Polemika: Puszcza Białowieska nie będzie większa
Luty 9, 2010
Trudno zgodzić się z twierdzeniami Jacka Krzemińskiego autora artykułu „Puszcza Białowieska nie będzie większa”. Trudno z wielu powodów.
Bartek Szpojda*
Powiększenie parku narodowego wymaga kompromisu pomiędzy wszystkimi zainteresowanymi. A kompromis przychodzi z czasem. Brzmi to może bardzo egzaltowanie, ale taka jest prawda – nie można, nawet w imię szczytnych idei, zmuszać ludzi, społeczności do niechcianych zmian, szczególnie w momencie, w którym propozycja będąca dla nich alternatywą, nie jest zbyt atrakcyjna. Bo nie jest.
Proponowane 100 mln złotych to nie są wielkie pieniądze. Wbrew temu co sugerują różne osobistości, ze świata mediów, polityki i ochrony przyrody, nie będą one zainwestowane w infrastrukturę turystyczną. Region ma bowiem inne potrzeby. Nie zapominajmy, że to obszar biedny. Łatwo komuś, kto posiada kanalizację, bieżącą wodę i centralne ogrzewanie, wyrzekać na „niedobrych i niewdzięcznych” mieszkańców Puszczy. Szczególnie w Internecie, do którego dostępu też często im brak. A turysta, który nie będzie miał zapewnionych podstawowych potrzeb, raczej nie przyjedzie w odwiedziny. Nie każdy jest bowiem miłośnikiem ekstremalnych wyzwań. A takie głównie do Puszczy Białowieskiej przyciągają.
Wyrzekanie na mieszańców powiatów puszczańskich jest, co najmniej niesmaczne.
Podobnie jak i na leśników. Nie wiem, jakie pojecie o tej profesji ma autor, ale myślę, że niewielkie. Rzekłbym nawet, że powiela opinie krążące „w eterze”.
Zarzuty, bo tak je nazwijmy, o wycinaniu drzew są bezpodstawne. Lasy kierują się bowiem gospodarką racjonalną, opartą na planowym wyrębie opiniowanym i podpisywanym przez ministra środowiska. Więc zgodę dostali także od prof. Nowickiego. Dodatkowo wycinka wiąże się ściśle z ponownym sadzeniem drezw, a z obu tych kwestii pracownicy LP są ściśle rozliczani.
Co do dochodowości nadleśnictw, tu również wkradły się nieścisłości. Autor nie zna zapewne systemu finansowego Lasów Państwowych i faktu, iż jednostki bardziej dochodowe zasilają i poniekąd utrzymują te, które są deficytowe. Pomijam fakt, iż jest to jednostka samowystarczalna, więc podatnika nic nie kosztuje.
A co do polowań w puszczy i dorabianiu w ten sposób – nawet pracownicy LP muszą mieć możliwość dorobienia. Wszak to ich konstytucyjne prawo.
Twierdzenie, iż leśnicy powinni sprawy przyrody zostawić przyrodnikom, pozwolę sobie odłożyć między baśnie dotyczące tej profesji. Autorowi podpowiem tylko dwie kwestie, łatwe do znalezienia – Adam Loret i firma The Century European Timber oraz Natura 2000 (a dokładniej jej lokalizacja). Pierwsza – to sprawa wycinki Puszczy prowadzona na mocy niefortunnej umowy podpisanej przez rząd z angielska firmą, zablokowana właśnie przez Loreta i Lasy, a druga, to fakt, iż gros terenów naturowych, a więc cennych, znajduje się na terenie Lasów. A to raczej o czymś świadczy.
Jako że jestem z wykształcenia leśnikiem, pozwolę sobie na małą dygresję. Nie wierzę w misyjność Lasów Państwowych, w pełne szlachetności działania. Wszystko bowiem ma swoją cenę. Ale to w jaki sposób wygląda nasza przyroda jest zasługą leśników i osób z nimi współpracujących, także z pozarządowych organizacji.
A takie artykuły, zamiast pomagać w dialogu, tylko go niszczą. Zielono być musi. Ale nie w głowie.
* Autor jest leśnikiem, absolwentem Wydziału Leśnego SGGW w Warszawie, a także dziennikarzem związanym z prasą traktującą o tematyce leśnej.
fot. wiecejtlenu.pl
- Podyskutuj na






Komentarze
Chcesz skomentować?