Top

Nieróżowa przyszłość zielonych technologii

Lipiec 9, 2009

wiatraki-300.jpgInwestycje w zielone technologie w krajach trzeciego świata stoją pod znakiem zapytania. Dzisiaj nie opłaca się budowa choćby względnie tanich turbin wiatrowych na końcu świata, bo o wiele łatwiej brakujące uprawnienia do emisji można kupić na giełdzie. Rynek projektów redukcyjnych, z którym jeszcze niedawno wiązano wielkie nadzieje, nie będzie się rozwijał w przewidywanym tempie.

Przez ostatnie 20 miesięcy pracowałem w międzynarodowym zespole zajmującym się mechanizmem czystego rozwoju w ramach działu strategii energetyczno-klimatycznych. Dla większości czytelników brzmi to co najmniej zagadkowo, dlatego pokrótce postaram się wyjaśnić na czym polega ów mechanizm, a także jemu podobne projekty.

Powszechnie wiadomo, że aby zahamować tempo zmian klimatycznych należy znacząco ograniczyć emisje gazów cieplarnianych w skali globalnej. Jest to trudne zadanie – zwłaszcza dla krajów rozwijających się. Chiny i Indie są zainteresowane przede wszystkim szybkim rozwojem i troska o klimat z pewnością nie jest i nie będzie dla nich priorytetem. Tymczasem w 1997 roku w Protokole z Kioto ustanowione zostały procentowe cele redukcyjne do 2012 roku dla krajów rozwiniętych. By ułatwić redukcję emisji i obniżyć jej koszty, a także by promować odnawialne źródła energii i zasady zrównoważonego rozwoju, wprowadzone zostały trzy mechanizmy: międzynarodowy handel uprawnieniami do emisji, projekty wspólnych wdrożeń oraz mechanizm czystego rozwoju.

To właśnie ostatni z nich, CDM (Clean Development Mechanizm) pozwala krajom rozwiniętym, a w rzeczywistości firmom lub instytucjom finansowym z tych krajów, inwestować w nowoczesne i zielone technologie w krajach rozwijających się. W teorii korzyści z takiego rozwiązania mają być obopólne. Zyskać mają kraje przyjmujące inwestycje, jak i inwestujący. Firmy redukujące emisje szkodliwych gazów w zamian otrzymują bowiem specjalne certyfikowane jednostki CER (Certified Emission Reductions), dzięki którym mogą wywiązywać się m.in. ze zobowiązań wobec Protokołu z Kioto czy Wspólnotowego Systemu Handlu Emisjami (EU ETS – European Union Emission Trading Scheme), i na handlu którymi mogą dodatkowo nieźle zarobić. Takie rozwiązanie pozwala na obniżenie nie tylko wielkości emisji, ale przede wszystkim kosztów takiej redukcji, ponieważ w krajach rozwiniętych przedsięwzięcia tego typu kosztują znacznie więcej niż ich realizacja w biedniejszych rejonach świata.

Od momentu startu CDM opracowanych zostało ponad 4,800 projektów tego typu. Blisko 3,000 z nich jest na różnych etapach walidacji. Całkowity potencjał redukcji emisji wszystkich projektów CDM wynosi ponad 630 mln ton ekwiwalentu CO2 rocznie. Dla porównania Polska w 2006 roku wyemitowała 330 mln ton. Widać zatem, że realizacja projektów może skutkować znacznym zmniejszeniem emisji gazów cieplarnianych w skali globalnej.

holcim.jpgOsobiście miałem okazję pracować nad projektami realizowanymi m.in. w Turcji i na Karaibach (farmy wiatrowe), Indiach (projekt wymiany lamp naftowych na zestawy energooszczędnych żarówek zasilanych panelami słonecznymi), Hondurasie (energetyczne wykorzystanie biogazu produkowanego ze ścieków powstających przy produkcji oleju palmowego), oraz w Ekwadorze (zmniejszenie energochłonności procesu produkcji cementu).

Większość projektów, nad którymi pracowałem jest wciąż w trakcie realizacji, co oznacza, że nie mogę ich w pełni ocenić. Z tego co wiem, jedynie projekt w Turcji, tj. Dares Datça już generuje energię elektryczną. Jednak, jeśli wszystkie założenia projektów zostaną wprowadzone w życie i projekty będą redukował emisje, to niewątpliwie można będzie uznać je za sukces.

Z moich obserwacji wynika, że mechanizm czystego rozwoju przyczynił się w znacznym stopniu do rozpowszechnienia nowoczesnych technologii, przede wszystkim w krajach rozwijających się, gdzie środowisko naturalne i racjonalne korzystanie z zasobów bardzo często przegrywa z rosnącymi gospodarkami tych państw. Dodatkowo, umożliwienie wykorzystania jednostek redukcyjnych we Wspólnotowym Systemie Handlu Emisjami zachęciło przedsiębiorstwa w nim uczestniczące do działań redukujących emisje. Dzięki temu, CDM udowodnił, że jest skuteczny w walce z globalnym ociepleniem.

Rzecz jasna nie jest to narzędzie idealne. Najwięcej krytyki spada na kompleksowość projektów CDM, zwłaszcza na czas jaki jest konieczny do zarejestrowania projektu, a także koszty z tym związane. Ponadto, rezultaty walidacji i weryfikacji projektów, pomimo istniejących wytycznych, bardzo często różnią się w zależności od rodzaju projektu, kraju w którym jest realizowany, a przede wszystkim od akredytowanej jednostki weryfikacyjnej. Kilka razy spotkałem się z kwestionowaniem zapisów, które w zbliżonych przypadkach były akceptowane przez innego weryfikatora. Kontrowersje stwarza tzw. additionality test, który powinien wykazać m.in. czy dany projekt faktycznie niesie ze sobą innowacyjną dla danego kraju technologię. Taka ocena bardzo często jest subiektywna i w dodatku sprzeczna ze stanem faktycznym.

Dlatego nie jest pewne czy ten mechanizm będzie nadal funkcjonował po 2012 roku, kiedy skończy się okres obowiązywania Protokołu z Kioto. Najbardziej prawdopodobne jest, że przetrwa w nieco zmienionej, ulepszonej formie. Pewne jest jedynie to, że przyszłość projektów CDM, a przede wszystkim globalnej polityki walki ze zmianami klimatycznymi, rozstrzygnie się w grudniu tego roku, na konferencji klimatycznej w Kopenhadze. Po tym terminie zobaczymy, czy dalsza walka z globalnym ociepleniem przy pomocy mechanizmu CDM będzie możliwa.

W obecnych czasach, gdy tematem numer jeden na całym świecie jest kryzys, firmy wszędzie szukają oszczędności. Dlatego moim zdaniem w najbliższych latach wydatki na ochronę środowiska będą raczej zmniejszane, a kosztowne i dające zysk w dalszej perspektywie projekty CDM będą realizowane w dużo mniejszej skali niż jeszcze parę miesięcy temu. Potencjalni inwestorzy mają i będą mieli problemy z uzyskaniem kredytów dla tego typu inwestycji, nawet w sytuacji, gdy jako zabezpieczenie brane są generowane przez projekt jednostki redukcyjne. I choć popyt na nie nadal będzie się utrzymywał, to można przewidywać, że rynek CDM nie będzie tak atrakcyjny jak kiedyś.

W przypadku Polski działania na rzecz ochrony klimatu można określić jako niespójne i mało perspektywiczne. Wprawdzie nasz kraj ma to „szczęście”, że 6 proc. cel redukcyjny nałożony przez Protokół z Kioto wypełniony został u nas jeszcze zanim w życie weszły międzynarodowe porozumienia na rzecz ochrony klimatu, ale właśnie z tego powodu rządzący najwyraźniej uważają, że dzięki znacznej nadwyżce uprawnień do emisji, mogą sobie pozwolić na bezczynność w kwestii dalszego ograniczania emisji i promowania odnawialnych źródeł energii.

Pod koniec zeszłego roku podano do wiadomości, że podpisana została z Japonią wstępna umowa o sprzedaży uprawnień do emisji w ramach Protokołu z Kioto, jednak do dziś nie słychać kiedy i czy faktycznie dojdzie do zapowiadanej transakcji. Ministerstwo Środowiska chwali się, że możemy sprzedawać uprawnienia wielu krajom, ale póki co nic takiego nie nastąpiło. Mechanizm Green Investment Scheme, który pozwoliłby na wykorzystanie pieniędzy uzyskanych ze sprzedaży uprawnień m.in. na odnawialne źródła energii w Polsce z tego powodu po prostu nie działa. Być może ustawa o zarządzaniu emisjami gazów cieplarnianych coś zmieni, jednak – znając życie – niekoniecznie będzie tak różowo, jak zapowiada Ministerstwo.

eecopalsa-300.jpgPolskie przedsiębiorstwa (choć z wyjątkami), zwłaszcza te uczestniczące we Wspólnotowym Systemie Handlu Emisjami, odkładają modernizację bądź inne działania zmniejszające emisje na niewiadomą przyszłość i zastanawiają się tylko jak i z czego pokryć niedobór uprawnień w obecnym okresie rozliczeniowym. Teraz w tej kwestii mogą mieć jeszcze względny spokój, ale za kilka lat będą w poważnych kłopotach. W 2012 roku dla sektora energetycznego zaczną bowiem obowiązywać zasady kupna uprawnień do emisji na aukcji. Wprawdzie polskim politykom udało się wynegocjować okres przejściowy i stopniowe zmniejszanie puli darmowych uprawnień, ale to ani trochę nie pomoże polskiej energetyce, która już od dawna wymaga gruntownej przebudowy.

Pomimo brakujących uprawnień, potencjalni beneficjenci projektów redukcyjnych, (np. elektrownie i duże zakłady przemysłowe) nie są zainteresowani realizacją takich projektów i dlatego w mojej ocenie ich rynek w Polsce jest praktycznie martwy. Nie wierzę też, że przez te kilka najbliższych lat wszyscy pójdą po rozum do głowy i na potęgę zaczną się inwestycje w odnawialne źródła energii. Ich udział wprawdzie musi rosnąć, aby wypełnione zostały zobowiązania unijne, jednakże przy obecnych procedurach utrudniających na przykład budowę elektrowni wiatrowych i ich przyłączaniu do sieci, a także silnemu lobby przedstawicieli konwencjonalnej energetyki, szanse na zobaczenie w Polsce lasu wiatraków są właściwie zerowe.

Ratunkiem może być jedynie znacząca reforma mechanizmów wywodzących się z Protokołu z Kioto. Według ekspertów CDM przetrwa po 2012 roku, ale na pewno w zmienionej formie, podobnie jak mechanizm wspólnych wdrożeń (Joint Implementation). Dużo się mówi o włączeniu do CDM energetyki jądrowej oraz CCS (Carbon Capture & Storage), czyli składowania CO2 pod powierzchnią ziemi. Jednak w mojej ocenie nie powinny być one brane pod uwagę. Choć popieram budowę nowych elektrowni atomowych (także w Polsce), poważnym problemem są jak zawsze odpady promieniotwórcze, których składowanie oraz transport wywołuje wiele protestów. Dlatego uważam, że włączenie tej kategorii do CDM spowoduje pogorszenie dobrej opinii, jaką ten mechanizm do tej pory sobie wyrobił.

Co do technologii składowania ditlenku węgla pod ziemią (CCS), to uważam ją za coś, co absolutnie nie powinno być nagradzane jako działania proekologiczne. Takie rozwiązanie, to po prostu zamiatanie problemu pod dywan, a dokładniej wdmuchiwanie pod ziemię. Powszechnie wiadomo, że działania prewencyjne są bardziej opłacalne niż usuwanie skutków emisji.

Ważniejsze od upychania szkodliwych gazów pod ziemią wydają się zmiany proceduralne obydwu mechanizmów, przede wszystkim uproszczenie procesu realizacji i weryfikacji, a także rozszerzenie ich zasięgu na zasadzie projektów sektorowych i programowych. Obecna formuła oceny każdego projektu z osobna jest długotrwała i kosztowna, jak również nieobiektywna.

W obecnej sytuacji gospodarczej inwestycje w energetykę odnawialną mają być stymulantem wzrostu gospodarczego i nowych miejsc pracy (tak m.in. widzi to prezydent Obama). Być może w Ameryce to się uda, ale patrząc z poziomu przedsiębiorstw wydatki na ochronę środowiska będą raczej zmniejszane, aby szukać oszczędności. Z tego względu rynek projektów redukcyjnych nie będzie się rozwijał tak jak to było przewidywane jeszcze rok temu. Ale obym się mylił.

Janusz Mizerny
www.green-projects.pl

Zdjęcia:
1. cementownia Holcim w Ekwadorze
2. projekt Eecopalsa w Hondurasie

Komentarze

2 komentarze do tekstu: “Nieróżowa przyszłość zielonych technologii”

  1. Marek on Sierpień 19th, 2009 6:05 pm

    Art w  większości skopiowany z kilku innych?

  2. XYZ on Wrzesień 24th, 2009 10:40 pm

    A skąd takie przypuszczenia? Jakieś dowody?

Chcesz skomentować?





*

Anti-Spam Protection by WP-SpamFree

Bottom