Top

Gorzej niż na Białorusi

Luty 17, 2008

Tylko 20 procent Puszczy Białowieskiej objęte parkiem narodowym, jest należycie chronione. Już osiem lat temu teren parku miał być powiększony. Jednak do tej pory nic się nie zmieniło, bo Lasy Państwowe chcą traktować puszczę jak las gospodarczy i prowadzić w nim normalną wycinkę. Rząd powinien jak najszybciej zająć się tą sprawą.

Gdy przed kilkoma dniami zapytałem resort środowiska, kiedy Białowieski Park Narodowy zostanie powiększony, dostałem bardzo dziwną odpowiedź. Pozwalam sobie zacytować ją w całości: „Ze względu na konieczność uwzględnienia wielu aspektów, w tym także rozwoju społeczno-ekonomicznego mieszkańców tego obszaru oraz porozumienia samorządów i społeczności lokalnej, w chwili obecnej trudne jest określenie horyzontu czasowego ewentualnego powiększenia parku”. Tłumacząc słowa Michała Milewskiego (naczelnika wydziału prasowego Departamentu Edukacji i Promocji Zrównoważonego Rozwoju) na język polski, oznacza to, że ministerstwo środowiska nie jest zdeterminowane, by walczyć o Białowieski Park Narodowy. To fatalna wiadomość.

Puszcza Białowieska to ostatni nizinny pierwotny las w Europie i bez wątpienia należy do najcenniejszych obszarów przyrodniczych na naszym kontynencie. Śmiało można powiedzieć, że dla europejskiego dziedzictwa kulturowego jest równie ważna jak… ateński Akropol. Nawet nie wyobrażamy sobie jak wielu cudzoziemcom Polska kojarzy się przede wszystkim z otaczającym Białowieżę pierwotnym lasem. Mając taki skarb, powinniśmy o niego dbać, jak o rodowe srebra. Niestety na nic się zdały nawet apele Czesława Miłosza i Ryszarda Kapuścińskiego. Leśnicy nadal traktują Puszczę Białowieską jak zwykły las gospodarczy, wycinając ostatnie stare drzewostany i urządzając na ich miejscu sztuczne plantacje. Zdaniem Państwowej Rady Ochrony Przyrody, złożonej z elity polskich naukowców, jedynym rozwiązaniem, które zapobiegnie dalszej dewastacji, jest rozciągnięcie obszaru Białowieskiego Parku Narodowego na całą puszczę.

O ochronie lasów białowieskich nie może decydować społeczność lokalna – jak uważa Michał Milewski – bo to nie jest jej własność. Puszcza należy do nas wszystkich. Tak samo jak Wawel i Tatry. Lasów pierwotnych, nie sadzonych i nie zmienianych przez człowieka, jest na świecie bardzo niewiele. Dlaczego, mając u siebie tak wspaniały zabytek przyrody, nie potrafimy o niego należycie zadbać?

Dowody winy Lasów Państwowych

Pierwszy rezerwat na tym terenie utworzono w 1922 roku. Miał powierzchnię 5 tys. hektarów. 10 lat później przemienił się w pierwszy w Polsce (i jeden z pierwszych na świecie) park narodowy. Wciąż obejmował jednak tylko maleńki fragment puszczy, w pozostałej zaś części prowadzono rabunkową gospodarkę leśną, kontynuowaną podczas okupacji przez Niemców, a po wojnie przez komunistyczne władze. Niestety ten proceder trwa do dzisiaj! Nie pomogło nawet to, że pod koniec lat 70. Białowieski Park Narodowy wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO (jeden z trzech pierwszych polskich obiektów na tej liście, obok Starego Miasta w Krakowie i zabytkowej kopalni soli w Wieliczce). Na nic zdał się też Dyplom Rady Europy, przyznany Białowieskiemu Parkowi Narodowemu.

W połowie lat 90. pod naciskiem polskich i zagranicznych przyrodników, ekologów oraz naukowców Białowieski Park Narodowy powiększono dwukrotnie, do przeszło 10 tys. hektarów. Ale to wciąż tylko 20 proc. polskiej części puszczy. Tymczasem część białoruska w całości jest objęta parkiem narodowym! I choć można mieć też zastrzeżenia do tego, jak Białorusini ją chronią, to sam fakt jest już znamienny. Wprawdzie w 1994 roku cała nasza część puszczy została pierwszym polskim leśnym kompleksem promocyjnym (w takich kompleksach gospodarka leśna ma służyć zachowaniu albo przywróceniu lasowi naturalnego charakteru), ale to także niewiele zmieniło. Wielu naukowców zajmujących się białowieskim lasem wciąż zwraca uwagę, że do dziś pomnikowe drzewa wycina się nawet w rezerwatach.

Lasy Państwowe, zawiadujące większością Puszczy Białowieskiej, pod pretekstem leśnej wymiany pokoleń albo walki ze szkodnikami wycinają ponadstuletnie drzewa (choć w opinii naukowców to wcale nie ogranicza plagi szkodników). Tym samym puszcza traci coraz bardziej swój unikatowy, dziewiczy charakter. I w niczym nie pomoże to, że leśnicy zarzekają się, iż wszystko, co robią, służy dobru puszczy. Dowodów na to, że ich deklaracje mają się nijak do rzeczywistości, jest bez liku.

Oto skrócona lista tylko najważniejszych przewin:
- W 2000 roku leśnicy zablokowali powiększenie Białowieskiego Parku Narodowego na obszar całej puszczy, choć chciał tego ówczesny minister ochrony środowiska.
- W zeszłym roku Białowieskiemu Parkowi Narodowemu Rada Europy odebrała swój dyplom. Decyzję motywowano tym, że Polska pozwala na niszczenie naturalnego charakteru pozostałej części puszczy.
- Kilka miesięcy temu Okręgowa Dyrekcja Lasów Państwowych w Białymstoku straciła prestiżowy certyfikat międzynarodowy, Forest Stewardship Council, przyznawany za prowadzenie takiej gospodarki leśnej, która nie niszczy przyrody (w tym samym czasie minister środowiska w rządzie PiS, Jan Szyszko, też zresztą leśnik z wykształcenia, przyznał Lasom Państwowym tytuł Lidera Polskiej Ekologii).

Białowiescy leśnicy uważają oczywiście, że to akty niebywałej niesprawiedliwości. Twierdzą, że puszcza bez ingerencji człowieka zdegeneruje się i na miejsce obumierających ze starości dębin wejdą drzewa o dużo mniejszej wartości – brzozy lub osiki. Być może nawet tak będzie, ale to naturalny cykl w przyrodzie – w ogołoconym z drzew miejscu najpierw pojawiają się gatunki pionierskie, a dopiero potem zastępują je te bardziej wymagające, jak dąb, grab czy klon. Nic lepiej nie oddaje myślenia leśników. Drzewa, których drewno ma małą wartość handlową, to chwasty. Zadziwiające, że wykształceni ludzie nie mogą zrozumieć, że pozostawienie w lesie starych obumierających drzew jest bardzo ważne dla utrzymania bioróżnorodności leśnego ekosystemu. Próchniejące pnie to miejsce do życia dla wielu zagrożonych wyginięciem gatunków owadów, które są z kolei pokarmem dla innych rzadkich zwierząt.

Do leśników zdaje się to jednak nie docierać. Dowodów nie trzeba długo szukać. Niecałe dwa lata temu Lasy państwowe wycięły w jednym z najcenniejszych rezerwatów Puszczy Białowieskiej ponad tysiąc stuletnich świerków, nie biorąc nawet pod uwagę tego, że trwał wtedy właśnie sezon lęgowy rzadkiego dzięcioła trójpalczastego (jest na liście gatunków zagrożonych wyginięciem), który żeruje prawie wyłącznie na starych świerkach.

Inicjatywa Lecha Kaczyńskiego

Smutna prawda jest taka, że starsze pokolenie polskich leśników, wykształcone w peerelowskich uczelniach, zamiast widzieć las jako cenny ekosystem, często dostrzega w nim jedynie metry sześcienne drewna, która da się sprzedać. To dlatego leśnicy przez lata blokowali powiększenie Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Zgodzili się na to dopiero wtedy, gdy wycięli co cenniejsze, najstarsze drzewostany. Bo można było na nich świetnie zarobić.

W PRL-u utrwaliła się praktyka, że jeśli już tworzono park narodowy, to obejmował on na ogół tylko niewielki skrawek zasługującego na taką ochronę obszaru. Obok Bieszczad przykładem mogą być Gorce. Niestety, ta praktyka – z nielicznymi wyjątkami – jest w zasadzie kontynuowana do dziś. A to sprawia, że w Polsce mamy jedne z najmniejszych parków narodowych na świecie. Dużo lepiej pod tym względem wypada Białoruś czy mająca o wiele mniej od nas cennych przyrodniczo obszarów Wielka Brytania.

Stosunek kolejnych rządów do Puszczy Białowieskiej idealnie wpisuje się w tą tendencję. W 2000 roku na nic zdały się apele wspomnianych już Miłosza i Kapuścińskiego. Na nic masowa akcja zorganizowana przez Pracownię na rzecz Wszystkich Istot. Pod petycją w sprawie powiększenia Białowieskiego Parku Narodowego podpisało się 100 tys. osób. Ale rząd dalej – pod pretekstem oporu ze strony społeczności lokalnej – decydował się na półśrodki. Tymczasem po prostu nie chciał zadzierać z leśnikami, czyli jedną z najbardziej zwartych i solidarnych grup zawodowych w Polsce, a do tego grupą niebywale wpływową – wielu politykom leśniczowie i gajowi służą jako przewodnicy w polowaniach.

Dwa lata temu grupa zdesperowanych ekologów zorganizowała Międzynarodowy Dzień Solidarności z Puszczą Białowieską. Pod polskimi ambasadami w 20 krajach świata demonstrowali przyrodnicy domagający się powiększenia Białowieskiego PN. Zrobiło to wrażenie na prezydencie Lechu Kaczyńskim, który niedługo później powołał zespół, mający opracować projekt rozciągnięcia parku narodowego na całą puszczę. Ale zastrzegł, że trzeba znaleźć takie rozwiązanie, które będzie też chronić interesy mieszkańców puszczańskich miejscowości. A ci cały czas są na „nie”. I to jest największy sukces leśników: przekonali lokalną ludność i samorządy, że powiększenie Białowieskiego PN nie będzie w ich interesie. Podobna akcja udała im się kiedyś na Mazurach, gdzie nie powstał Mazurski Park Narodowy. Leśnicy wmawiają mieszkańcom, że będą żyć jak w skansenie, nie będą mogli w puszczy zbierać grzybów, jagód czy poroży jelenich, co często jest jednym z ich źródeł utrzymania.

Tymczasem różne części parku mogą mieć różne reżimy ochronne i w niektórych miejscach dalej można by zbierać runo leśne. To zresztą zaproponował prezydencki zespół. Ale mieszkańcy i tak powiedzieli „nie”. W tej sytuacji, trudno uwierzyć, że w najbliższym czasie park zostanie powiększony. Przecież politycy, kierują się w swych działaniach tylko słupkami popularności. Gdyby rządowi naprawę zależało na rozwiązaniu tego problemu, mógłby mieszkańców przekonać. Na przykład rozsądnie inwestując w rozwój Białowieży i sąsiadujących z nią wsi, stawiając choćby na turystykę.

Bombardujmy ministerstwo

Zakaz wycinania drzew w okolicach dzisiejszej Hajnówki wprowadził już Władysław Jagiełło, dla którego było to jedno z ulubionych miejsc do polowania. Później w otaczających Białowieżę ostępach polowało także wielu kolejnych królów, a w czasie rozbiorów carów. Do I wojny światowej w Puszczy Białowieskiej właściwie nie prowadzono normalnej gospodarki leśnej, która w tamtych czasach polegała na tym, że wycinało się wszystko w pień, a potem urządzało plantację drzew – zwykle sadzonych w równiutkich rzędach monokultur sosny lub świerku. Dzięki temu białowieskie lasy zachowały swój pierwotny charakter. Były nietknięte ręką człowieka i pełne zwierzyny. Już w latach międzywojennych takich obszarów leśnych w Europie prawie nie było. Biorąc to pod uwagę, tym trudniej zrozumieć dzisiejszy upór i opór Lasów Państwowych. Trzeba ponadto wiedzieć, że puszczańskie nadleśnictwa przynoszą straty. Gdzie więc szukać przyczyny takiego, a nie innego zachowania leśników?

Kiedy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Leśnicy najzwyczajniej w świecie wiedzą, że pracownicy parków narodowych zarabiają w Polsce dużo mniej niż załoga Lasów Państwowych i powiększenie parku narodowego oznaczałoby dla nich mniejsze pensje. Poza tym wielu leśników dorabia jako przewodnicy myśliwych, także tych z zagranicy. A w parku narodowym polować nie wolno.

Najbardziej bulwersujące jest jednak to, że mieszkańcy puszczańskich miejscowości i leśnicy zachowują się tak, jakby Puszcza Białowieska była ich własnością. A rząd zdaje się to honorować, co jest po prostu nie fair wobec reszty społeczeństwa. Co możemy zrobić, żeby zmienić nastawienie władz? To, co nam pozostaje: jak najczęściej publicznie zabierać głos w tej sprawie, organizować akcje społeczne, bombardować Ministerstwo Środowiska (ul. Wawelska 52/54, 00-922 Warszawa) listami z apelem o powiększenie Białowieskiego Parku Narodowego. Jeśli rząd w końcu sobie uświadomi, że za powiększeniem BPN jest więcej ludzi niż tych przeciwko, może wreszcie przestanie grać na zwłokę.

Mariusz Krzemiński

Komentarze

Chcesz skomentować?





*

Anti-Spam Protection by WP-SpamFree

Bottom