Przetnijmy mierzeje
Lipiec 30, 2008
Ostatnio ponownie zrobiło się głośno wokół projektu przekopania Mierzei Wiślanej i połączenia Zalewu Wiślanego z Bałtykiem. O ile mam wątpliwości co do ekologicznego i ekonomicznego sensu tego przedsięwzięcia, o tyle jestem jak najbardziej za przecięciem mierzei (a nawet dwóch). Postuluję przecięcie Mierzei Helskiej i Wiślanej – ale nie kanałami, tylko… szlabanami.
Ci, którzy odwiedzili litewską część Mierzei Kurońskiej z pewnością wiedzą, o co mi chodzi. Całej reszcie już spieszę wyjaśnić.
Litwini pobierają opłaty za wjazd na swoją część mierzei. Mało tego, w trosce o przyrodę obowiązuje tam zakaz biwakowania, wyjątek zrobiono tylko dla jednego (i to niedużego) pola campingowego. Rzecz jasna nasze mierzeje nie są wpisane na listę UNESCO, tak jak Mierzeja Kurońska, ale czy to nas zwalnia od odpowiedzialności za ich stan? Na pewno nie.
Tymczasem obydwie wspomniane polskie mierzeje podlegają nieustannej dewastacji. Dowody? A choćby regularne wycinanie trzcinowisk Zatoki Puckiej przez właścicieli licznych pól namiotowych na Półwyspie Helskim. Może się wydawać, że to niepozorna ingerencja człowieka w środowisko, ale to bardzo mylna diagnoza. Trzcinowiska to miejsce rozrodu ryb i schronienie dla narybku, to także miejsce życia wielu ptaków. O innych aspektach lawinowo postępującej dewastacji tych terenów warto poczytać na stronach helskiej Stacji Morskiej Instytutu Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego.
Prawda jest taka, że Mierzeje Helska i Wiślana są regularnie zadeptywane i rozjeżdżane.
Jakby same wielokilometrowe korki w letnie weekendy nie wystarczyły, ostatnimi laty do samochodów dołączyły, hałasujące i wjeżdżające dosłownie wszędzie quady. Letnie wakacje na polskich mierzejach powoli przestają mieć cokolwiek wspólnego z odpoczynkiem. Zamiast spokoju i kontaktu z naturą łatwiej tam znaleźć wielkomiejski ścisk i hałas. Dlatego ograniczenie ruchu pojazdów spalinowych w tych miejscach, mogłoby być pierwszym krokiem na drodze do przywracania normalności.
I wcale nie chodzi o radykalne zmniejszenie liczby turystów, ale raczej o uświadomienie im, dokąd przyjechali. Dlatego postuluję postawienie szlabanów przed wjazdami na teren Parku Krajobrazowego Mierzei Wiślanej i helskiej części Nadmorskiego Parku Krajobrazowego. Dochody (z pewnością niemałe) uzyskane ze sprzedaży praw do wjazdu na teren obydwu parków, można by przeznaczyć w całości na programy ochrony przyrody.
Ktoś może powiedzieć, że takie rozwiązanie tylko spotęguje korki. Nikt jednak nie mówi, żeby naprawdę zagradzać drogi. Wystarczą szlabany symboliczne. Opłaty, za poruszanie się pojazdami spalinowymi po obydwu mierzejach, można pobierać na wiele sposobów – najprostszym wydaje się system dostępnych w powszechnej sprzedaży winiet.
Może takie rozwiązanie wpłynie na zmianę naszych przyzwyczajeń i więcej turystów przesiądzie się z samochodów do pociągów i autobusów, albo jeszcze lepiej – na rowery.
Arkadiusz Bartosiak












Komentarze
Chcesz skomentować?