Top

Polityka wygrała z ekologicznym rozsądkiem

Styczeń 27, 2010

Rząd wycofał się właśnie z nałożenia obowiązkowej opłaty na rozdawane w sklepach torebki foliowe. To błąd.

Opłata, która wahałaby się od 15 do 40 gr za sztukę, miała służyć zmniejszeniu zużyciu torebek foliowych, używanych do pakowania zakupów w sklepach. Dzięki niej żaden sprzedawca nie mógłby już ich dawać swoim klientom za darmo. Ekotaksa miała być bowiem przerzucona właśnie na kupujących. Wpływy z niej resort ochrony środowiska planował przeznaczyć na uporządkowanie gospodarki odpadami i edukację ekologiczną.

Pomysł gorąco popierał były minister środowiska, prof. Maciej Nowicki. Ale sprzeciwili mu się bardzo, a jakże, producenci torebek. Nie spodobał się on także ministrowi Michałowi Boniemu i premierowi Donaldowi Tuskowi. Ten pierwszy miał powiedzieć, że torebki przecież świetnie nadają się do spalarni. A drugi, że nowa opłata uderzyłaby w przedsiębiorców, wprowadziłaby nowe bariery biurokratyczne i mogłaby doprowadzić do wzrostu cen i usług oraz kosztów utrzymania rodzin.

Jak widać, gdy to się politycznie opłaca, w premierze wciąż gotowa jest odezwać się dusza liberała.

Z politycznego punktu widzenia obaj panowie zapewne mają rację – bardziej opłaca się uwalić myto na torebki niż go bronić. W jego obronie przecież nikt nie wyjdzie na ulice. A gdyby ktoś, na przykład, powiedział, że przez te nieszczęsne foliówki płacimy więcej za paliwo (bo wytwarza się je z ropy, i to na taką skalę, że mają one niemały wpływ na cenę tego surowca), mało kto chciałby go słuchać. Taki mamy ton debaty publicznej w Polsce, że ekologię łatwiej wyśmiać niż potraktować ją poważnie.

Ale problem pozostanie. Polacy używają foliówek bez opamiętania. Szacuje się, że rocznie zużywają ich co najmniej miliard, z czego do recyklingu trafia tylko 4-5 proc. Reszta ląduje na wysypiskach (gdzie rozkłada się 300-400 lat), „ozdabia” chodniki, lasy, parki i drzewa. To chyba najbardziej powszechny śmieć „występujący w przyrodzie”. Niektóre zwierzęta połykają torebki, myląc je z pożywieniem, i giną.

Ministerstwo, informując o swej decyzji, uspokaja, że przecież już samo ogłoszenie pomysłu nowej ekotaksy skłoniło wiele sklepów do wprowadzenia odpłatności za foliówki. Więc „rynek sam uregulował nasze postępowanie”, a „torby wielokrotnego użycia stały się powszechne”. Wzorcowy, urzędowy optymizm.

A tymczasem rzeczywistość skrzeczy. Duża część sklepów do dziś nie wprowadziła odpłatności za torebki, inne najpierw kazały sobie płacić za foliówki, ale po gniewnych reakcjach części klientów, chyłkiem się z tego wycofały. A przecież w Polsce właśnie na takie małe pozasieciowe sklepy przypada wciąż większość obrotów handlu detalicznego artykułami spożywczymi.

Torby wielokrotnego użytku? Owszem, przez jakiś czas robiły furorę, ale była to, niestety, tylko chwilowa moda. Gdy dziś robię zakupy w sklepach spożywczych na moim osiedlu, już mało kto takie torby przy kasie wyjmuje.

Nie twierdzę, że myto na foliówki to idealne rozwiązanie. Jednak gdy zasypują nas śmieci, każdy pomysł na zmniejszenie ich ilości jest dobry. Lepszego w przypadku torebek foliowych na razie nie było.

Z okazji nowego roku życzę premierowi Tuskowi, by czasem wziął przykład z powszechnie krytykowanych urzędników z Komisji Europejskiej. Nie oglądając się na liczne sprzeciwy doprowadzili do tego, że ze sprzedaży wycofywane są tradycyjne żarówki, rekordzistki świata w marnotrawstwie energii (tylko 5 proc. pobieranego przez nie prądu jest zamieniane na światło). Udowodnili w ten sposób, że im chodzi o coś więcej niż tylko o kolejną kadencję.

Jacek Mariusz Krzemiński

Podyskutuj na

Komentarze

Chcesz skomentować?





*

Anti-Spam Protection by WP-SpamFree

Bottom