Top

Polemika – blokowanie budowy A2

Styczeń 13, 2010

a2-zwierzetaPod moim artykułem „Blokowanie A2 to ekologiczny sabotaż” ukazały się dwa krytyczne komentarze działaczy Zielonego Mazowsza. Na tyle ostre i – według mnie – nieuzasadnione, że postanowiłem się do nich szerzej odnieść.

Zacznę od dwóch drobiazgów, ale dość wymownych. Pan Wojciech pisze: ” …drogowcy szukali tylko pretekstu, aby zlikwidować na tej trasie choćby cenne zabytki (np. Ogrody Hoozera pod Pruszkowem) tylko po to by droga powstała. I udało im się… na razie”.

Tym ostatnim zdaniem sugeruje on, że Zielone Mazowsze traktuje tę sprawę ambicjonalnie, w kategoriach pojedynku z drogowcami i będzie dalej próbowało blokować tę inwestycję. Tak, jakby chciało dowieść w ten sposób swojej nieugiętości. Ale przed kim? Przed sobą? Bo przecież społecznego poklasku takim postępowaniem w tej sprawie nie zyska. Z badan opinii publicznej wynika, że dla Polaków zbudowanie sieci autostrad to jedna z najważniejszych spraw, jakimi powinien zajmować się rząd. Zaś bez tego poklasku organizacje ekologiczne nie będą skuteczne, bo politycy nie będą brać ich opinii poważnie.

Blokując ważne społecznie inwestycje z dość błahych powodów organizacje te robią ochronie środowiska niedźwiedzią przysługę, tzw. czarny PR, zniechęcając społeczeństwo do ekologii i ekologów. W tym sensie blokowanie A2 jest ekologicznym sabotażem.

Drugi „drobiazg”: Ogrody Hosera, a nie Hoozera, jak napisał Pan Wojciech. Ten błąd pozwala mi przypuszczać, że mój polemista niewiele o tych ogrodach wie, skoro nie zna nawet pisowni nazwiska ich słynnego założyciela. Ale do rzeczy. Owe Ogrody nie zostaną zlikwidowane, jak pisze Pan Wojciech. Zniknie tylko ich dziesiąta część. To jednak zasadnicza różnica. Pan Wojciech twierdzi arbitralnie, że to cenny zabytek. Na jakiej podstawie?

Przecież Ogrody Hosera zostały za PRL tak zdewastowane, że są tylko cieniem swej dawnej świetności. Zgodzę się jednak, że każdy zabytek jest cenny, ale z drugiej strony nie da się tak budować dróg, by wszystkie zabytki ominąć. Gdyby A2 wytyczono inaczej, pewnie kolidowałaby z  innym zabytkiem. Tak samo nie da się, budując takie trasy, ominąć wszystkich siedlisk fauny – to dlatego buduje się kładki i podziemne przejścia, by zwierzęta mogły dalej bez przeszkód migrować.

To dlatego władze UE dopuszczają budowę dużych dróg przez tereny chronione NATURA 2000 (europejska sieć chronionych obszarów przyrodniczych), ale pod rygorem spełnienia pewnych warunków.

Drogowcy musieli A2 jakoś wytyczyć, a do każdego możliwego wariantu tej trasy można byłoby się przyczepić. Całe szczęście, że A2 na tym akurat odcinku nie przecina wyjątkowych przyrodniczo terenów. I zamiast się z tego cieszyć, paru ekologów próbuje tę inwestycję blokować. W imię czego? Moim zdaniem w imię założenia, że każda duża inwestycja drogowa jest zła, bo każda negatywnie wpływa na środowisko. Tu dochodzimy do tzw. syndromu nimby (od NIMB – not in my backyard – nie na moim podwórku). Ten syndrom to przekleństwo wszystkich chcących zbudować coś, co może choć trochę przeszkadzać sąsiadom. Bo jedynymi sojusznikami ekologów w blokowaniu budowy ważnych dróg są zazwyczaj mieszkańcy sąsiadujących z nimi domów.

Panowie z Zielonego Mazowsza próbując kreować się na obrońców interesu publicznego, za coś w rodzaju samozwańczego NIK. Do mnie to nie trafia.

Rozumiem drogowców, którzy nie chcieli czekać z przetargiem na wykonawcę do momentu uprawomocnienia się decyzji środowiskowej. Bo ten dokument – znamy praktykę polskich sądów i skłonność Polaków do protestów – mógł się uprawomocniać latami.

A2-autostradaWarto przypomnieć odwiedzającym portal „Więcej tlenu”, że decyzja środowiskowa była w tym przypadku właściwie formalnością, bo przebieg tej trasy jest znany od lat i był uzgadniany na dziesiątkach szczebli różnych ważnych urzędów.

Do tego jeszcze trzeba dodać, że budowa A2 już jest opóźniona o całe lata. Ma być opóźniona jeszcze bardziej? Przypomnę, że A2 to część najważniejszego, europejskiego korytarza transportowego: z Paryża i Londynu do Berlina, Warszawy i Moskwy.

Brak A2 to polski wstyd, dowód naszego zacofania cywilizacyjnego. I pośrednia przyczyna barbarzyństwa ekologicznego, w jakim jeszcze Polska tkwi. Jak mawiają ekonomiści, drogi to krwiobieg każdej rozwiniętej gospodarki. Jeśli są złe, jeśli krajowi brakuje sieci autostrad i dróg ekspresowych, kuleje cała gospodarka. A gdy ona kuleje, kraj pozostaje biedny. Biedny kraj nie dba o ekologię, twierdząc, że ma bardziej elementarne potrzeby do zaspokojenia.

Pan Wojciech pisze, że przecież w Berlinie obwodnica przebiega 20 km od miasta. Tak przebiega tylko jedna z obwodnic stolicy Niemiec. Druga, południowa obwodnica, w ciągu autostrady E26, jest oddalona od śródmieścia o… kilka kilometrów.

Pan Wojciech twierdzi, że to nie autostrady są przyczyną ograniczenia liczby wypadków, ale budowanie „bezpiecznych dróg” z uspokojeniem ruchu i innego typu rozwiązaniami, które zmuszają kierowców do bezpiecznych zachowań na drodze. Czyżby? Prawda w tym przypadku jest prosta jak konstrukcja cepa. Bardzo duża część wypadków z ofiarami śmiertelnymi w Polsce to zderzenia czołowe na wąskich, zatłoczonych, jednojezdniowych drogach, na których bardzo trudno się wyprzedza. Takie wypadki na autostradach, z jednokierunkowymi jezdniami, właściwie nie mogą się zdarzyć.

W Niemczech można bezpiecznie jeździć nie dzięki „bezpiecznym drogom”, ale dzięki bardzo rozbudowanej sieci szerokich, wielopasmowych autostrad.

Pan Wojciech nazywa mitem moją opinię, że „na autostradzie łatwiej o płynną, ekologiczną (małe zużycie paliwa!) jazdę”. Pisze, że przy prędkościach powyżej 90 km/h zużycie paliwa rośnie szybciej, niż spada przy płynnej jeździe z prędkościami poniżej 90 km/h. To znaczy, że zużycie przy płynnej jeździe poniżej 90 km/h spada wolniej niż rośnie przy prędkości powyżej 90 km/h? Dobrze, nie będę już łapał za słówka, ale proszę ostrożnie z tymi mitami. Ja wiem, że działacze Zielonego Mazowsza wolą rowery niż auta. To mnie cieszy!

Ale wsiądźcie Państwo za kółko choć raz i sprawdźcie sami – moje auto spala najmniej, gdy jadę długo ze stałą prędkością. Nieważne, czy poniżej, czy lekko powyżej 90 km/h. Zasady numer 1 ekojazdy – jechać na możliwie najwyższym biegu – da się przestrzegać tylko przy sporych prędkościach.

Na koniec mam prośbę do Pana Marcina Jackowskiego. Pisze Pan, że mój tekst jest płytki, wręcz prostacki, że powiela stereotypy i bezpodstawne oskarżenia. Proszę o argumenty zamiast epitetów.

Jacek Mariusz Krzemiński

fot. www.autostrada-a2.pl

Komentarze

Chcesz skomentować?





*

Anti-Spam Protection by WP-SpamFree

Bottom