Mazurski Park Narodowy znów poczeka
Styczeń 30, 2010
Utworzenie parku narodowego, obejmującego najcenniejszą przyrodniczo część Mazur, znów się oddala. Za parę lat może już nie być czego ratować.
W sierpniu zeszłego roku premier Donald Tusk i ówczesny minister środowiska, prof. Maciej Nowicki, otrzymali list, podpisany m.in. przez Wisławę Szymborską, Andrzeja Wajdę i Krzysztofa Pendereckiego. List z apelem o jak najszybsze utworzenie Mazurskiego Parku Narodowego. Ta inicjatywa zbiegła się z awansem Mazur do ścisłego finału międzynarodowego plebiscytu na światowe Cuda Natury. Prof. Nowicki zapowiedział wówczas, że jeszcze jesienią rozpocznie negocjacje z mazurskimi samorządowcami, by uzyskać ich zgodę na utworzenie parku. Podał się do dymisji, zanim te rozmowy się rozpoczęły.
W związku z tym, jak napisał olsztyński dodatek „Gazety Wyborczej”, poseł Sławomir Rybicki z PO złożył interpelację w tej sprawie. Janusz Zaleski, wiceminister środowiska i główny konserwator przyrody, odpowiedział mu, że Mazurski Park Narodowy powstanie dopiero po powiększeniu Białowieskiego Parku Narodowego. Bo właśnie Białowieski ma być testem czy negocjacje z samorządowcami o parku narodowym mają sens, czy nie.
Problem w tym, że rozmowy z lokalnymi władzami w sprawie Puszczy Białowieskiej okazały się niewypałem i objęcie jej w całości granicami parku narodowego może nigdy nie nastąpić. Oznacza to, że mazurski park powstanie w bliżej nieokreślonej przyszłości. To bardzo zła wiadomość. Mazury od lat są dewastowane. Przez spuszczanie ścieków – także z żaglówek – prosto do jezior, przez niszczenie trzcinowisk, zaśmiecanie, przez okładanie starych, mazurskich domów sidingiem. A przede wszystkim przez intensywną i chaotyczną zabudowę, której duża część powstaje na dziko i szpeci tutejszy krajobraz. Nie mówiąc już o tym, że utrudnia dostęp do jezior. Ileż to na Mazurach jest takich pięknych miejsc, gdzie nie można wejść, bo strzeże ich tabliczka: „Teren prywatny. Wstęp wzbroniony”. Dojdzie do tego, że wiele jezior – tak, jak na Pojezierzu Łęczyńsko-Włodawskim – zostanie tak szczelnie oblepionych przez płoty daczy i domków letniskowych, że dostęp do nich z lądu – wbrew prawu wodnemu – będą mieć w praktyce tylko właściciele tych posesji.
Jest jeszcze jedna rzecz warta ochrony: mazurskie lasy, jedne z najpiękniejszych w kraju.
Powstanie Mazurskiego Parku Narodowego jest planowane od lat 60., gdy pomysł ten rzucił prof. Władysław Szafer, najbardziej zasłużony dla ochrony przyrody naukowiec w Polsce. Najbardziej realne było to w latach 90., ale decyzję zablokował jeden z tutejszych leśników, strasząc miejscowych, że po utworzeniu parku będą żyć jak w skansenie.
Podobne argumenty padają i dziś. Tamtejsi samorządowcy twierdzą, że mają biedę i bezrobocie, a ta bieda będzie jeszcze większa po utworzeniu parku narodowego. Zamiast na park liczą na wielkich prywatnych inwestorów, którzy zaleją Mazury betonem.
Nie tędy droga, panowie. Mazury mogłyby być naszym hitem eksportowym, bo na tej szerokości geograficznej w Europie nie ma drugiego tak dużego i tak malowniczego pojezierza. Ale po zalaniu go betonem przestanie ono być atrakcyjne, upodabniając się do zniszczonych przez przemysł turystyczny hiszpańskich wybrzeży Morza Śródziemnego. Tylko park narodowy mógłby zmienić tę kolej rzeczy.
Mazury są własnością nas wszystkich, a nie jedynie autochtonów. Więc dlaczego tylko oni mają decydować o ich losie, skoro to ważna część całego naszego dziedzictwa przyrodniczego i kulturowego? Dlatego, że wrzucają swój głos do urny?
Jacek Mariusz Krzemiński
źródła: własne, Gazeta Olsztyn
- Podyskutuj na













Komentarze
Chcesz skomentować?