Fidel Castro jest przeciw – my jesteśmy za
Styczeń 8, 2008
Od Nowego Roku w każdym sprzedawanym litrze paliwa w Polsce jest co najmniej 35 mililitrów biokomponentów. Jednak niewielu kierowców zdaje sobie z tego sprawę. Ani rząd ani producenci paliw nie zadali sobie trudu, by wytłumaczyć nam, czym naprawdę są biopaliwa.
Tymczasem z roku na rok domieszka biopaliw będzie coraz większa i już za dwa lata ma sięgnąć 5 procent. Takie rozwiązanie wymusiła na nas Unia Europejska i polskie władze musiały się dostosować. Dlaczego jednak rząd działa w tej sprawie po cichu? Może woli rzecz przemilczeć, bo przecież narosło wokół niej zbyt wiele czarnych legend. Ot, choćby ta, że od biopaliwa samochody się psują – swoją drogą ciekawe, dlaczego nie mówi się tego o gazie, który naprawdę skraca żywotność niektórych części. W rzeczywistości 5-procentowa domieszka biodiesela czy bioetanolu nie szkodzi autom (nawet większa też im nie robi krzywdy, jeśli silnik jest odpowiednio przystosowany). A Biodiesla można wręcz porównać do luksusowej masażystki – ma bowiem lepsze właściwości smarne od oleju napędowego, co zapewnia silnikowi dłuższy żywot.
Ale po kolei. Na początek kilka słów wyjaśnienia. Bioetanol to odpowiednik benzyny, produkuje się go z kukurydzy, ze zbóż albo z trzciny cukrowej. Biodiesel, który można bez obaw używać zamiast oleju napędowego (jest też tak samo ekonomiczny), wytwarza się z olejów roślinnych: rzepakowego i palmowego.
Pionierem w ich produkcji była Brazylia, która już po kryzysie energetycznym w latach 70. postawiła na biobenzynę, produkowaną z trzciny cukrowej. Miało to przynajmniej częściowo uodpornić kraj na ewentualne skoki cen ropy w przyszłości i pomóc tamtejszym farmerom, których z kolei od czasu do czasu dotykała obniżka cen cukru (z powodu jego nadprodukcji). Rząd Brazylii wspierał rozwój rynku biopaliw, dotując m.in. budowę rafinerii, które je wytwarzały. Efekty przeszły najśmielsze oczekiwania: dziś 20 proc. paliwa zużywanego w tym kraju to właśnie bioetanol, sprzedaje się go tam w czystej postaci na niemal wszystkich stacjach benzynowych i dolewa do tradycyjnej benzyny. Brazylia jest dziś jedynym liczącym się producentem tego paliwa, który wytwarza je taniej od benzyny. Na razie nie udało się to ani krajom UE ani Stanom Zjednoczonym, które są kolejnymi liczącymi się wytwórcami biopaliw.
W USA już czwarta część zbiorów kukurydzy idzie na produkcję bioetanolu. W Unii najbardziej rozpowszechniony jest biodiesel. Tylko Niemcy wytwarzają go 2,5 mln ton rocznie. W Stanach i krajach unijnych, żeby uczynić produkcję biopaliw opłacalną, rządy wprowadziły ulgi podatkowe. Dodatkowo Bruksela nakazała członkom UE wprowadzać obowiązek używania biopaliw poprzez mieszanie ich z benzyną i olejem napędowym oraz sprzedawanie ich w czystej postaci. To dlatego w Polsce, od Nowego Roku, producenci paliw muszą dodawać do nich 3,5 procent domieszki biodiesela (do oleju napędowego) albo bioetanolu (do benzyny).
Europejczycy i Amerykanie postawili na to rozwiązanie z kilku powodów. Po pierwsze, żeby zmniejszyć swą zależność od importu ropy, która nie dość, że drożeje, to jej złoża za kilkadziesiąt lat się wyczerpią (a surowiec do biopaliw będzie istniał dopóty, dopóki będzie istniało rolnictwo). Po drugie, by zlikwidować nadwyżki płodów rolnych. I po trzecie wreszcie – co ważne było szczególnie dla Komisji Europejskiej – że zastosowanie paliw roślinnych sprzyja ochronie środowiska: można dzięki nim zmniejszyć emisję szkodliwych dla ludzi i środowiska tlenków azotu i dwutlenku węgla. Za 25 proc. światowej emisji tego ostatniego odpowiada motoryzacja. Tymczasem biopaliwa pomagają redukować emisję CO2 do atmosfery, bo przecież „biopaliwowe” rośliny go pochłaniają.
Za co więc krytykuje się biopaliwa? Jeden mit już przywołałem na początku, teraz przypomnę o kolejnym: według obiegowej opinii do wytworzenia biopaliw trzeba zużyć więcej energii niż później z nich się uzyskuje. To jednak najzwyczajniej w świecie nieprawda, rozpowszechniana przez niechętnych biopaliwom lobbystów. Inne zastrzeżenia są już trudniejsze do zbicia. Pierwsze z nich to twierdzenie, że produkcja biopaliw prowadzi do wzrostu cen żywności. Produkuje się je z roślin jadalnych, co sprawia, że rolnicy dostarczają mniej produktów przemysłowi spożywczemu. Ale drożejąca żywność to też efekt zwiększającego się popytu na artykuły spożywcze, szczególnie w krajach biednych i rozwijających się. Poza tym na całym świecie jest mnóstwo nieużytków, które można obsiać „biopaliwowym” rzepakiem lub zbożami. Inna sprawa, że w rolnictwie wzrost plonów z hektara niemal zawsze prędzej czy później nadąża za rosnącym popytem na żywność i tak stanie się zapewne i teraz. Jakimś rozwiązaniem byłoby zastosowanie roślin modyfikowanych genetycznie, które bardzo podniosłyby wielkość plonów. Ale akurat one mają wielu przeciwników wśród niektórych ekologów. Ci jednak nazbyt chętnie zapominają, że użycie biopaliw na większą skalę, zmniejszyłoby drastycznie zużycie trujących środowisko pestycydów. Biopaliwom wytyka się również, że potrzebne do ich produkcji uprawy rzepaku lub zbóż, zwiększają zużycie nawozów i środków ochrony roślin. Ale przecież wydobycie ropy i jej przeróbka o wiele bardziej dewastują środowisko!
Kolejny ważny zarzut brzmi następująco: by zwiększyć uprawy roślin potrzebnych do produkcji biopaliw, takie kraje jak Malezja, Indonezja czy Brazylia wycinają lasy deszczowe, czyli najcenniejsze ze wszystkich ekosystemów leśnych. A te, jak wiadomo, mają wielki wpływ na środowisko i klimat Ziemi. Wprawdzie lasy deszczowe wycinało się na dużą skalę pod uprawy rolne dużo wcześniej, zanim wymyślono biopaliwa, ale trzeba przyznać, że ostatnimi czasy zjawisko się nasiliło. W niektórych krajach lasy wycina się pod uprawę palm, z których owoców robi się olej do biodiesela. Temu można jednak zapobiec. Bezwzględnie należy wprowadzić zakaz importu oleju palmowego i bioetanolu z tych państw, w których wycina się lasy pod tego typu uprawy.
To, co jeszcze przemawia na niekorzyść biopaliw, to koszt ich produkcji, ciągle wyższy (poza Brazylią) niż benzyny lub oleju napędowego. Dzieje się tak dlatego, że tam, gdzie wytwarza się najwięcej biopaliw, czyli w USA i UE, rolnictwo jest po prostu drogie. Poza tym to nowa i stosunkowo mało zaawansowana technologia, a przez to charakteryzująca się niską wydajnością produkcji (najlepszą wydajność uzyskuje się z kukurydzy – z jednej tony wytwarza się 420 litrów etanolu). Lecz technika będzie szła do przodu, a prawdziwej rewolucji dokonają dopiero tzw. biopaliwa drugiej generacji. Podniosą one nie tylko wydajność (od dwóch do nawet dziesięciu razy) i opłacalność produkcji, ale też zamkną usta tym, którzy twierdzą, że biopaliwa prowadzą do wzrostu cen żywności.
Biopaliwa drugiej generacji wytwarzane będą nie z roślin jadalnych, ale z wiórów drzewnych (np. z wierzby energetycznej i innych roślin tego rodzaju), odpadów rolnych (choćby z niejadalnych części kukurydzy), lub z szybko rosnących traw. Przerabiane będą one na tzw. etanol celulozowy albo gaz. Ich produkcja jest jeszcze w fazie prób, ale to tylko kwestia czasu, kiedy wejdą do powszechnego użytku. Wiele krajów i firm inwestuje grube miliony w badania nad nowego typu biopaliwami. Zresztą trudno się im dziwić. Powrotu do taniej ropy już nie będzie i w związku z tym biopaliwa stają się coraz bardziej konkurencyjne.
Polska ma szczególnie wiele powodów, żeby na nie postawić. Pierwszy i najważniejszy: możemy je wytwarzać z własnego surowca, co oznacza zmniejszenie zależności od rosyjskiej ropy i gazu. Po drugie, mamy świetne warunki: nasz kraj dysponuje największym w UE (po Francji i Niemczech) areałem ziemi uprawnej – kilka milionów hektarów nieużytków. Po trzecie, polska wieś jest wciąż biedna, a produkcja biopaliw to szansa na zmianę tego stanu rzeczy.

Dlatego nie bierzmy serio Fidela Castro, który grzmi o złowrogiej idei produkowania paliwa z roślin jadalnych. Nie odrzucajmy też biopaliw, nawet, jeśli będą one oznaczać – przejściowo – wyższe ceny na stacjach benzynowych. Bo i tak w ostatecznym rozrachunku to się nam naprawdę opłaci.
Mariusz Krzemiński






Komentarze
Chcesz skomentować?