Top

Ekologom powinno zależeć na rozwoju energetyki jądrowej

Luty 27, 2008

Wywiad z prof. Jackiem Jagielskim*

Jak pan się zapatruje na sceptyczne stanowisko ministra środowiska w sprawie budowy w Polsce elektrowni atomowej?

Chciałbym, żeby najpierw minister środowiska obronił tezę, że w Polsce korzystniejszym dla środowiska i dla gospodarki rozwiązaniem jest budowa kolejnych elektrowni opalanych węglem.
To demagogia. Nikt tego nie postuluje.

Tak? To proszę mi zdradzić, jaką mamy inną realną alternatywę dla energetyki jądrowej? Powiem panu szczerze, demagogię uprawiają ci, którzy występują przeciwko budowie elektrowni atomowej. Jeśli ktoś uważa, że przy pomocy wiatraków, bądź jakichkolwiek innych elektrowni na energię odnawialną, jest w stanie zapewnić prąd dla dużych miast, kolei państwowych i hut, to ja mu gratuluję dobrego samopoczucia. Zamiast mówić o cudach, lepiej usiąść i spokojnie policzyć. Na razie większość technologii przekształcania energii odnawialnych w elektryczność ma ujemny współczynnik opłacalności.

To nie jest prawda. Niemcy potrafią dobrze zarabiać na elektrowniach wiatrowych.

Wspaniale. A czy wziął pan pod uwagę, ile do każdego wiatraka dopłaca Unia Europejska lub rząd Niemiec? I ile wiatraków byłoby zbudowanych gdyby tych dotacji nie było? Wiatrak o mocy jednego megawata kosztuje około 3.5 miliona euro. Typowa elektrownia ma moc około 1000 MW, a taka ilość energii z elektrowni wiatrowych oznacza inwestycję na poziomie 3.5 miliarda euro. To tanio? Ile wiatraków musielibyśmy w Polsce postawić, żeby zapewnić energię Warszawie? Czy ktoś to policzył? Ale nie o to chodzi. Nie ma złych i dobrych technologii, są technologie dobrze lub niewłaściwie stosowane. Elektrownie wiatrowe mogą być jedynie uzupełniającym źródłem energii. Zależność energii pochodzącej z wiatru, słońca czy wody od warunków atmosferycznych ogranicza ich udział do 10, może 20 procent mocy potrzebnej w kraju. Dlatego musimy szukać alternatywnych źródeł energii niezależnych od pogody.

Ale elektrownia jądrowa także nie rozwiąże naszych problemów. Szacuje się, że jest w stanie pokryć tylko od 3 do 7 procent krajowego zapotrzebowania na energię.

Co z tego? Powinniśmy mieć więcej niż jedną taką elektrownię. Przecież zapotrzebowanie na prąd ciągle rośnie. Jak mamy je zaspokajać? Zawsze będziemy spalać węgiel? Przecież jego pokłady w końcu się wyczerpią. Proszę mi też powiedzieć, jak poradzimy sobie z ograniczaniem emisji dwutlenku węgla. I naprawdę, wybijmy sobie w końcu z głowy marzenia o tym, że Polska będzie potentatem w produkcji energii słonecznej. Ile u nas można uzyskać energii z nasłonecznienia metra kwadratowego powierzchni? Średnio w ciągu roku będą to pojedyncze waty. Czyli dla Warszawy trzeba by zapełnić bateriami słonecznymi obszar kilkuset kilometrów kwadratowych. Baterie słoneczne są doskonałym źródłem energii do zasilania linii transmisyjnych w Australii. W Polsce energii słonecznej możemy używać co najwyżej do podgrzewania wody, a nie do zasilania kolei państwowych. Śmiech na sali. Podobnie rzecz się ma z energią wiatrową. Tymczasem elektrownia atomowa jest niewielkim, czystym i przewidywalnym źródłem energii działającym przez 60 lat. Jeśli Francuzom opłaca się energetyka jądrowa, dlaczego ma się nie opłacić nam.

Francja ma własne złoża uranu.

Największe zasoby uranu mają Australia, Kanada i Stany Zjednoczone. I sprzedają uran na wolnym rynku. Nie róbmy z tego problemu. Tym bardziej, że ten surowiec możemy kupować od naszych sojuszników, a ropę i gaz importujemy przecież z państw daleko mniej przewidywalnych i nie koniecznie nam przychylnych. Kilogram uranu kosztuje w tej chwili około 100 dolarów. Elektrownia jądrowa zużywa dziennie około stu kilogramów paliwa. Tymczasem w tak zwanych reaktorach powielających zużycie uranu jest niższe o połowę, niż w obecnie stosowanych reaktorach lekkowodnych. W efekcie możemy mieć pewność, że w ciągu 200 najbliższych lat z całą pewnością nie zabraknie nam paliwa jądrowego. A w dalszej perspektywie powstaną reaktory oparte na syntezie jądrowej, w których paliwo będzie uzyskiwane z wody a produktem reakcji będzie hel, czysty gaz szlachetny. Już dziś budowane są prototypy takich urządzeń: ITER we Francji albo W7-X w Niemczech. Trzeba pamiętać, że ogromną zaletą energetyki jądrowej jest niski udział paliwa w kosztach pozyskania energii.

Przecież uran będzie drożał tak samo jak inne surowce.

Tylko, że podwojenie ceny uranu spowoduje wzrost ceny energii o 7 procent. A taki sam wzrost cen paliw kopalnych spowoduje wzrost cen prądu o 70 procent. I jakie oszczędności na transporcie! Elektrociepłownia na Siekierkach potrzebuje dziennie pewnie dwa pociągi węgla. Przecież żeby dowieść te miliony ton węgla do elektrowni w całej Polsce, zużywa się ogromną ilość energii. A tym samym emituje gazy cieplarniane. Naprawdę, ekologom powinno zależeć na rozwoju energetyki jądrowej.

Ale skoro jest tak pięknie, to dlaczego Anglicy, Szwedzi, Niemcy, Włosi zamykają swoje elektrownie atomowe? Dlaczego Austriacy wstrzymali otwarcie nowej elektrowni?

A na Litwie na przykład protestują przeciwko zamknięciu elektrowni atomowej. Ale wróćmy do obaw. Rozumiem, że wiele osób obawia się energii jądrowej. Proszę jednak zwrócić uwagę, jak manipuluje się opinią publiczną w tej sprawie. Po katastrofie czarnobylskiej wskutek promieniowania zginęło 47 osób. Dokładnie tyle. Tymczasem bez trudu znajdzie pan dziennikarzy, którzy piszą o tysiącach ofiar śmiertelnych i o dziesiątkach tysięcy dzieci, które zachorowały na raka tarczycy. Ale Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej wskazuje, że rzeczywisty efekt katastrofy to najwyżej kilkuprocentowy wzrost zachorowań na raka tarczycy, około 10 dzieci zmarło z tego powodu. Warto wiedzieć, że dawka promieniowania w obszarach najbardziej skażonych była mniejsza od tej, którą otrzymują mieszkańcy niektórych regionów Indii, Chin, Brazylii czy Iranu w czasie 20 lat. Okazuje się jednak, że bzdury w gazetach wystarczą, żeby ludzie uwierzyli w każde niebezpieczeństwo. A jak politykom brakuje głosów, to próbują przypodobać się obywatelom i zamykają elektrownie. Zapewniam pana, że w końcu jednak pójdą po rozum do głowy. Nie będą mieli wyjścia.

Ale przecież nie można powiedzieć, że za wszystkimi zamknięciami fabryk stoją tylko doraźne interesy polityczne.

Oczywiście. Część reaktorów po prostu się wygasza, bo zwyczajnie przyszedł na nie czas. Druga generacja reaktorów ma już prawie 50 lat i powoli dożywa do swojej emerytury. A to w niczym nie zmienia faktów. Energia jądrowa jest tania, bezpieczna, przewidywalna i nie podlega szaleństwom cenowym, wywoływanym przez państwa OPEC (Organizacja Krajów Eksportujących Ropę Naftową – przyp. red.).

Już pierwsza kwestia jest dyskusyjna. Energia jądrowa jest może i tania, ale budowa elektrowni jest horrendalnie droga.

Nie powiem panu dokładnie, jakie koszty wchodzą w grę. Mówi się, że nowa elektrownia w Ignalinie o mocy 3200 MW ma kosztować około 5-6 mld euro. Taka moc w technologii wiatraków wymaga inwestycji na poziomie 11 mld euro. Proszę też policzyć ile kosztuje budowa analogicznej elektrowni opalanej węglem, plus koszty wydobycia węgla, transportu, 30 lat emisji gazów cieplarnianych, zanieczyszczenie środowiska. Nie wiadomo przecież, jak będą rosły koszty emisji dwutlenku węgla. Według amerykańskich danych z 2005 roku koszt produkcji jednej kilowatogodziny w elektrowni jądrowej wynosił wtedy 1,7 centa, w elektrowni opalanej węglem 2,21, opalanej gazem 7,51, a opalanej ropą 8,09. Energia jądrowa była już wtedy najtańsza. I najczystsza.

Ale horrendalnie drogie jest przetwarzanie zużytego paliwa jądrowego…

Te koszty uwzględniają przetwarzanie paliwa! A w dużej mierze są one efektem szaleństwa ekologów! Ich działania doprowadziły do tego, że obowiązkowe przetwarzanie jest znacznie głębsze, a to znaczy, że też znacznie droższe, niż mogłoby być.

Co to znaczy „szaleństwo ekologów”?

A mniej więcej to, że w dawnej kopalni uranu, nie można dzisiaj złożyć zużytego surowca, bo nie pozwalają na to ekolodzy. Nie zgadzają się na złożenie odpadów, które są mniej aktywne, niż ruda, którą wydobyto z tej kopalni. I to jest szaleństwo! Oni się przykuwają łańcuchami, do czego się da, nie po to, żeby działać na rzecz ochrony środowiska, ale żeby zdobyć pieniądze na swoją działalność. Zwykle jak dostaną dotacje, to nagle bez problemu godzą się na wszystko.

Proszę, nie wrzucać wszystkich do jednego worka. Generalizując, stosuje pan tę samą broń, której często używają niektóre organizacje ekologiczne.

Być może. Podam więc inny przykład. Po zjednoczeniu Niemiec, fachowcy z Zachodu odkryli w dawnym NRD kopalnię soli, w której poustawiane były znaki z promieniotwórczą koniczynką. Sprawę postanowiono zbadać i po jakimś czasie odkryto, przykrytą ciężkim wiekiem dziurę, z której naprawdę nieźle promieniowało. Okazało się, że to było dzikie składowisko odpadów radioaktywnych. W pełni naturalne (śmiech). Co mieli enerdowcy radioaktywnego to na taczki i fru… do dziury. Oczywiście zrobiła się z tego afera. Powstało kilka programów badawczych, mających wyjaśnić, czym grozi taki sposób składowania.

I co się okazało?

Wyniki były zdumiewające. Zagrożenie było znikome. Kopalnia soli ma to do siebie, że jest najbardziej suchym miejscem pod ziemią. A głównym niebezpieczeństwem składowania odpadów radioaktywnych w ziemi, jest to, że zaleje je woda. Tymczasem w dawnej kopalni soli, taki obrót rzeczy jest najmniej prawdopodobny. W ten sposób padł pewien mit. Problem w tym, że podobnych mitów jest więcej.

Nie sposób przewidzieć trzęsienia ziemi, ruchy górotworów, a izotopy promieniotwórcze żyją nawet pół miliona lat…

Właśnie. Jeśli przyjąć tę logikę, to okaże się, że niebywale niebezpieczny jest fotel, na którym pan siedzi.

Ten fotel jest radioaktywny?

Nie jest. I o to chodzi. Jeżeli izotop należy do krótko żyjących, to silnie promieniuje, ale za to stosunkowo niedługo. A im jest dłużej żyjący, tym z oczywistych powodów jest mniej aktywny. Żelazo ma nieskończony okres półrozpadu, dlatego w ogóle nie jest aktywne. Reasumując: izotopy, których się tak boimy, mające bardzo długi okres rozpadu, są aktywne w stopniu minimalnym – często poniżej progu wykrywania. Argument, że za sto tysięcy lat, w wyniku trzęsienia ziemi zalane zostaną długo rozkładające się odpady radioaktywne, nie bardzo ma sens.

Dobrze, ale są także i groźne odpady.

Oczywiście, ale mówimy wtedy o izotopach stosunkowo krótko żyjących. Ale właśnie dzięki temu możemy skutecznie kontrolować ich składowanie. Przecież i tak po wypaleniu, pręt z reaktora wrzuca się do basenu, w którym leży nawet pięć lat. Chodzi o to, żeby go wystudzić. Taki pręt potrafi miesiącami leżeć w wodzie i wciąż być ciepły. A do tego świeci na niebiesko. Produkty rozszczepienia mają prędkość większą, niż prędkość światła w wodzie. Bardzo fajnie to wygląda.

OK, załatwiliśmy izotopy bardzo długo i bardzo krótko żyjące. A co ze średniakami?

Czyli na przykład jodem i cezem. Z nimi mieliśmy do czynienia w Czarnobylu. Okres półrozpadu jodu131 to 8 dni. Groźny jest tylko w wypadku katastrofy. W przypadku cezu mówimy o perspektywie 30 lat. Jednak aktywność takich izotopów w czasie ciągle spada. Skuteczna kontrola składowania wypalonego paliwa w perspektywie kilkudziesięciu czy stu lat jest jak najbardziej możliwa. Nigdy dotąd nie było z tym problemów. Powiedzmy jasno, nie chodzi o to, żeby lekceważyć problem składowania. On istnieje. Ale wiadomo jak go rozwiązać.

Składowane odpady będą jednak nadal promieniować.

Trochę. I tu dotknął pan kolejnego mitu. Mówi się, że każde promieniowanie jest szkodliwe. Bzdura. Takie myślenie wzięło się z lat 50-tych, kiedy na ziemi promieniowania było naprawdę dużo. Setki razy więcej niż po awarii w Czarnobylu. Mało kto o tym wie. To był efekt częstych próbnych wybuchów broni jądrowej. Zagrożenie było rzeczywiste. Do tego stopnia, że w szczycie zimnej wojny Amerykanie dogadali się z Rosjanami, co do zakazu wybuchów jądrowych w atmosferze. Wówczas dla uproszczenia stosowano liniowe modelowanie skutków promieniowania. Przyjęto założenie: „dwa razy więcej promieniowania = podwójna szkodliwość”. Kiedy poziom radioaktywności spadł i zaczęto robić poważniejsze badania, okazało się, że ta zależność wcale nie jest liniowa. Przeciwnie, niski poziom promieniowania nie tylko nie szkodzi, ale nawet leczy. W Polsce jest sanatorium w Kowarach. Sześć lat temu w sztolni zabytkowej kopalni uranu i żelaza otworzono inhalatorium radonowe. Z tego co wiem, leczy się tam nie tylko choroby płuc, ale i nadciśnienie, schorzenia stawów, a nawet skóry.

Przekonuje pan, że jesteśmy w stanie poradzić sobie ze zużytym paliwem jądrowym. Dzięki temu możemy bezpiecznie zastąpić węgiel uranem. Ale już z ropą to się nie uda.

Ma pan rację, ale jednak nie do końca. Dowcip polega na tym, że następne generacje reaktorów będą mogły być wykorzystywane także do produkcji wodoru. A to niewątpliwie bardzo atrakcyjne paliwo.

Tylko, że to sprawa skomplikowana technologicznie…

Bez przesady. Jedynym ograniczeniem jest dostępność wodoru. Prototypy samochodów napędzanych tym paliwem powstały już jakiś czas temu (u nas piszemy o wykorzystaniu wodoru do napędzania samochodów wyścigowych, tzw. Formuły Zero). W ogóle uważam, że Polska powinna zacząć inwestować w rozwój technologii, która pozwoliłaby wykorzystać nasze – coraz mniej opłacalne – kopalnie węgla kamiennego do produkowania w nich wodoru.

Wodór robiony z węgla pod ziemią?

Właśnie tak. Czy pan wie, że w czasie II wojny światowej Niemcy napędzali samochody syntetycznym paliwem, zrobionym z węgla? Proszę sobie wyobrazić, jaka to korzyść dla kraju. Przerabiamy węgiel na paliwo i uniezależniamy się od dostawców ropy.

Ciężko polemizować z fachowcem, ale samochody na wodór to naprawdę pieśń przyszłości.

Bez przesady. Kiedy ceny ropy podskoczą do ponad 150 dolarów za baryłkę, zacznie się opłacać jeździć na wodorze.

Ile jest miejsc na świecie, w których produkuje się wodór w starych kopalniach węgla kamiennego?

Nie słyszałem o takich.

No właśnie. Dlaczego mamy inwestować w technologie niesprawdzoną nigdzie na świecie?

A dlaczego mamy zawsze być na końcu? Zawsze w ogonie? W niczym nie możemy być liderem? W dobie elektrowni jądrowych chłodzonych gazem, czyli reaktorów czwartej generacji, można będzie parę, z nagrzanej w reaktorach wody, pompować do nieczynnych kopalni węgla i tam produkować wodór. A nie ma wątpliwości, że w kopalniach można składować dwutlenek węgla. Dlaczego tego nie spróbować?

Bo to nie jest rozwiązanie na dziś.

Ale już dziś trzeba zacząć! Każdy kolejny etap technologiczny w energetyce jądrowej zajmuje około 20, 30 lat. Mówimy więc o rozwiązaniu, gotowym do zastosowania dopiero w połowie XXI wieku. Ale proszę mi wierzyć, już dziś jest ostatni moment, kiedy możemy dołączyć do tych prac. Jeśli dziś nie włączymy się w nurt najnowszych badań, to przez następne dziesięciolecia nie dołączymy do światowej czołówki.

A czym dzisiaj się zajmuje światowa czołówka?

Takie kraje jak Francja, Niemcy, Japonia, Stany, Korea, Chiny, Rosja, Włochy inwestują już w kolejną generację reaktorów. Już wspominałem o prototypach reaktorów wykorzystujących zjawiska syntezy jądrowej. Krótko mówiąc, kiedy skończą się paliwa kopalne, dzięki syntezie jądrowej paliwem stanie się woda. Nasz Instytut Problemów Jądrowych bierze udział w takich projektach. Chcemy na przykład uczestniczyć w budowie reaktora W7-X, który stanie w Niemczech, w Greifswaldzie. Dostaliśmy nawet pieniądze z budżetu. Ale zważmy proporcje. Niemcy wykładają na ten projekt 3 miliardy euro, a Polska półtora miliona złotych.

Nie stać nas na więcej?

Ja uważam, że nie stać nas na to, żeby nie było nas stać. To nie są żarty. Jak widać w rozsądnych krajach są rozsądni ludzie, gotowi inwestować w naprawdę daleką przyszłość. Niektórym trudno w to uwierzyć, ale ta przyszłość kiedyś jednak nadejdzie. U nas nikt poważnie nie myśli o inwestowaniu w naukę. Proszę sobie wyobrazić, że prawie w ogóle nie jesteśmy obecni w zakrojonych na wielką skalę badaniach nad reaktorami trzeciej i czwartej generacji.

A czy chociaż kształcimy kadry pod zapowiadany przez premiera Pawlaka przyszły reaktor?

Nie. I to jest bardzo poważny błąd. Od energetyki atomowej nie da uciec. Powtarzam, nie ma innej technologii, która zapewni moim wnukom prąd w gniazdkach. Powinniśmy nie tylko budować elektrownie, ale też włączyć się w najnowsze projekty badawcze, najlepiej w duże europejskie programy. Musimy inwestować w badania i w ludzi.

Uważa pan, że dzisiaj poziom atomistyki w Polsce byłby wyższy, gdyby nie decyzja o wstrzymaniu budowy elektrowni w Żarnowcu?

To nie ulega wątpliwości. Wstrzymanie inwestycji w Żarnowcu było kolosalnym błędem z trzech powodów. Po pierwsze, mielibyśmy elektrownię. W planach miał w niej stanąć reaktor lekko-wodny, czyli chłodzony wodą. Takie reaktory są dziś najbardziej rozpowszechnione, uznaje się je za bezpieczne i funkcjonują bez zarzutu w wielu miejscach na świecie. Po drugie, nie zmarnowalibyśmy tych ogromnych pieniędzy, utopionych w samych przygotowaniach do budowy. Po trzecie, zyskalibyśmy niezbędne doświadczenie. O tym, że północ kraju byłaby zabezpieczona energetycznie nawet nie wspominam. Tajemnicą poliszynela jest to, że głównym powodem przerwania inwestycji w Żarnowcu była polityka. Władza postanowiła pokazać obywatelom, że nie tylko ich bije pałkami, ale także dba o ich zdrowie.

Elektrowni planowanej w Żarnowcu nie groziła taka awaria jak w Czarnobylu?

Oczywiście, że nie! Nie przypadkiem większość reaktorów na świecie to reaktory lekkowodne. A takie miały być reaktory w Żarnowcu. Ten typ w momencie awarii spowodowanej utratą chłodziwa, sam się wygasza. W reaktorze czarnobylskim spowalniaczem był grafit. W momencie utraty chłodziwa w reaktorze tego typu, moc zamiast się zmniejszać, rośnie. I tak się stało w Czarnobylu. Amerykanie odważyli się zbudować tylko jeden taki reaktor. Do tego postawili go w najbardziej odludnej części Stanów.

Po co Rosjanom była elektrownia oparta na tak ryzykownej technologii?

Po pierwsze, stosunkowo łatwo zbudować reaktor dużej mocy w technologii grafitowej. Wykorzystuje tańsze, bo niskowzbogacone paliwo. Wreszcie, taki reaktor wydajnie produkuje pluton, wykorzystywany w głowicach jądrowych.

Ile takich reaktorów powstało?

Siedemnaście, ale część już nie działa. Na przykład Litwini mają zamknąć Ignalino i zbudować w tym miejscu nową elektrownię.

Dałby pan głowę, że nowe reaktory będą bezpieczniejsze?

W tej chwili współczynnik awaryjności elektrowni jądrowych kształtuje się na poziomie jednej awarii na 10 tysięcy reaktoro-lat. A mówimy o reaktorach starszej, tzw. drugiej, generacji. Każda następna generacja będzie 10 razy bezpieczniejsza. Proszę zwrócić uwagę, że jak na razie mieliśmy tylko dwie poważne awarie w elektrowniach jądrowych. Przy czym tylko ta czarnobylska była tak spektakularna. Zapewniam pana, że technologia wytwarzania prądu w elektrowniach atomowych jest dalece bardziej bezpieczna, niż w elektrowniach innego typu.

Podejdźmy do sprawy inaczej. Załóżmy, że wybucha wojna rakietowa. Jak się zachowa elektrownia atomowa trafiona rakietą?

Elektrownie są projektowane tak, aby wytrzymać upadek samolotu pasażerskiego. Rozumiem, że o trafieniu rakietą z głowicą jądrową nie rozmawiamy. Kwestia promieniowania elektrowni schodzi wtedy na dalszy plan…

Jasne. Ale powiedzmy, że mamy do czynienia ze zniszczeniem elektrowni przez rakietę konwencjonalną.

Nikt takich prób nie robił, więc nie wiadomo. Wiele zależy od tego, czy zawaliłby się budynek i czy doszłoby do rozszczelnienia reaktora. Ale nawet jeśli, to promieniowanie byłoby o wiele mniejsze, niż po awarii w Czarnobylu. Wtedy od promieniowania zginęło 47 osób. Tyle ginie na polskich drogach w jeden weekend. Ale czy chce pan z tego powodu zakazać ruchu samochodowego?

Rozmawiał Arkadiusz Bartosiak

*Prof. dr hab. Jacek Jagielski jest pracownikiem naukowym Instytutu Problemów Jądrowych i Instytutu Technologii Materiałów Elektronicznych. Zajmuje się badaniami wpływu promieniowania na materiały oraz między innymi syntezą związków chemicznych poprzez implantację jonów. Opublikował ponad 150 prac w zagranicznych czasopismach naukowych. Angażuje się w projekty, których celem jest popularyzacja nauki.

Komentarze

13 komentarze do tekstu: “Ekologom powinno zależeć na rozwoju energetyki jądrowej”

  1. Dawid on Marzec 10th, 2008 7:51 pm

    Witam

    Z zaciekawieniem i rozbawieniem czytalem ten artykuł Profesorze Jagielski
    takich naukowców jak Pan powinno byc więcej i na pewno jest
    z tym że brakuje w takich sprawach wiekszego rozgłosu
    ciekaw jestem czy artykuł który tu przeczytałem został gdzieś wydrukowany
    bo to wszystko oczym pan tu mówi jest niesamowite i jak najszersze grono ludzi
    powinno wiedzieć o tym wszystkim co zostało tu powiedziane
    myśle podobnie jak Pan panie profesorze
    a jestem tylko zwykłym zjadaczem chleba.

    Pozdrawiam
    -Dawid

  2. Marek on Kwiecień 26th, 2008 3:10 am

    Treść artykułu nie jest niczym nowym dla osób faktycznie znających się na energii jądrowej i metodach wytwarzania energii w ogólności. Muszę jednak dodać sprostowanie dotyczące zgazowania węgla (propozycja prof Jagielskiego).
    Otóż zgazowanie węgla dotychczas dostępnymi technologiami, w tym metodą Fischera – Tropscha jest całkowicie sprzeczne z ostatnimi trendami dotyczącymi emisji CO2. Zgazowanie węgla w istniejących na świecie 2-3 fabrykach ma sens do produkcji węglowodorów jako dalszych surowców dla przemysłu chemicznego, natomiast produkcja energii tymi metodami charakteryzuje się FATALNYM wręcz bilansem energetycznym i cechuje ją bardzo duża emisja CO2. Lepiej jest po prostu ten węgiel spalić w nowoczesnej elektrowni! Natomiast co do energii jądrowej, magazynowania odpadów – brawo! Trzeba jasno tłumaczyć wszystkim, niestety, niedouczonym ekologom – nie ma alternatywy dla energii jądrowej. A z wiatrakami z zachodniej Europie mieliśmy już ciekawe przykłady – w niektórych rejonach udział tego rodzaju energii jest na poziomie ~10%, zdarzały się sytuacje awaryjne przy bezwietrznych okresach, kiedy trzeba było na gwałt uruchamiać konwencjonalne bloki gazowe dla ratowania sytuacji. Energia wiatrowa może być tylko uzupełnieniem, nie podstawą. I przykład z Niemiec jest czystą demagogią – produkcja generatorów wiatrowych jest tam dotowana przez państwo.

  3. Amol on Maj 2nd, 2008 10:33 am

    Swietna rozmowa – jak mawia pewien zaprzyjazniony goral – madrego przyjemnie posluchac!
    Mysle ze waznym elementem jest rowniez ekologiczny, nie tylko ekonomiczny koszt budowy np wiatrakow, ze o bateriach slonecznych nie wspomne…
    Pozdrawiam

  4. zbigniew on Październik 23rd, 2008 8:57 pm

    mamy tyle energji w wodzie i w elektrowniach wiatrowych że naprawde nietrzeba nam elektrowni atomowych, weśmy przykład z gospodarstw w australji?

    pozdrawiam

  5. Jacek on Listopad 2nd, 2008 12:00 pm

    Elektrownie wiatrowe są pięć razy droższe od jądrowych ! Jeden megawat w elektrowni wiatrowej kosztuje tyle, co w elektrowni jądrowej (ok. 2 mln euro) ale elektrownia wiatrowa pracuje mniej niż 20% czasu. Udział elektrowni wiatrowych nie może przekraczać 3-5 % mocy zainstalowanej w kraju, bo inaczej brakuje prądu jak nie ma wiatru. Tam gdzie postawiono dużo elektrowni wiatrowych (północ Niemiec) trzeba było awaryjnie dostawiać bloki opalane gazem. Chyba nie o to chodzi. Polska jest płaskim krajem i na elektrownie wodne nie ma co liczyć, może pare procent potrzebnej nam mocy. W Australii też ich nie ma.

  6. jarema on Styczeń 12th, 2009 5:55 pm

    A oto kilka faktów dotyczących energetyki jądrowej.

    lista państw odchodzących od atomu (część z nich ma konstytucyjny zakaz wdrażania tego typu technologii):

    Austria – odrzucenie energii nuklearnej zostało przegłosowane w referendum w 1978r. Jedyna już zbudowana elektrownia nigdy nie została uruchomiona. Od 1999r. zakaz używania energii jest zapisany w konstytucji.

    Dania – 5 reaktorów planowanych w 1976r. nigdy nie zostało zbudowanych. W 1985r. rząd przyjął ostatecznie stanowisko przeciwne energii nuklearnej.

    Grecja – różnorodne plany konstrukcji nigdy nie zostały wdrożone. W 1982r. rząd zdecydował, że żaden reaktor nie zostanie zbudowany.

    Irlandia – nie powstała żadna elektrownia jądrowa, mimo decyzji o budowie z 1974r.

    Włochy – jedyne państwo nuklearne, które natychmiast wyciągnęło wnioski z katastrofy w Czarnobylu: w 1988r. w referendum ostatecznie odrzucono energię nuklearną. Przerwano budowę 5 nowych reaktorów, a w 1990r. zamknięto 4 już aktywne.

    Norwegia – plany budowy zostały definitywnie porzucone w 1986r.

    Portugalia – plany budowy powstałe w 1971r. definitywnie porzucono w 
    1995r.

    Wypadki z samego 2008 roku (dla tych, co uważają, że awarie w EJ to tylko Czernobl, Three Mile Island i Paks).

    11.VI.2008 – wyciek w EJ w Równem, na Ukrainie, władze w Kijowie przez dobę zaprzeczały.

    9.VII.2008 – wyciek ponad 36 tys. litrów skażonej uranem wody do rzek i gleby z francuskiej EJ Tricastin.

    24.VII.2008 – podczas kolejnej awarii w tej samej elektrowni zostaje napromieniowanych 100 pracowników.

    24.VIII.2008 – pożar w hiszpańskiej EJ Vandelios II.

    9.IX.2008 – trzem Chińczykom udało im się przemycić 270 kg uranu z Kirgistanu do Chin.

    13.XI.2008 – pożar w japońskiej EJ Onagawa

    19.XI.2008 – elektrowni jądrowej w Carcassonne na południu Francji groziła eksplozja. Inspektorzy francuskiej Agencji Bezpieczeństwa Nuklearnego alarmują, że rury z płynnym gazem są tam przerdzewiałe.

    I na koniec coś dla tych, którzy zaprzeczają szkodliwości dla zdrowia EJ:
    http://www.pubmedcentral.nih.gov/articlerender.fcgi?artid=1892120

    http://rpd.oxfordjournals.org/cgi/content/abstract/93/2/143

    http://www.pubmedcentral.nih.gov/articlerender.fcgi?artid=1740569

    http://www.newscientist.com/article/mg12216693.300-science-leukaemia-and-nuclear-power-stations-.html

    http://newsagency.thecheers.org/Health/news_1807_Nuclear-reactor-workers-at-dramatically-higher-risk-of-cancer.html

    http://www.nonukes.org/w15cancr.htm

    http://www.mindfully.org/Nucs/Leukemia-Kids-Of-Workers.htm

    zapraszam na strone
    http://www.ian.abc.pl

  7. Sylwester on Luty 27th, 2009 11:27 am

    Ludzie jestem studenetem elektortechniki. Powiedzcie mi jakie inne zródlo energi zastąpi w polce elektrownie węglowe?? artykuł bardzo ciekawy. Chociaz 47 osób ktore zginely w czarnobylu to smiech na sali, zgineło kilkaset!! wszyscy macie racjie elektrownie EJ sa grozne ale tak samo jak elektorwnie konwencjonalne. Emijsja CO2 zabija nasze srodowisko czy jak nasze wnuki nie beda mialy czytstego powietrza to wtedy powiecie ze trzeba zamknac elektoownie węglowe i zyjmy bez prądu?? nie warto przywolywac zakazanie budowy elektorwni atomowych panst takich małych jak grecjia czy portugalia które czerpia moc z państ osciennych. w Polsce nie ma mozliwosci pozyskiwania energi z innych zródeł nie postawimy elektrowni wodej takiej jak Ithapu i nie postawimy elektrowni zaleznych od wiatru!! węgiel sie skonczy ceny za emeisje CO2 ciagle rosna i energi elektryczna bedzie rosnać!! elektrownie jądrowe sa polsce potrzebne ta z zarnowca wyrównala by zapotrzebowanie pólnocnej polski ale nie bo ekologia lepiej na slasku wysylac tony CO2 w powietrze. Ludzie tez gina od pylicy i innych chorób. Jakby nie czarnobyl i ekeserymenty głupich rusków energia atomowa rozwijaja by sie a my placilibysmy o 50% mniej za energie elektryczna

  8. Jan on Marzec 21st, 2009 12:49 pm

    Informacja dla Pana Jaremy.W Carcasonne NIE BYŁO <NIE BEDZIE elektrowni
    atomowej(ta wiadomość to czyste kłamstwo).
    Wyciek w TRISCATIN był ale nie w elektrowni tylko w zakładach odzysku odpadów uranu (SOCATRI) w ilosci 12g nalitr wody popłucznej ,fama głosiła że wyciek wynosił 30m3.W rzeczywistości ASN podał 6m3 co daje około 74kg uranu.
    ASN=agencja nuklearnego bezpieczenstwa
    W elektrowni jądrowej Le Cruas , nie płynny gaz ale rury z wodorem
    służącego do chłodzenia generatora(chłodzi się generatory prądotwórcze
    o mocy powyży 30MW wodorem) .Takie same rozwiązanie są u nasz w elektrowniach,i takie wypadki u nasz zdarzały się.Turbogeneratory są w budynkach poza reaktora jądrowego,to groziło wybuchem anie reaktor.
    Podaje pan liste przestarzałą krajów ktore odeszli od budowy elektrowni atomowych w dodatku panstwe te wspópracują z panstwami sąsiedniemi.
    Co do Włoch zrewidowały swoją polityke i planują zainstalować od nowa
    elektrownie atomowe.(planują 10 wgraportu z5lutego 2009
    Te małe panstwa za to nie zrezynowały z instalacji na skale laboratoryjną z
    reaktorów jądrowych i każde z nich ma takowe jedno lub kilka tak jak Norwegia.
    Co do planów budowy reaktorów jądrowych stan na31 stycznia 2009 wynoszi:
    43 w budowie w tym Chiny 11 Indie 6.Planowane do budowy -108 w tym
    Chiny26 ,indie10,Japonia13,Rosja11.

  9. Jacek on Kwiecień 20th, 2009 8:15 pm

    Ciągle czytam, jak to jednym z głównych argumentów przeciw energetyce jądrowej jest Czernobyl. Warto sobie uświadomić, że reaktory tego typu (w których moderatorem jest grafit) w dużej skali były budowane tylko w Związku Radzieckim. Z prostego powodu: produkowały pluton dla bomb atomowych. Jeżeli podzielimy energetykę jądrową na dwa obszary: jeden to reaktory RBMK (Czernobyl) i drugi normalne reaktory lekkowodne to wniosek jest prosty. Energetyka jądrowa oparta o reaktory lekkowodne w całej swojej historii nie doprowadziła do śmierci ani jednego człowieka. Nikt też nie odniósł trwałego uszczerbku na zdrowiu w wyniku jakichkolwiek awarii w takich elektrowniach. Nie ma innego źródła energii, które byłoby równie bezpieczne.

  10. tomek on Marzec 20th, 2010 3:13 pm

    Polacy będą składować resztki z reaktorów?? Polacy nie umieją segregować śmieci w 21 wieku, w śmietniku na metale można znaleźć sedes a na plastiki szkło, Kolejny wątek, który mnie śmieszy to Czernobyl i mała liczba ofiar, kto ich wtedy liczył ?? nikt nawet się nie interesował mutacjami jakie zachodziły w ludzkich i zwierzęcych organizmach, jestem ciągle przeciwny reaktorom, a cena ich postawienia jest kosmiczna.

  11. Krzysiek on Kwiecień 4th, 2010 6:06 pm

    Jestem studentem i jest mi jest przykro bo nie otrzymuje rzetelnych informacjim każdy ma swoje poglądy i racje a ja próbuje wyciągnąć wnioski. Facet od Ochrony Środowiska ślini sie słysząc „atomistyka” a inny… inny mówi to samo co prof. Jagielski. Pomyślicie o czym ja pisze, przeciez prof Jagielski też jest za atomem w Polsce. Nie o tym mowa, „Nie ma złych i dobrych technologii, są technologie dobrze lub niewłaściwie stosowane.”

    A teraz fatky – źródła „czystej” enargii w Polsce, poza atomem mającym zwolenników i przeciwników, bo z nim nie dojdziemy chyba do porozumienia:

    1. Biomasa
    2. Energia wodna
    3. Zasoby geotermalne
    4. Energia wiatru
    5. Prom. słoneczne
    (dodam że to są tzw „odnawialne” źródła)

    A teraz podam przybliżone wielkości.
    Pomyślcie ze z energii wodnej możemy uzyskać X
    Z energii wiatru 3,5 X
    Z pormieniowania słonecznego 7 X
    Z Biomasy 10 X
    A z geotermii 15625 X

    Średnie zużycie energii pierwotnej w Polsce w latach 1998-2004 to 100 X

    I tu kolejny cytat prof. Jagielskiego:
    „A dlaczego mamy zawsze być na końcu? Zawsze w ogonie? W niczym nie możemy być liderem?”
    …i jako pierwsi usamodzielnić się energetycznie przy pomocy geotermii?

    A wiedzcie że pod tym względem, jako kraj jesteśmy bardzo hojnie obdarowani przez matke naturę, która np niemcowi dała o połowe mniej iksów w tej dziedzinie.
    Dlaczego nie iść w tą stronę, skoro tu jest miejsce na te inwestycje?

  12. grzegorz on Kwiecień 18th, 2010 8:32 pm

    Chcę poruszyć jeden aspekt z zakresu energetyki – całkowicie pomijany w debatach.Chodzi mianowicie o problem – temat – akumulacji energii. Jak dotąd wiele wysiłków i nakładów wkładanych jest w rozwój źródeł energii. O akumulatorach jakby zapomniano, choć trzeba oddać sprawiedliwość, postęp jest. Energii – i to tej najzwyklejszej, bo naturalnej mamy wokół wbród. Mamy nawet dość efektywne metody jej pozyskiwania. Nie mamy skutecznego sposobu jej zakumulowania w najprostszy – elektryczny sposób. Dam przykład obliczeniowy:
    Przeciętne dzienne zużycie energii w gospodarstwach domowych wynosi 3 do 5 kWh. Taką ilość energii można bez wysiłku i nadmiernych kosztów uzyskać z baterii fotowoltaicznych o powierzchni 4 – 6 m2 przy 5 godzinnej ekspozycji i obecnym poziomie sprawności ogniw (ok.16-20%). Zawsze też można baterie słoneczne uzupełnić małym wiatrakiem. Jak jednak efektywnie tę naturalną energie przechować na okres nocny i bezsłoneczny, kiedy najbardziej sprawne akumulatory tracą swoją niezawodność mniej więcej po roku. Nowa bateria to oczywiście koszty. Nad ich redukcją w tym temacie niewielu pracuje. A może byłoby warto.
    Powód jest jeden i bardzo oczywisty. Finansowy i jednocześnie fiskalny. Wielkim korporacjom energetycznym wcale nie zależy na energetyce rozproszonej. Odbiorcy muszą być uzależnieni od sieci. Indywidualni producenci OZE też. Stąd konieczność np. lokalizacji elektrowni wiatrowych w bliskim sąsiedztwie linii energetycznej i  obowiązek sprzedawania wyprodukowanej energii do sieci. Czy ktokolwiek i gdziekolwiek dopuścił do zbudowania dużego wiatraka z akumulatorem? Czy ktoś pomyślał ile energii pompowanej do sieci się marnuje, bo nie jest zużywana? Elektrownia atomowa – zresztą każda duża elektrownia zawodowa także – musi pracować bez przerwy. Taka jej natura. W okresach znikomego poboru energia po prostu z niej ulatuje. Czy ktoś zastanawia się nad wykorzystaniem tej energii choćby do celów ciepłownictwa w  dużych akumulatorach wodnych? Ja nie słyszałem. Za to namawia się nas do wymiany żarówek, rezygnacji z wygodnych urządzeń i  takie tam bzdety . Z prostych rachunków wynika też, że przy zastosowaniu technologii akumulacyjnej można by wydatnie zredukować moce elektrowni.
    Powód fiskalny – jest oczywisty. Indywidualnie wyprodukowanej energii nie da się skutecznie opodatkować. Energię z elektrowni atomowej dostępną w sieci owszem. Tylko z bloku o mocy 1000 MW skarb państwa uzyskuje ok. 500 mln ZŁ rocznie z samego VATu.
    Czy to jest okoliczność bagatelna? Obecnie w krajowej sieci mamy równowartość ok.34 takich bloków. Nie wierzę więc w skuteczne wsparcie Państwa w rozwój indywidualnych OZE. Jakiegokolwiek państwa. Nie tylko naszego.

  13. busy do Niemiec on Czerwiec 9th, 2010 5:39 pm

    Ciekawy post, bede wpadal na twoja stronke czesciej zapewne

Chcesz skomentować?





*

Anti-Spam Protection by WP-SpamFree

Bottom