Top

Kto zgasi światło ostatni?

Kwiecień 2, 2008

Akcja „Godzina Ziemi”, przeprowadzona w zeszły weekend, przekonała tylko przekonanych.

W sobotę, 30 marca, w wielu budynkach i domach, na licznych mostach i ulicach na świecie zgasło światło. W ciemnościach pogrążył się m.in. Pałac Prezydencki w Warszawie, stołeczne Stare Miasto, kopuła budynku Sejmu, poznański Teatr Wielki, opera w Sydney, rzymskie Coloseum, duża część Londynu, San Francisco i zdecydowanie mniejsza Krakowa, Katowic i Gdyni. Tak wyglądała akcja „Godzina Ziemi” (Earth Hour), w której według wstępnych szacunków wzięło udział ponad 30 mln ludzi z 35 krajów. Wymyśliła ją najważniejsza organizacja ekologiczna na świecie – Worldwide Fund for Nature (WWF).

WWF tym spektakularnym gestem chciała zwrócić uwagę na problem globalnego ocieplenia. Przecież każda spalona przez żarówki kilowatogodzina oznacza emisję do atmosfery kilograma dwutlenku węgla, gazu odpowiadającego za ocieplenie klimatu.

Czy zamierzony cel udało się osiągnąć? Moim zdaniem, w Polsce niestety nie. U nas akcja – mimo zaangażowania władz państwa i samorządów oraz wsparcia ze strony mediów – nie spotkała się z większym zainteresowaniem. Na mojej części osiedla w warszawskiej Starej Miłośnie naprawdę tylko nieliczni zgasili światła o wyznaczonej godzinie. Słyszałem, że w innych dzielnicach było podobnie. Z kolei na pewno już wielu warszawiaków zastanowiło się, dlaczego na przykład przez godzinę nie świeciły się lampy na Moście Świętokrzyskim. Pytanie jednak, co z tego zastanowienia wyniknęło.

Niestety wydaje mi się, że znakomita większość Polaków, także tych, którzy usłyszeli w telewizji albo przeczytali w prasie, o co w całej akcji chodziło, nie specjalnie się nią przejęła. Bo kogo u nas obchodzi jakieś ocieplenie klimatu? Kto w Polsce się tym przejmuje i poważnie dyskutuje na ten temat? Gdzie są audycje i programy poświęcone tej sprawie? Gdzie politycy, którzy by obiecywali walkę z globalnym ociepleniem? Gdzie inicjatywy i ustawy, mające temu służyć?

Akcja WWF najżywszy oddźwięk znalazła w państwach zachodnich, ale w tym przypadku było to przekonywanie przekonanych. Na Zachodzie świadomość zagrożenia globalnym ociepleniem jest już powszechna i tam nie trzeba nikomu tego specjalnie tłumaczyć. Tym problemem przejmuje się naprawdę duża część tamtejszych społeczeństw, nie schodzi on w krajach zachodnich z pierwszych stron gazet i z ust polityków. U nas jest zgoła odwrotnie.

Globalne ocieplenie to dla zdecydowanej większości Polaków temat dość daleki, mglisty i abstrakcyjny. W końcu u nas „zaleje co najwyżej Żuławy”, ale i nawet o tym się nie mówi. Zamiast tego słyszy się, że cieplejsza zima to prawdziwe błogosławieństwo, nie dość, że mniej marzniemy, to jeszcze mniej płacimy za ogrzewanie. Po co się więc przejmować? Że przy okazji zginą jakieś „żabki i ptaszki”? A kto by sobie nimi głowę zawracał! Przy okazji obrony doliny Rospudy przeciwnicy ekologów także z lubością pytali, czy ważniejsze są dla nich żaby, czy ludzie.

Spraw podobnych do Rospudy są w Polsce dziesiątki, ale żadna z nich – może poza kwestią ochrony Puszczy Białowieskiej – nie spotkała się z takim zainteresowaniem społecznym. Oby się to zmieniło i oby nie skończyło się na Rospudzie.

W mojej opinii, w Polsce wciąż mamy niewielu zwolenników ochrony przyrody. Protesty organizuje zwykle garstka ekologów. To zdecydowanie za mało. Tych gotowych poświęcić czas na protesty powinny dodatkowo wspierać lokalne społeczności, politycy i dziennikarze. Dlaczego tak nie jest? Pisałem już o tym. Znakomita większość polskiego społeczeństwa nie jest zainteresowana ekologią. Przeciwnie, często odnosi się do niej z obawą i dystansem.
To dlatego akcja WWF nie wywołała u nas większego odzewu. Myślę, że warto by pomyśleć o tym, jak w przyszłości „inaczej ją sprzedać”. Może jednocześnie z hasłem „Oszczędzajmy energię” promujmy drugie: „Oszczędzając energię, oszczędzasz pieniądze”. Może Polacy okażą się bardziej wyczuleni na zawartość swoich portfeli niż na problem globalnego ocieplenia.

Ponadto wydaje mi się, że kwestie zmniejszenia rachunków za prąd i paliwo, a przy okazji także zmniejszenia emisji szkodliwych gazów, także tych niebezpiecznych dla człowieka (np. dwutlenku siarki), oraz problem wyczerpujących się surowców, są bliższe Polakom, niż wciąż abstrakcyjne dla nich pojęcie walki z ociepleniem klimatu.

Dlatego z radością widziałbym w kolejnej edycji „Earth Hour” szerszy kontekst ekologiczny. Mam wrażenie, że ostatnio kwestię ochrony środowiska w ogóle, chętnie sprowadza się do samej walki z globalnym ociepleniem. Dobrze, że ten problem się nagłaśnia, ale może przy okazji mówmy też chociażby o niszczeniu ostatnich enklaw dzikiej przyrody.

Globalna akcja WWF pod hasłem „Godzina Ziemi” ma już w świecie taką renomę i tak ogromne wsparcie mediów, że może warto pomyśleć o poszerzeniu jej formuły.

Mariusz Krzemiński

Komentarze

Chcesz skomentować?





Anti-Spam Protection by WP-SpamFree

Bottom