Dziennik „Polska” publikuje naszą polemikę
Marzec 11, 2008
W dzienniku „Polska. The Times”, 15 lutego, ukazał się tekst Tomasza Boguszewicza „Dajemy się nabierać na niby-ekologiczne produkty”, w którym autor przekonuje między innymi, że oszczędzając energię można jej zużyć więcej. Redaktorzy gazety uznali, że ta informacja jest na tyle ciekawa, że warto ją umieścić na pierwszej stronie ich dziennika. I mieli rację. Ta wiadomość z pewnością zainteresowała Czytelników. Problem w tym, że jest nieprawdziwa.
Na poparcie wyróżnionej tezy Tomasz Boguszewicz przytoczył dwa fakty. Jego zdaniem zeszłoroczna proekologiczna akcja, polegająca na wyłączeniu świateł w Paryżu „na godzinę”, zamiast oszczędności przyniosła „wzrost zużycia prądu aż o blisko 30 proc. w stosunku do przeciętnej godziny”. Według autora stało się tak, dlatego, że tradycyjne żarówki (a takich jest większość) najwięcej energii zużywają w czasie włączania i wyłączania światła.Po pierwsze, w zeszłym roku rzeczywiście wyłączono w Paryżu część oświetlenia (przede wszystkim zgasła Wieża Eiffla), aby między innymi zwrócić uwagę na odbywającą się w tym czasie międzynarodową konferencję na temat zmian klimatycznych. Światła zgasły 1 lutego o godzinie 19.55. Ponownie zapalono je dokładnie o godzinie… 20.00. Jakim sposobem Tomasz Boguszewicz wydłużył 5 minut do godziny, pozostaje jego tajemnicą. Podobnie jak to, skąd zaczerpnął dane o 30 proc. wzroście zużycia prądu „w stosunku do przeciętnej godziny”.
Po drugie, kiedy autor pisze, że tradycyjne żarówki najwięcej energii zużywają w czasie włączania i wyłączania światła, prawdopodobnie myli je z żarówkami energooszczędnymi. Nie trzeba być fizykiem, żeby dostrzec prostą prawidłowość – świecącej się choćby minutę zwykłej żarówki nie sposób dotknąć, tak jest gorąca; a dająca tyle samo światła żarówka energooszczędna, nawet po kilku godzinach świecenia nikogo nie oparzy. Wniosek jest prosty: zwykłe żarówki zamieniają o wiele więcej energii na ciepło, niż żarówki energooszczędne. To te ostatnie najwięcej prądu czerpią podczas ich włączania, dlatego odradza się montowania ich w miejscach, w których często gasimy i zapalamy światło. Tymczasem żarówki zwykłe nie potrzebują wiele energii, żeby zacząć świecić, ale po to by świecić.
Teza o tym, że oszczędzając energię można jej zużyć więcej, pewnie jest prawdziwa w jakiś szczególnych przypadkach, z pewnością jednak nie potwierdzają jej argumenty Tomasza Boguszewicza, dotyczące żarówek, o myleniu godziny z pięcioma minutami, nie wspominając.
Być może chodzi więc o to, że jak pisze autor tekstu samochód hybrydowy, czyli z mieszanym spalinowo-elektrycznym napędem, potrafi spalić więcej paliwa od zwykłego samochodu. Na dowód Boguszewicz przytacza porównanie spalania Mercedesa ML320 i hybrydowego Lexusa RX 400h. Test zrobiono jednak w trasie. Gdyby przeprowadzono go w mieście, wynik byłby korzystny dla hybrydy. To nie jest żadne odkrycie, że współczesne samochody z mieszanym napędem są oszczędne, ale głównie w cyklu miejskim. Powód jest prozaiczny – nie są w stanie jechać szybko na silniku elektrycznym, w trasie korzystają więc niemal wyłącznie z silnika spalinowego, a że dźwigają baterie, więc są cięższe od podobnych modeli tradycyjnych i co za tym idzie więcej palą. Dziennikarz „Polski” pisze nawet, że cytowane przez niego wyliczenia zostały „zakwestionowane przez przemysł motoryzacyjny”, ale do tych zastrzeżeń już się nie odnosi.
W kilku sprawach Tomasz Boguszewicz ma jednak rację. To prawda, że produkcja baterii do samochodów hybrydowych jest nieekologiczna. A energooszczędne żarówki zawierają rtęć i inne szkodliwe substancje. Prawdą jest też to, że dzisiaj wiele firm przestawiło się na tak zwany „zielony marketing” i próbuje sprzedawać swoje produkty jako przyjazne środowisku, mimo, że takimi nie są. Rację ma dziennikarz „Polski”, kiedy zwraca uwagę, że pomysły zastąpienia plastikowych reklamówek, torbami papierowymi to wcale nie taki dobry pomysł. Dlaczego jednak Tomasz Boguszewicz nie pokusił się o szersze przedstawienie tych problemów? Przecież, kiedy apeluje by „nie dać się nabierać na niby-ekologiczne produkty”, jednocześnie nie wspominając o drugiej stronie medalu, to sam wpisuje się w anty-ekologiczne kampanie, za którymi także stoi marketing i wcale nie „czystsze” interesy.
Tymczasem, aby być uczciwym wobec Czytelników, pisząc na przykład o rtęci w energooszczędnych żarówkach, wypada choćby wspomnieć o tym, że każdy sprzedawca takich produktów ma prawny obowiązek przyjmowania zużytych świetlówek. Dlatego dyskredytowanie sensowności inwestowania w energooszczędne oświetlenie, bez informowania o możliwościach recyklingu, jest po prostu szkodliwe.
Podobnie rzecz się ma z innymi argumentami Tomasza Boguszewicza. Łatwo wyszydzić niby-ekologiczne papierowe torby. Ale dlaczego już trudno napisać, że właściwym rozwiązaniem nie jest zamiana torebek plastikowych na papierowe, ale na takie, których można używać wielokrotnie?
Nie wiem jaki cel przyświecał dziennikarzowi „Polski”, kiedy oddawał wspomniany tekst do druku. Nie wiem także, jakie plany mieli redaktorzy dziennika. Oczywiście jak najbardziej warto informować Czytelników o pułapkach „zielonego marketingu”. Powiem więcej, trzeba to robić. Mam tylko jedną uwagę – należy to robić rzetelnie.
Arkadiusz Bartosiak
–
Odpowiedź autora
Ekologia jest marketingowym wytrychem coraz częściej stosowanym do podniesienia sprzedaży przez firmy, które tradycyjnie z dbałością o środowisko nie mają nic wspólnego. Należą do nich koncerny motoryzacyjne, elektroniczne, paliwowe.
Wykorzystują niewiedzę kupujących, którzy cieszą się rzekomo „zielonym” produktem, ale nie interesuje ich, jak ucierpiało środowisko, kiedy produkowano hybrydowy samochód czy papierową torbę na zakupy. Dziwię się, że szef serwisu internetowego, który porusza tematy ekologiczne, krytykuje próbę pokazania obłudy firm zasłaniających się ekologicznym figowym listkiem.
Z pewnością łatwo jest opisywać fantastyczne proekologiczne pomysły, takie jak oceaniczne wiatraki i wykorzystywanie energii pływów morskich (do przeczytania w serwisie wiecejtlenu.pl). To jednak malownicze projekty rodem z przyszłości. Ekologiczno-marketingowa rzeczywistość jest inna. O tym, że warto tak krytycznie się jej przyglądać, przekonują choćby trwające największe na świecie elektroniczne targi CeBIT, upływające pod znakiem ekologii. Okazuje się, że najczęściej sprowadza się ona do oszczędzania energii przez pokazywane tam serwery, centrale telefoniczne itd. Mniejsze zużycie prądu to mniejsze koszty. To dla firm liczy się bardziej niż dbałość o środowisko. Wierzę jednak, że Arkadiuszowi Bartosiakowi nie trzeba tego przypominać.
Tomasz Boguszewicz
–
Muszę przyznać, ze spodziewałem się tego typu odpowiedzi. Pan Boguszewicz w najmniejszym stopniu nie odniósł się do moich merytorycznych zarzutów. Ale czy można mu się dziwić? W swoim tekście popełnił kilka błędów, poprzekręcał fakty, wreszcie powołał się na fałszywe dane. W tej sytuacji nie miał szans na skuteczną replikę. Jednak zamiast przyznać się do pomyłki – w końcu te zdarzają się każdemu – postanowił odpowiedzieć ogólnikami.
Tomasz Boguszewicz dziwi mi się, że „krytykuję próbę pokazania obłudy firm zasłaniających się ekologicznym figowym listkiem”. Hm… Pan Redaktor najwyraźniej nie zrozumiał mojej polemiki. Otóż, wyraźnie wskazałem, że gorąco popieram informowanie opinii publicznej o pułapkach „zielonego marketingu”. Moja krytyka nie dotyczyła więc „próby pokazania obłudy firm”, korzystających z tego typu chwytów reklamowych. Skrytykowałem raczej nie tyle obłudę, co zwykłą nierzetelność szanownego Pana Redaktora.
Arkadiusz Bartosiak












sam nie wiem co myśleć. te hybrydowe autka raczej nie sprawdzą się. raczej trzeba się zastanowić czy produkcja foliowych reklamówek, torebek, opakowań kiedykolwiek się skończy. denerwują mnie nie spaliny, nie samochody lecz wszędziewidzialna folia
Panie Akadiuszu wspomniany autor nie odniosl sie do Pana uwag co jest typowe brak argumentow – co wiecej dzis w Rzepie, 30.07/2008, nastepny smaczek przegladarki Firefox, Opera sa gorsze w bankowosci bo, cytuje kolejne ignoranctwo …zapamietuja obrazy. Koniec, kropka. Za boki sie trzymac ze smiech,
dziekuje
Wojtek Pronoza
Miałem nadzieję, że pan Boguszewicz pokusi się o rzeczową odpowiedź. Nadzieja okazała się płonna.
AB