Buspasowa rewolucja w stolicy
Marzec 10, 2008
W zachodniej Europie wydzielone pasy tylko dla autobusów miejskich to już standard. U nas takich rozwiązań prawie się nie stosuje. Ale już niedługo zaczniemy nadrabiać braki – na początek w Warszawie. Dzięki wydzielonym na jezdniach buspasom miejskie autobusy nie stoją w korkach. To z kolei ma zachęcać mieszkańców metropolii do korzystania z komunikacji publicznej. Jeśli autobusami będzie można poruszać się po mieście szybciej niż własnym autem, to część kierowców prawdopodobnie się do nich przesiądzie i zatory na ulicach zmniejszą się choć odrobinę.
Takie rozwiązanie problemu zakorkowanych miast jest proste i w miarę skuteczne, dlatego tym bardziej dziwi, że znalezienie buspasów w Polsce to nie lada sztuka. W bardzo ograniczonym zakresie pokusiło się o wytyczenie specjalnych dróg autobusowych zaledwie kilka miast m.in.: Warszawa, Kraków i Poznań. Problem w tym, że poprowadzono je tylko na paru ulicach. Na przykład w stolicy łączna długość buspasów to jedynie 13 km!
Tymczasem w Berlinie buspasy ciągną się setkami kilometrów. Podobnie w innych zachodnioeuropejskich stolicach: Paryżu, Londynie czy Sztokholmie. Pod tym względem Warszawę wyprzedzają także Budapeszt i Praga. Dlaczego tak odstajemy od reszty Europy?
Czy władze naszych miast boją się gniewu kierowców? A może obawiają się, że wydzielanie specjalnych pasów dla autobusów spotęguje korki? Jedno i drugie wytłumaczenie jest nie do przyjęcia. Jak wykazały badania naukowców z Politechniki Warszawskiej, wprowadzenie trzy lata temu buspasa na ul. Modlińskiej w Warszawie, umożliwiło skrócenie przejazdu autobusów tą ulicą średnio aż o 10 minut. O dziwo, także auta osobowe szybciej niż poprzednio pokonują teraz Modlińską.
Jak to możliwe? Przed wydzieleniem buspasa spieszący się kierowcy za często „przeskakiwali” z jednego pasa na drugi. To dezorganizowało i spowalniało ruch. Okazało się, że „zabranie” jednego pasa wymusiło na kierowcach spokojniejszą jazdę, co wcale nie oznacza, że wolniejszą. Według naukowców teraz auta jeżdżą tamtędy nawet trochę szybciej.
Władze Warszawy zachęcone takimi wynikami zapowiedziały kilka tygodni temu buspasową rewolucję. Chcą tej wiosny wprowadzać wydzielone pasy tylko dla autobusów na większości najbardziej korkujących się ulic, m.in. na Marszałkowskiej, Trasie Łazienkowskiej, Ostrobramskiej, Al. Jerozolimskich, Targowej, Grochowskiej, Płowieckiej, al. Solidarności, Wisłostradzie, Świętokrzyskiej i Puławskiej. To będzie oznaczać, że długość warszawskich buspasów wzrośnie ponad 10-krotnie. Zmiana będzie naprawdę odczuwalna. A jeśli akcja przyniesie zamierzone rezultaty – a powinna – to za przykładem Warszawy pójdą inne polskie miasta.
Powodzenie tej operacji w dużej mierze będzie zależeć od kierowców. Doświadczenie uczy, że Polacy bardzo chętnie jeżdżą po wydzielonych pasach. Do tej pory policja patrzyła przez palce na takie wykroczenia, jednak to ma się wkrótce skończyć. Kary za jazdę buspasem mają być ponoć surowe. Warszawski Zarząd Transportu Miejskiego nie liczy jednak tylko na policję. Rozpatruje się pomysł oddzielania pasów dla autobusów od pozostałej części jezdni wysokimi na kilka centymetrów krawężnikami z gumy albo plastiku.
Mimo, że wprowadzanie w miastach buspasów, jest rozwiązaniem przynoszącym dobre efekty, to ma także swoje minusy. Po pierwsze, buspasy nie ułatwiają jazdy rowerzystom. Po drugie, utrudniają parkowanie samochodom osobowym na chodnikach. Z obydwoma problemami można się jednak uporać. Rowerzystom lepiej zezwolić na jazdę po buspasach, tak żeby na lewym pasie nie blokowali przejazdu samochodom. Najlepiej jednak budować i wytyczać nowe ścieżki rowerowe. Z kolei drugi problem jest już tylko pozorny: w końcu chodniki mają służyć pieszym, a nie kierowcom, którzy dziś zbyt często parkują na nich w taki sposób, że przechodnie nie mają jak omijać samochodów. Być może wprowadzenie buspasów zmusi więc władze miasta do uporządkowania stołecznych miejsc parkingowych.
Od paru lat w kilku polskich miastach systematycznie spada liczba pasażerów komunikacji publicznej, choć powinno być dokładnie na odwrót. Przyczyna takiej sytuacji jest tylko jedna. Jesteśmy coraz bogatsi, mamy coraz więcej samochodów i zbyt wielu z nas uważa, że jeżdżenie autobusem lub tramwajem przynosi ujmę. Jeśli tego niezdrowego – by nie powiedzieć głupiego – trendu nie uda się odwrócić, korzystanie z samochodów w naszych miastach wkrótce stanie się koszmarem.
Kilka godzin dziennie w korkach to już zaczyna być nasz chleb powszedni. I nie możemy się łudzić, że budowa nowych dróg rozwiąże sprawę. W Niemczech korkują się nawet szerokie autostrady. Jedynym rozsądnym wyjściem jest rozwijanie i promowanie komunikacji publicznej. Buspasy to niezwykle ważny element tej układanki.
Mariusz Krzemiński






Komentarze
Chcesz skomentować?