Top

Woda zatopi nasze portfele

Wrzesień 16, 2008

Za kilka lat możemy płacić za wodę i odbiór ścieków kilka razy więcej niż dziś – alarmuje Izba Gospodarcza Wodociągi Polskie. Niestety, to bardzo prawdopodobne zagrożenie. Winę w dużej mierze ponosi rząd.

wisla.jpgWstępując do Unii Europejskiej, Polska zobowiązała się, że nasze miasta przestaną spuszczać nie oczyszczone ścieki do rzek i jezior. Dziś ten proceder jest u nas aż tak powszechny, że brudne rzeki i zbiorniki wodne to główny problem ekologiczny naszego kraju. Nawet w stolicy połowa ścieków z domów i mieszkań trafia prosto do Wisły.

Zobowiązanie, o którym wspomniałem, oznacza, że do końca 2015 roku w każdej miejscowości powyżej 2 tys. mieszkańców muszą powstać oczyszczalnia ścieków i kanalizacja. Większe miasta mają na to jeszcze mniej czasu. Ośrodki zamieszkane przez co najmniej 100 tys. osób za dwa lata muszą mieć oczyszczalnie. Te powyżej 15 tys. „dusz” już do końca tego roku powinny mieć gotową sieć kanalizacyjną.

Takiemu zobowiązaniu i wynikłemu z niego planowi tylko przyklasnąć. Bo kto nie chciałby, żebyśmy mieli czyste rzeki? Problemem są pieniądze – potrzeba dziesiątków miliardów złotych. W realizacji zobowiązania miała pomóc UE. Sęk jednak w tym, że w najzasobniejszym, unijnym funduszu dla Polski (Program Operacyjny Infrastruktura i Środowisko – POIiŚ) rząd w ostatnich miesiącach znacznie okroił kwotę zarezerwowaną na inwestycje ekologiczne. Planowano, że z 28 mld euro, jakie są w tym programie na lata 2007-2013, połowa pójdzie na ekologię. Rząd, chcąc przyspieszyć budowę dróg, m.in. w związku z Euro 2012, zmienił jednak proporcje. Teraz pieniądze z POIiŚ mają w 70 proc. iść na drogi, a tylko reszta na inwestycje ekologiczne. To oznacza, że samorządy dostaną znacznie mniejsze dotacje niż się spodziewały. Opierając się na obietnicach rządowych liczyły na 50-70 proc. potrzebnych im kwot. Po cięciach, o których pisałem, oraz po podwyżkach cen usług i materiałów budowlanych dostaną tylko 25 proc. Będą więc musiały same pokrywać większość kosztów. Izba Gospodarcza Wodociągi Polskie wyliczyła, że samorządy w skali kraju będą musiały wyłożyć na ten cel 40 mld zł.

Wielu samorządów zwyczajnie nie będzie na to stać. Ale nie będą miały wyjścia! Bo jeśli nie zrealizują tych inwestycji, zapłacą gigantyczne kary. W przypadku Warszawy ma to być jednorazowo 1,5 mld zł, a potem po 100 mln zł rocznie. Żadna z – należących w ponad 90 proc. do gmin – firm wodociągowo-kanalizacyjnych nie wytrzyma takich obciążeń. Dlatego gminy będą budować oczyszczalnie i kanalizację, biorąc kredyty albo wypuszczając obligacje. Koszty ich spłaty przerzucą – jakżeby inaczej – na klientów, podwyższając cenę za wodę i odbiór ścieków. Wzrost opłat, jak ostrzegają wodociągowcy, będzie drastyczny. Zamiast 4-7 zł za metr sześcienny wody, jak płacimy dziś, możemy wybulić nawet 20 zł.

Jak do tego nie dopuścić? Sytuacja jest niełatwa, bo w myśl przepisów unijnych samorządy nie mogą na ten cel dostawać dotacji z budżetu państwa. Według regulacji UE koszty dostaw wody, odbioru i oczyszczania ścieków mają ponosić wyłącznie obywatele. Polska będzie więc pewnie starać się o więcej czasu na wywiązanie się z unijnych zobowiązań. Ale to się może nie udać, bo taką prolongatę terminów już dostaliśmy.
Najlepiej byłoby, żebyśmy się w założonym czasie zmieścili. Moim zdaniem jest kilka sposobów. Najsensowniejszy to przywrócić pierwotne proporcje podziału środków z Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko, czyli dać połowę na ekologię i połowę na drogi. Wiem, że budowa autostrad, tras ekspresowych i obwodnic jest bardzo ważna. Ale pieniędzy nie brakowałoby, gdyby rząd w całości przeznaczał na ten cel wpływy z akcyzy paliwowej i podatku drogowego, zawarte w cenie benzyny i oleju napędowego. Tak przecież miało być, gdy te podatki wprowadzano. Ale potem rząd doszedł do wniosku, że akcyza i podatek to świetne źródło kasy na łatanie budżetu i socjalne podarki dla elektoratu. W efekcie teraz nawet połowa tych pieniędzy nie idzie na budowę i modernizację dróg..

Inny sposób to tanie – i w części umarzane dzięki wsparciu państwa – kredyty na tego rodzaju inwestycje. Obydwa rozwiązania mogą zresztą świetnie się uzupełniać.
To naprawdę nie są gruszki na wierzbie, byle tylko do rządu dotarło, że na drogiej wodzie za parę lat spora część elektoratu naprawdę może popłynąć. A taka powódź podziała na wyobraźnię każdego polityka…

Mariusz Krzemiński

Komentarze

Chcesz skomentować?





Anti-Spam Protection by WP-SpamFree

Bottom