Jednorazówkom mówimy „nie”
Styczeń 23, 2008
Torby foliowe nie tylko zaśmiecają świat. Ich produkcja jest nieekologiczna, a dodatkowo winduje ceny paliw.
W Polsce dopiero zaczynamy walkę z „foliówkami”. W połowie stycznia w całym kraju pojawiły się billboardy promujące ekologiczną torbę na zakupy wielokrotnego użytku. Producent reklamuje swój produkt hasłem: „Jednorazówkom nie. Greenbag – torba na lata” i trzeba przyznać, że trudno było o lepszy moment na taką kampanię. Na początku roku Chiny ogłosiły, że od czerwca zabronią sklepom rozdawania cienkich foliowych toreb jednorazowych. Państwo Środka do ich produkcji potrzebuje rocznie 5 mln ton ropy. Dla porównania: całkowite zużycie tego surowca w Polsce to niewiele ponad 15 mln ton. Jedynie do produkcji foliowych siatek Chińczycy zużywają zatem jedną trzecią polskiego zapotrzebowania na ropę! W skali świata to oznacza dużo większy popyt na ten surowiec, a więc wyższe ceny paliw, choć chyba nikt jeszcze nie policzył, jaki wpływ na drożenie benzyny i oleju napędowego ma powszechne używanie torebek foliowych.
Zakaz, jaki chcą wprowadzić u siebie Chińczycy, mają już Australia, Nowa Zelandia i Japonia, a w paru krajach, m.in. w Niemczech, Irlandii, Francji i Szwajcarii, na foliowe jednorazówki nałożono podatki.
Rozsądna moda na walkę z plastikowymi „jednorazówkami”, (rozkładającymi się na wysypisku 400 lat), dotarła także i do naszego kraju. W Polsce zużywa się ich ok. miliarda rocznie . W zeszłym roku z inicjatywy działacza PiS, Krzysztofa Piątkowskiego, rada miejska Łodzi uchwaliła zakaz rozdawania cienkich „foliówek” w sklepach. Uchwałę uchylił wojewoda, argumentując, że łamie ona konstytucję, gwarantującą swobodę prowadzenia działalności gospodarczej. Piątkowski nie złożył broni i przygotowuje teraz projekt ustawy sejmowej, która wprowadzałaby taki zakaz w całym kraju. Będzie on gotowy lada dzień, ale potem działacza PiS czeka dużo trudniejsze zadanie: zebranie 100 tys. głosów (wymagane przy obywatelskiej inicjatywie ustawodawczej). Na szczęście, chcą mu pomóc inne miasta, popierające zakaz rozdawania „foliówek” – Świdnica, Tychy i Zabrze.
Coraz częściej mówi się, że alternatywą dla takiego rozwiązania mogłoby być wprowadzenie odpłatności za jednorazówki, co motywałoby klientów do wybierania się do sklepu z płócienną torbą. Moim zdaniem to lepsze rozwiązanie niż zakaz, bo doświadczenie uczy, że do ekologii ludzi łatwiej przekonać przez „kieszeń”, niż nakazami i szlabanami. Cienka „foliówka” powinna kosztować nawet około 50 groszy – dopiero wtedy oszczędności dla portfela przeciętnego klienta byłyby naprawdę odczuwalne.
Kampanię społeczną, zniechęcającą do opakowań jednorazowych, chce niedługo rozpocząć Ministerstwo Środowiska. To mocno spóźnione działanie, bo wiele sieci handlowych w Polsce albo już wycofało cienkie torebki foliowe (tak zrobiły m.in. Ikea, Yves Rocher, Tesco) albo wkrótce to zrobią (jak choćby Biedronka). Zamiast nich wprowadzają odpłatne torby papierowe (Ikea) albo tzw. degradowalne, rozkładające się po dwóch latach. W wielu hipermarketach można też kupić za kilka złotych torbę wielorazową, z płótna albo plastiku (w Lidlu i Carrefourze).
Mamy nadzieję, że już wkrótce w Polsce powszechne staną się biodegradowalne torebki ze skrobi (już popularne w Niemczech), niewiele różniące się od tych z folii, ale dużo bardziej przyjazne dla środowiska. A gdy już pożegnamy się z foliowymi jednorazówkami, bez których przecież jeszcze do niedawna się obywaliśmy, zauważymy oczywistą korzyść: wokół nas będzie po prostu czyściej.
Mariusz Krzemiński







Z tymi torbami nie do końca jest tak prosto, okazuje się że te grubsze są większym problemem dla środowiksa niż zwykłe torebki, dodatkowo nie można ich spalać tak jak zwykłych foliówek.