansach publicznych i co się z nią wiąże.

    Pozdrawiam

Chcesz skomentować?





*

Anti-Spam Protection by WP-SpamFree

Bottom