Błędy Polski w negocjacjach klimatycznych
Styczeń 20, 2010
Polski rząd zrobił błąd skupiając się w negocjacjach klimatycznych z UE przed szczytem w Kopenhadze na wywalczeniu dla Polski jak największego darmowego limitu emisji CO2. Władze Unii Europejskiej mogą teraz śmiało mówić, że musimy dać sobie spokój z węglem, czyli jedynym konwencjonalnym surowcem energetycznym, którego w Polsce mamy pod dostatkiem.
- W dłuższej perspektywie Unia Europejska musi zrezygnować z węgla jako surowca energetycznego – stwierdziła w zeszły piątek w Parlamencie Europejskim kandydatka na unijną komisarz ds. klimatu Connie Hedegaard. Tym samym powiedziała głośno to, co unijni urzędnicy mówili i mówią nieoficjalnie – także podczas negocjacji z polskim rządem – od miesięcy. „Węgiel jest brudny, przy jego spalaniu wydziela się zbyt dużo CO2, więc trzeba przejść na czystsze, mniej emisyjne źródła energii” – sugerowali naszym negocjatorom.
Sęk w tym, że w naszym kraju ponad 90 proc. prądu wciąż wytwarza się, spalając węgiel. Nic dziwnego, Polska ma przecież jedne z największych złóż węgla brunatnego na świecie, a węgla kamiennego wystarczy nam na co najmniej 100 lat. Rezygnując z tego surowca będziemy bardziej niż dziś zależni od krajów takich jak Rosja. Tymczasem przyjęta już unijna polityka energetyczno-klimatyczna do 2020 r. dyskryminuje węgiel jako źródło energii narzucając ograniczenia emisji CO2 głównie na elektrownie węglowe, co doprowadzi z pewnością do dużych podwyżek cen prądu w Polsce.
Unia dyskryminuje węgiel zdecydowanie bardziej niż ropę, przy której spalaniu wydziela się równie dużo CO2, a auta są dziś w UE większym źródłem zanieczyszczenia powietrza niż elektrownie węglowe (bo w nich łatwiej wychwycić trujące gazy). Zjednoczona Europa prowadzi taką politykę, bo kraje zachodnioeuropejskie są bardziej uzależnione od ropy niż od węgla.
Nową politykę klimatyczną przyjęto za przyzwoleniem polskiego rządu, który skupił się na tym, żeby wywalczyć dla naszego kraju jak największy darmowy limit emisji CO2. Jednak nasze priorytety powinny wyglądać inaczej. Bo problem nie polega na tym, że produkujemy energię z węgla, ale że za dużo jej zużywamy. Uderzanie w elektrownie węglowe to nie jest najlepszy sposób na ograniczenie emisji gazów cieplarnianych.
Mam lepszy pomysł niż Unia na ograniczenie emisji CO2 w Polsce: postawmy po prostu na energooszczędne budownictwo. Bo ogrzewając budynki emituje się więcej C02 niż wysyłają jej do atmosfery elektrownie węglowe. To budynki są „odpowiedzialne” za ponad jedną trzecią emisji CO2 w Unii Europejskiej. Wynika to głównie z tego, że zużywają o wiele za dużo energii, niż powinny. Postawmy też na zalesianie nieużytków i leżących odłogiem gruntów o najsłabszych glebach, których mamy parę milionów hektarów. Drzewa pochłaniają CO2. Tym sposobem nie ucierpi polska gospodarka i pokażemy światu, że ograniczanie emisji CO2 nie musi oznaczać wyrzeczeń, przeciwnie – może pobudzać inwestycje i innowacyjność.
Niestety, polski rząd nie postawił sprawy w ten sposób, ale nie jest jeszcze za późno! Sprawa biopaliw, którymi Komisja Europejska najpierw się zachwyciła, a potem nabrała do nich dystansu, pokazuje, że władze UE potrafią być elastyczne i zmieniać przyjęte wcześniej rozwiązania.
Apeluję więc do premiera Donalda Tuska: „Czas walczyć bardziej racjonalnie!”
Jacek Mariusz Krzemiński






Komentarze
Chcesz skomentować?