Top

Nowa tama na Wiśle?

Sierpień 11, 2008

wisla-250.jpgNajwiększa zapora wodna w Polsce, we Włocławku, grozi zawaleniem. Ministerstwo Środowiska postanowiło uporać się z tym problemem. Jeden z pomysłów to zbudowanie następnej tamy, poniżej istniejącej. Resort zdaje się do niego przychylać, ale to zła koncepcja.

Włocławski zbiornik jest zagrożony już od dobrych kilku lat. Woda wypływająca z jego przepustów wypłukuje dno poniżej zapory. Z tego powodu istnieje ryzyko, że – pomimo różnych prac zabezpieczających – tama może w którymś momencie się osunąć. Gdyby tak się stało, miejscowości leżące przy rzece zostałyby nagle zalane.
Kilka dni temu resort środowiska ogłosił, że zleci potrzebne w tej sprawie ekspertyzy. Będą one gotowe do wiosny przyszłego roku. Mają wykazać, który z pomysłów na uporanie się z tym problemem jest optymalny. Pod uwagę bierze się cztery warianty: rozebranie tamy, dalsze jej zabezpieczanie, wybudowanie niedużego progu piętrzącego wodę albo dużej, kolejnej tamy poniżej istniejącej zapory, w Nieszawie albo Ciechocinku.

To ostatnie rozwiązanie jest promowane od lat przez inżynierów-hydrotechników. Nowy obiekt spiętrzający wodę powstrzymałby bowiem erozję denną za dotychczasową zaporą. Hydrotechnikom trudno się dziwić, bo dziś właściwie nie mają zajęcia, choć za PRL byli rozpieszczani i mieli mnóstwo roboty. Nieważne, że często dewastującej środowisko – przecież komuniści mieli to gdzieś. Budowa nowej tamy ułatwiłaby kolejne takie przedsięwzięcia i dałaby specjalistom od zapór pracę na wiele lat. A dla nich to liczy się przede wszystkim.

Dziwi natomiast stanowisko ministra środowiska, prof. Nowickiego, który przekonuje, że to – obok budowy progu piętrzącego -  najpoważniejsza i najbardziej realna koncepcja. Zdaniem ministra jest tańsza i łatwiejsza w realizacji (ma kosztować 3,2-3,5 mld zł), od rozbiórki. Czy tańsza i łatwiejsza, śmiem wątpić. Myślę, że pan profesor stawiając tak sprawę, oparł się na wyliczeniach hydrotechników, którzy obiektywni w tym przypadku nie są. Rozbiórka niemal nigdy nie kosztuje więcej niż budowa. Ale to niech rozstrzygną specjaliści, którzy będą rozważać każdy z wariantów. I nawet jeśli potwierdzą słowa ministra, to pomysł budowy nowej tamy i tak jest niefortunny.

Część Wisły, o której tu mowa, jest cenna przyrodniczo i jako taka należy do unijnej sieci obszarów chronionych Natura 2000. Nowa zapora w tym miejscu zniszczyłaby istniejące siedliska rzadkich zwierząt, przede wszystkim ptaków.

Dziś od budowy dużych zapór – ze względu na spustoszenie, jakie sieją w środowisku – odchodzą nawet Amerykanie. Nie tylko nie wznoszą nowych, ale wręcz rozbierają te już istniejące. Na zachodzie Europy nigdzie nie buduje się już wielkich tam. Bo tam nikt nie ma wątpliwości, że naturalne doliny rzeczne są zbyt cenne, by je niszczyć. W Niemczech kosztem setek milionów euro próbuje się przywrócić naturalny charakter Renowi. Także dlatego, że rzeka nieuregulowana, nie wyprostowana, nie poprzecina sztucznymi przegrodami, lepiej chroni przed powodzią. Woda dzięki zakrętom i naturalnym rozlewiskom spływa nią wolniej niż prostą rynną, jaką staje się rzeka po uregulowaniu.

Budowanie tam ma jeszcze jeden feler: utrudnia migracje ryb i niemal eliminuje na pewnym odcinku zdolność rzeki do samooczyszczania. Dlatego sztuczne jezioro na Wiśle we Włocławku wygląda jak zbiornik ścieków. Jechałem wzdłuż niego całkiem niedawno. Mimo upału nikt się w nim nie kąpał, nad brzegami ani śladu po turystycznym zapleczu: przystaniach, kąpieliskach, wypożyczalniach sprzętu wodnego. Dziwny to był widok. Wielka woda, z której nikt nie korzysta. I teraz chce nam się to zafundować kolejny taki pomysł.

Moim zdaniem najlepiej byłoby tamę we Włocławku po prostu rozebrać. Jestem przekonany, że nie będzie to ani tak drogie ani tak skomplikowane, jak przekonują polscy hydrotechnicy. Amerykanie są narodem praktycznym i gdyby rozbieranie zapór byłoby nonsensem, to by się za to nie brali.

Reasumując: Wisła to jedna z ostatnich, dużych, naturalnych, nie zniszczonych rzek w Europie. Zazdroszczą nam jej Niemcy, Brytyjczycy, Holendrzy, których największe rzeki to szpetne, betonowe kanały. Naprawdę szkoda niszczyć Wisłę budowaniem tam (komuniści chcieli ich zbudować aż osiem, na szczęście, udało im się tylko jedną). Zamiast tego, skupmy się na tym, żeby wpadało do naszej rzeki jak najmniej ścieków. Bo czysta, dzika i naturalna Wisła może być polską wizytówką, atrakcją turystyczną i przyrodniczą na skalę europejską.

Mariusz Krzemiński

Komentarze

Jeden komentarz do tekstu: “Nowa tama na Wiśle?”

  1. anna on Sierpień 21st, 2009 6:39 am

    Akurat zgadzam sie z ta koncepcja ministerstwa. Zreszta ta sprawa juz dawno powinna byla ruszyc, bo wloclawek jest w fatalnym stanie.

    Jak sie zaczelo stopniowanie rzeki to trzeba zakonczyc, bo doprowadzi sie do katastrowy.

    Wisla poszla w slady Odry. Tylko, ze tam sukcesywnie byly budowane stopnie… Chiociaz Malczyce troche utknely :/

    Jesli hydrotechnicy „obiektywni w tym przypadku nie są” to tym bardziej nie sa obiektywni ekolodzy. Niestety ale dobro czlowieka i jego potrzeby to wyzszy priorytet niz zachowanie siedlisk ptakow czy innych robaczkow…

Chcesz skomentować?





*

Anti-Spam Protection by WP-SpamFree

Bottom