Japonia kontra „terroryści”
Luty 19, 2009
Od ponad dwóch miesięcy na wodach Antarktyki toczy się nietypowa bitwa morska. Jej aktorami są japońska flota rybacka i statek Steve Irwin ekologicznej organizacji Morski Pasterz. Stawką tego konfliktu jest życie kilkuset wielorybów. Z relacji medialnych wynika, że obie strony nie przebierają w środkach i wzajemnych oskarżeniach. Na razie z kilku potyczek zwycięsko wychodził wolniejszy i mniej zwrotny Steve Irwin, którego załoga na tyle skutecznie uprzykrzała wrogom życie, że ci zdołali zabić o wiele mniej wielkich ssaków, niż planowali. Wojnę propagandową jak na razie wygrywa jednak rząd Japonii, stojący murem za swoimi wielorybnikami. W światowych mediach pojawiły się informacje, że ekolodzy spod znaku Sea Shepard (Morski Pasterz) obrzucili japońskie jednostki butelkami ze żrącym kwasem, powodując pożar na jednym statku, a jeszcze inny umyślnie staranowali, narażając całą załogę na śmierć.
Rząd w Tokio konsekwentnie nazywa załogę Steve’a Irwina eko-terrorystami i z dużym powodzeniem forsuję tę terminologię w światowych mediach. Echa kampanii dyskredytującej aktywistów Sea Sheparda można łatwo znaleźć także i w polskiej prasie. Na przykład „Dziennik” przekonywał niedawno swoich czytelników, że „Radykalni ekolodzy z organizacji Morski Pasterz specjalizują się w… zatapianiu statków wielorybniczych”. Aż skóra cierpnie na plecach. Jednak zanim da się wiarę podobnym rewelacjom, warto najpierw poznać kilka faktów.
Od 1986 roku obowiązuje ogólnoświatowy zakaz polowania na walenie. Międzynarodowa Komisja Wielorybnicza pozwala na połów wielorybów jedynie do celów naukowych. Korzystając z tego zapisu Japończycy zabijają rocznie około tysiąca tych zwierząt. Dla nikogo nie ulega wątpliwości, że ich mięso w celach „naukowych” trafia prosto do tokijskich restauracji. Tymczasem statystyki są zatrważające. Na przykład liczebność płetwali błękitnych – pomimo ponad 40 lat ścisłej ochrony akurat tego gatunku – wynosi zaledwie 1 proc. populacji sprzed czasów masowego wielorybnictwa. Japończykom nie przeszkadza to nadal na nie polować, tak samo jak na zagrożone wyginięciem finwale i humbaki. Czy to jednak usprawiedliwia „terrorystyczne” działania ekologów?
Otóż, kiedy na poważnie prześledzić przebieg morskiego konfliktu Japonia kontra „eko-terroryści”, okazuje się, że ma on zgoła inny przebieg, niż ten prezentowany w większości mediów. Załogi japońskich kutrów zarzuciły ekologom, że ci obrzucili ich jednostki butelkami ze żrącym kwasem. W rzeczywistości w butelkach był kwas masłowy. Owszem potwornie śmierdzący zjełczałym masłem, ale żrący mniej niż sok z cytryny. Jakoś bardzo trudno sobie wyobrazić, żeby taka smrodliwa bomba, mogła spowodować pożar na dużym kutrze rybackim. Prawda jest taka, że w wyniku „ataku” ekologów nie ucierpiał żaden japoński rybak. Za to obrażeń doznało dwóch członków załogi Steve’a Irwina, po tym jak wielorybnicy użyli przeciwko nim rac, armatek wodnych i petard hukowych.
Do rozstrzygnięcia pozostaje jeszcze kwestia umyślnego taranowania japońskich jednostek. Sprawa jest poważna. W końcu jak donosi „Dziennik” ekolodzy Morskiego Pasterza specjalizują się przecież w zatapianiu kutrów wielorybniczych. Aktywiści Sea Shepard w odpowiedzi przyznają, że kiedy ich statek próbował aktywnie przeszkadzać Japończykom w połowie, doszło do kilku kolizji. Zdaniem ekologów były one jednak zupełnie niegroźne, a w ich wyniku nie ucierpiała żadna jednostka, ani żaden człowiek.
Oczywiście rodzi się pytanie, dlaczego mielibyśmy uwierzyć akurat w tą wersję wydarzeń. Otóż, być może dlatego, że każda minuta akcji Morskiego Pasterza jest nagrywana, a wkrótce telewizja Animal Planet wyemituje film dokumentalny poświęcony zmaganiom Steve’a Irwina z japońskimi wielorybnikami. Wtedy każdy będzie mógł na własną rękę wyrobić sobie zdanie o tym, w czym dokładnie specjalizuje się każda ze stron tego konfliktu.
Na razie rząd w Tokio zapowiada, że każdy, kto spróbuje przeszkadzać w połowie wielorybów, będzie w ich kraju traktowany jako terrorysta i w przypadku pojmania oskarżony o działanie na szkodę japońskiego państwa. Kapitanowie kutrów dostali nawet polecenie schwytania ekologów, przeszkadzającym im w połowie. Japończycy wynajęli też agencje public relations, których zadaniem jest przekonanie mediów, że wielorybnicy są narażeni na śmiertelnie groźne ataki eko-terrorystów. Niestety wiele wskazuje na to, że ta wojenna propaganda przynosi zakładane rezultaty. Państwo, które stosuje ekologiczny terroryzm wobec zagrożonych wyginięciem zwierząt, skutecznie przypina łatkę terrorystów tym, którzy stają w ich obronie.
Morska bitwa o wieloryby jeszcze się nie zakończyła i wkrótce z pewnością usłyszymy o kolejnych jej odsłonach. Niezależnie od tego, jak będą ją relacjonowały polskie media, warto pamiętać, że nie zawsze rację ma ten, kto głośniej krzyczy.
Arkadiusz Bartosiak
zdjęcia: Greenpeace












[...] Zespół Międzynarodowej Komisji Wielorybnictwa (IWC) przedstawił wstępną propozycję powrotu do komercyjnych połowów wielorybów. O dramatycznej w alce w obronie tych ssaków pisaliśmy już dwukrotnie – tu i tu. [...]
ma nadzieje ze japonczycy nie złapiom pola watsona i japonia zakonczy nielegalne połowy wielorybów